Logo
Aktualności

Lublin. Już wkrótce 31. Konfrontacje Teatralne: Świat zżera duszę

22.09.2026, 12:11 Wersja do druku

Na tegoroczne Konfrontacje Teatralne w Lublinie zapraszamy w szczególnym momencie. Jaka to chwila? Najłatwiej byłoby powiedzieć – odmawiamy odpowiedzi na to pytanie, aby nie eskalować pesymistycznych wizji. Pisze Jacek Wakar, kurator festiwalu.

fot. Karolina Jóźwiak

Raz po raz bowiem słychać, iż na pełnej skali inwazji Rosji na Ukrainę może się nie skończyć i trwająca od ponad czterech lat za naszą wschodnią granicą wojna nie musi być ostatnią w naszej części globu. Za Oceanem swoje rozkazy wydaje amerykański prezydent, a jednak, a może właśnie z tego powodu dawny porządek, jasny układ sił, gdy każdy wiedział, na kogo może liczyć, z łoskotem rozpadł się i trudno dostrzec na horyzoncie pozytywne scenariusze.

                   Żyjemy w epoce dronów, botów, internetowych trolli i wszechobecnej dezinformacji, powoli zatracając pewność, gdzie kończy się prawda, a zaczyna pisana fejk newsami mistyfikacja. Karmieni zapewnieniami o tym, że nadchodzi niepodzielna władza sztucznej inteligencji z każdą godziną z większym trudem rozpoznajemy miejsce, w którym przyszło nam żyć. Świat. Z pozoru ten sam, ale już nie taki sam. I nie jest to zmiana na lepsze.

                   Świat zżera duszę – takie hasło towarzyszy tegorocznej edycji Konfrontacji Teatralnych. W tej parafrazie tytułu klasycznego filmu Rainera Wernera Fassbindera, wariację na temat którego przedstawi z kolei na festiwalu Teatr Śląski w Katowicach, nie ma histerycznej rozpaczy, właściwego pięknoduchom załamywania rąk, że kiedyś, chwilę temu, było tak pięknie, a nagle zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Jest rzeczowa konstatacja – takie są fakty. Świat zżera duszę, a do nas należy spróbować stawić mu czoła. Nie będzie łatwo, ale starać się można, a nawet trzeba. Wtedy poczujemy, że zrobiliśmy wszystko, aby nie poddać się lękowi, choć przecież i on idzie za nami każdego dnia. W końcu nie bez przyczyny ów oryginalny tytuł filmu Fassbindera brzmiał „Strach zżerać dusze”.

                 Może w tym pomóc teatr, który nie jest od tego, by na siłę poprawiać samopoczucia, nie wypisuje recept na lekarstwa o natychmiastowym działaniu. Nie jest aspiryną, ale robi coś innego. Zdaje relację z rzeczywistości, odwzorowuje ją wiernie albo buduje własne historie, każąc nam zatopić  się w nich bez reszty. Siedzieć na skrawku fotela i przez dwie godziny pozwalać ponieść się wzruszeniu, śmiać się albo płakać, oddychać rytmem bohaterek i bohaterów. I poczuć oddech sąsiadki albo sąsiada tuż obok.  Dzisiaj wiadomo bowiem, że obawy tych wszystkich, co podczas pandemii wieszczyli koniec żywego teatru, okazały się płonne. Publiczność wróciła na widownie, wiedząc, że nic nie zastąpi prawdziwego kontaktu człowieka z człowiekiem. A to domena teatru właśnie.

                Konfrontacje wraz z ich hasłem nie są więc po to, by kogokolwiek przerazić, ale aby zachęcić do spojrzenia wokół siebie i w głąb siebie, aby przekonać się, że nic jeszcze nie jest stracone. Że trzeba myśleć, czuć, wzruszać się, a czasem zwyczajnie dobrze bawić, a wtedy – śpiewał w jednej ze swych nieśmiertelnych piosenek Mistrz Młynarski – przetrwamy.
Program został skonstruowany tak, aby ukazać różnorodność polskiego teatru, bo była ona zawsze i jest nadal jego największą siłą. Stąd opowieść o Sarah Kofman, francuskiej, dopiero teraz szerzej odkrywanej filozofce i jej walce o to, być widzialną, widzianą i usłyszaną. Przedstawienie warszawskiego Nowego Teatru „Kofman. Podwójne wiązanie” z wielką rolą Mai Ostaszewskiej każe spojrzeć na nią z najbliższej odległości – jeśli ktoś zastanawia się, czy teatr może jeszcze być duchowym przeżyciem, po tym seansie straci wątpliwości.
A z drugiej strony obywatelski teatr na wskroś polityczny, czyli „Proces Eligiusza Niewiadomskiego” z krakowskiej Łaźni Nowej. Wszystkie słowa zabójcy prezydenta Gabriela Narutowicza padły naprawdę. Sprawdzimy, czy nie brzmią nam znajomo, przywołując tych polityków, którzy dziś szerzą w Polsce atmosferę kolejnych polowań na czarownice, a ciarki przejdą wam po plecach.
                O tym, jak teatr reaguje na rzeczywistość przekonamy się, oglądając niezwykłą oskarżycielską „Smutną rzekę” w reżyserii Michała Zadary o katastrofie ekologicznej na Odrze i tym, kto za nią odpowiada.
                Zobaczymy niewystawianą klasykę zarówno polskiej literatury, jak i myśli o Polsce, czyli „Płomienie” Stanisława Brzozowskiego z Teatru Polskiego w Warszawie, odkrywaną na nowo przez Janusza Opryńskiego. Przekonamy się, że reinterpretacji może doczekać się nawet tak kanoniczny film jak „Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego. W katowickim bardzo kameralnym „Przesłuchaniu” nie ma Krystyny Jandy, ale jest inny świat – bardzo przejmujący. Podobnie jak wspomniane „Strach zżera dusze” jednego z najbardziej rozpoznawalnych duetów w polskim teatrze – Jędrzeja Piaskowskiego i Huberta Sulimy, krótko po wizycie na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych.
Inny film i jego teatralna wersja to elegijny „Samotny mężczyzna” z krakowskiego Teatru Ludowego. Na ekranie kreację stworzył Colin Firth, na scenie Piotr Pilitowski – równie wspaniały.
                Jeszcze monodram – w komediowym „VHS” z Teatru Powszechnego w Łodzi mamy żywiołowe aktorstwo Sebastiana Jasnocha i polską transformację ustrojową w krzywym zwierciadle. I duodram, czyli kolejne po „Ocalonych” spotkanie Mai Kleczewskiej i Agnieszki Przepiórskiej, tym razem jeszcze wzmocnionych tancerką i choreografką Anną Krysiak w spektaklu „Pola Nireńska. Próba otwarta”.  Wreszcie na deser trochę offu, w dodatku mocno inkluzywnego, czyli „Szpieg z krainy Głuchych” oraz „Die Duch” – mocne muzyczno-taneczne show czterech performerek wywodzących się z różnych praktyk ruchowych, „które - jak same piszą - spotykają się we wspólnym badaniu ciała jako przestrzeni napięć, pamięci i transformacji”.
                Słowem święto różnorodności gatunków, tonacji, myśli i przyjemności. Bardzo dużo teatru dla Wszystkich, którzy chcą coś przeżyć.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także