11.12.2013 Wersja do druku

Ludzie i cuda

Czyżby w Bayerische Staatsoper zaczynała się nowa era? Krzysztof Warlikowski i Kirill Petrenko uszczęśliwili Monachium operą "Kobieta bez cienia" Richarda Straussa - pisze Mirko Weber Die Zeit.

Z głębi widowni monachijskiego Nationaltheater słychać ciche brawa. Właśnie skończył się film, ale nie opera "Kobieta bez cienia" z roku 1919. Ona się dopiero zaczyna. Ten pamiętny monachijski spektakl operowy rozpoczynają fragmenty słynnego filmu Alaina Resnaisa pt. "Zeszłego roku w Marienbadzie", pokaz trwa dziesięć minut. To czarno-biały film z 1961 roku. Przejazdy kamery przez zamkowe korytarze i amfilady trwają bez końca, wreszcie widać parę, mężczyznę i kobietę. Mężczyzna twierdzi, że chyba już tu kiedyś byli, może zeszłego lata. Kobieta nie pamięta, ale jednak sobie przypomina. Czy była to żądza? Cierpienie? Śnienie? Czuwanie? Tymczasem na scenie wyczerpana Cesarzowa osuwa się na szezlong, a Mamka wstrzykuje jej analgetyk. Kiedy igła przekłuwa skórę na jej przedramieniu, gromkim uderzeniem zaczyna się muzyka Richarda Straussa. Odtąd, przez prostą analogię, w przebogatej, niekiedy nonszalancko genialnej inscenizacji polskiego reżys

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Die Zeit, 28.11

Autor:

Mirko Weber, przekł. Iwona Nowacka

Data:

11.12.2013

Tematy w toku