24.04.2021, 15:27 Wersja do druku

Lokalnie, czyli światowo

Online’owe „Bramat” i „Łaknienia” były kompletnymi, udanymi wydarzeniami artystycznymi. To największy jak dotąd sukces spośród znanych mi prób przeniesienia charakteru żywej imprezy w przestrzeń wirtualną; bez ognisk, bez tańców, bez rozmów, ale z dającą się odczuć ludzką radością organizatorów i ich przyjaciół.

Mam wiele szczęścia, że trafiłem do offu. Pierwszy zeszłoroczny lockdown kultury zaskoczył wszystkich tak, że nie było co zbierać. Ale już jesień wyszkolonych w elastyczności i przywykłych do działania w kryzysie offowców zaskoczyć nie mogła, dzięki czemu miałem przyjemność brać udział w kilku odbywających się mimo wszystko festiwalach, których formuły na bieżąco zostały dostosowane do niepewnych czasów – przede wszystkim w duchu odpowiedzialności za ludzi tworzących środowisko. Kwidzyńskie „Animo” z dużym wyprzedzeniem zaplanowało formę hybrydową, w ramach której na żywo odbywał się tylko jeden pokaz dziennie (a i tak program zmieniał się na bieżąco przez kwarantanny w zaproszonych teatrach), reszta, w tym cała część zagraniczna, została zamówiona z myślą o online. Zamówiona, co oznacza nie tylko przygotowane zawczasu tłumaczenia etc. – w wielu przypadkach powstały nowe, autorskie wypowiedzi wideo, niekiedy tak dobre, że grupy odkrywały w sobie pasję do nowego języka; nie wątpię, że na przykład Hiszpanie z Zero en Conducta będą teraz hurtowo wygrywać festiwale filmowe swoją realizacją dla Kwidzyna. Z kolei krakowski młodzieżowy OFMAT, decydując o nieodwoływaniu imprezy, nie zrezygnował ze swojej formuły konkursowej, ale ograniczył program do kilku pokazów, tak żeby przyjeżdżającym grupom i wykonawcom móc niezależnie od werdyktu wypłacić honoraria. Widownię zapełniali głównie pracownicy festiwalu i artyści z pozostałych teatrów, zawodził niestety live streaming.

W jeszcze innej sytuacji znalazł się goleniowski Teatr Brama – 2020 rok miał być momentem dla grupy o tyle przełomowym, że zaplanowane na jesień festiwale przewidywano już jako inaugurację nowej, od lat zapowiadanej i faktycznie budowanej siedziby. Pożegnanie starego amfiteatru, w którym Brama rozwinęła się do poziomu jednej z najprężniej działających offowych instytucji w kraju, odbyło się na początku września. Kolejne następujące później obostrzenia i ponowny lockdown spowodowały, że imprezy trzeba było przesunąć, a koniec budowy Rampy Kultura na tyle znacząco się opóźnił, że i tak nie udałoby się ich zrealizować w nowej przestrzeni. Mimo to Brama zorganizowała oba swoje flagowe festiwale, „Łaknienia” i „Bramat”, przenosząc je całkowicie do online – ale realizując większość nagrań u siebie, swoim sprzętem, szkoląc umiejętności realizacyjne swojej ekipy, w dotychczasowej siedzibie, zapisując ją niejako w wiecznotrwałej pamięci Internetu (i budowanego na miejscu archiwum). Łącznie powstały w ten sposób zapisy filmowe szesnastu wydarzeń. I, jeśli mnie social media nie mylą, realizowano je niemal non stop, równolegle z publikacjami już ukończonych, święta czy nie święta.

„Łaknienia”, do niedawna określane jako Festiwal Młodości Teatralnej, obecnie dopuszczające też udział dorosłych amatorskich grup, częstokroć okazywały się czułym sejsmografem nie tylko zmian w myśleniu o teatralnej formie i podejściu do tematów, jakie miały zawładnąć offowymi narracjami, ale przede wszystkim przemian społecznych.

I tym razem, mimo że nastąpiła podwójna w gruncie rzeczy zmiana formuły imprezy, dało się ten jej charakter odczuć: program w całości zbudowały spektakle stricte kobiece lub podejmujące okołofeministyczną tematykę. Pisałem o każdym z nich nieco szerzej na stronie Bramy, bo przypadła mi znów zaszczytna rola członka gremium jurorskiego, choć tym razem nie przyznawaliśmy nagród. Brama też postawiła na wsparcie twórców i zakwalifikowane jak do konkursu grupy opłaciła honorariami, zaprosiła do Goleniowa i zrealizowała im dobrej jakości nagrania wideo.

I tak – kielecki Teatr Ecce Homo spektaklem Być świnią w maju zamachnął się na poszukiwanie herstorii w skeczach Teatrzyku Zielona Gęś, zdecydowanie lepiej radząc sobie z formalną groteską niż z faktycznym ich odnalezieniem w absurdeskach Gałczyńskiego. Kilkunastoosobowa dziewczęca grupa z zabrzańskiego kolektywu Teatr Nieoetykietkowani herstorie owszem znalazła, opierając się na powieści Kobieta dość doskonała Sylwii Kubryńskiej, i opowiedziała je dojrzale i poruszająco – swój spektakl nazwały… Bez jaj. Duet znany jako Teatr Rajstopy zaprezentował najdłuższy w dotychczasowym repertuarze, bo aż dwudziestopięciominutowy Bardzo brzydki spektakl o miłości – bardzo piękny i tak umiejętnie odnajdujący poezję w prostocie, jak ich wcześniejsze sceniczne poemaciki. Trójmiejski teatr W Kaczych Butach – grupa dorosłych amatorów prowadzona przez Magdalenę Bochan-Jachimek – wystawił Starą babę. Tragedię antyczną, pełnowymiarową tragifarsę wierszem, napisaną specjalnie dla tej grupy przez Szymona Jachimka, czule opisującą kryzysy wieku średniego – z perspektywy porzuconej kobiety, ale rozdającą komediowe razy obu stronom damsko-męskiej batalii. Premierowy monodram Eweliny Zawady Międzyczas w reżyserii Moniki Czajkowskiej miał z kolei poważny cel skatalogowania lęków pokolenia milenialsów, ale poległ na przekombinowanym scenariuszu i widocznie zbyt wymagającym jak na możliwości realizacyjne festiwalu scenopisie (sic! – młodzi twórcy robiąc teatr, zaczynają już najwidoczniej myśleć kategoriami języka filmu).

Wobec tej różnorodności i niewątpliwych gatunkowych ciężarów, jakimi charakteryzowały się online’owe „Łaknienia”, trudno traktować je zgodnie ze sloganem tylko jako teatralny aperitif do „Bramatu”. Zwłaszcza że program online’owego „Bramatu” złożony został z kolei z propozycji w większości popularnych, proporcjonalnie więcej było tu widowisk muzycznych niż awangardowego, zaangażowanego teatru. Słuszna to decyzja, biorąc pod uwagę okoliczności. Festiwal odbywał się – licząc łącznie z „Łaknieniami” jako wstępem – przez prawie cały grudzień 2020, dostępy do kolejnych pokazów otwierały się i w świąteczne wieczory, i w sylwestra; sam łapałem się na tym, że chętniej zaglądałem na youtube’owy kanał Bramy, spodziewając się w pierwszej kolejności po prostu miło spędzonego czasu, niż gdybym miał trafiać tam choćby na próby rozliczeń z mijającym rokiem. Zresztą większość wydarzeń na żywo gromadziła po parę setek oglądających, zaś koncerty, które zostały na kanale w stałym dostępie gromadzą wyświetlenia dalej, dochodząc w porywach pod trzy tysiące widzów.

W obu koncertach sensu stricto grał Jarek „Chilek” Chilkiewicz, gitarzysta współpracujący z wieloma popularnymi wykonawcami, jak bracia Cugowscy czy Kasia Kowalska. Jeden z nich, Nie gódźmy się, to duet ze szczecińskim aktorem Olkiem Różankiem, w którym autorskie kompozycje do zaangażowanej poezji pobrzmiewają estetyką poetyckich slamów; na drugi, w którym obok Chilkiewicza grali Piotr Banach (Hey, Indios Bravos) i wokalistka Kasia „Kafi” Sondej, składała się imponująca składanka polskich hitów. Lider Bramy Daniel Jacewicz tak zapowiadał to wydarzenie w swoich social mediach: „W latach 90., gdy byłem licealistą i miałem długie włosy, panowie na zdjęciu wydawali swoje pierwsze płyty […]. Zainspirowany, chciałem grać na gitarze i »zlizywałem« akordy klatka po klatce z magnetowidu. […] [Panowie] znali się, ale nigdy nie zagrali razem. Po latach się spotykają […] giganci polskiego rocka. W Goleniowie na Festiwalu BRAMAT”. I jakkolwiek oczywiście to podszyte wzruszeniem i dumą wspomnienie, z całym jego prywatnym tonem, skierowane było do prywatnych znajomych Jacewicza, mam przekonanie, że jest ono ważnym tropem dla prześledzenia, jak Brama myślała tym razem o swojej imprezie.

Ten osobisty wektor w układzie repertuaru daje o sobie znać i przy innych tytułach. Na pewno będą nimi dwa programy słowno-muzyczne, oba wyreżyserowane przez Jacewicza. Będzie dobrze, Cohen to przedpandemiczna realizacja ze szczecińskiej Piwnicy przy Krypcie, jak łatwo się domyślić, osnuta wokół piosenek Leonarda Cohena w nietuzinkowych aranżacjach; Wszystkie głosy w jednym to z kolei przygotowany specjalnie na „Bramat” seans medytacyjny, oparty na poezjach Rumiego w wykonaniu Pawła Niczewskiego i w audiosferze budowanej przez Valentynę Maeser i Evanthi Athanasiadi. O tym, że tegoroczny „Bramat” goleniowski zespół organizował przede wszystkim dla podbudowania własnej tożsamości w przejściowym momencie, świadczą najpełniej dwa wydarzenia muzyczne, będące w moim poczuciu osią festiwalowego programu. Jacek Hałas, artysta zajmujący się muzyką tradycyjną, blisko współpracujący z Bramą, zaproponował spacer po pomieszczeniach jej nieukończonej jeszcze nowej siedziby, podczas którego pod hasłem „Pierwsze dźwięki Rampy” „ośpiewywał” przestrzeń teatru. Finałem festiwalu był zaś koncert Kapeli Teatru Brama, Dźwięki odnalezione, w ramach którego młodzi muzycy na podstawie znalezionych na rodzinnym strychu nut rekonstruowali repertuar Kapeli Bolechowskiej, działającej w świeżo zasiedlonym Zachodniopomorskiem tuż po wojnie.

Mocno podkreślana – paradoksalnie właśnie przy nieograniczonym geograficznie zasięgu – lokalność cyfrowego „Bramatu” (i w jakiejś mierze tour de force Bramowej wszechstronności i samowystarczalności) dialogowała z programem stricte teatralnym, zbudowanym pracami przyjaciół Teatru Brama z całej Polski.

Festiwal otwierał Teatr Wojtka Kowalskiego z Częstochowy spektaklem Uwolnić słowa: MIŁOŚĆ, gdzie na podstawie prozy Janusza Rudnickiego, w lubianej przez Kowalskiego estetyce literackiego kabaretu, rewidowane są niektóre, a powielane inne stereotypy dotyczące owego najwyższego z uczuć. Ze Śląska przyjechał zespół Teatru im. Stefana Batorego z 5 Kobietami Boga, zaangażowanym przedstawieniem o tragicznych losach kobiet, niemieszczących się na przestrzeni wieków w ramkach patriarchalnych oczekiwań. Dziewczyny wygrały poprzednią edycję „Łaknień”; przywieziony na „Bramat” tytuł to ewidentny krok ku nowym dla nich rozwiązaniom. Wreszcie z Poznania przyjechał spektakl Teatru Ósmego Dnia I rozstawili namiot wśród nas, w którym Marcin Kęszycki i Adam Borowski przy drapieżnym akompaniamencie duetu Kopyt/Kowalski snują nieco weterańską, ale wciąż głęboko czułą opowieść o ludziach żyjących w poprzek społecznych norm.

Nurt „zaangażowany” festiwalu „Bramat” zasiliłby pewnie pokaz poznańskiej grupy Circus Ferus, ale przeszkodził jej w udziale COVID-19 – na jej miejscu pojawił się Wojciech Tremiszewski z solowym programem improwizowanym Sam Termos. Impro, jak to impro, wymaga żywego udziału publiczności – nie mogąc się na nim pewnie oprzeć, Tremiszewski porwał się na rozbudowaną, wielowątkową i oczywiście komediową fabułę, którą zręcznie uciągnął, choć dla mnie najciekawsze były momenty, w których mimowolnie ujawniał warsztat, rekonstruując na wizji zerwane wątki. Lepiej na online’owym kontakcie z widzem wyszedł Szymon Jachimek, który przyjechał do Goleniowa z na poły improwizowanym recitalem Z dala od tonacji; sporo było prawdy w tym tytule, ale gamoniowata sceniczna postać Jachimka świetnie sprawdza się w zestawieniu z jego błyskotliwymi kabaretowymi tekstami. A że niemal wszyscy wymienieni wyżej artyści od lat trwają w przyjaźni z Bramą i nie raz stawali na scenie dawnego amfiteatru, znać było – nawet na nagraniach – ich swobodę, czy wręcz frajdę z występu. Frajdę zresztą obustronną, bo tam, gdzie pozwalała na to konwencja, w nagraniach zapisały się też jako dźwięk z offu żywiołowe reakcje realizujących je Bramowych wolontariuszy.

I myślę dziś, że to największy jak dotąd sukces spośród znanych mi prób przeniesienia charakteru żywej imprezy w przestrzeń wirtualną; bez ognisk, bez tańców, bez rozmów, ale z dającą się odczuć ludzką radością organizatorów i ich przyjaciół. Razem ze spojrzeniem w głąb siebie, w aktualny moment Teatru Brama – i z animacją wymarzonych spotkań – online’owe „Bramat” i „Łaknienia” były kompletnymi, udanymi wydarzeniami artystycznymi. I nie kłamie Brama, kiedy przedstawia się na swojej stronie jako „międzykulturowy teatr niezależny działający lokalnie, w Polsce i na świecie”. Okazuje się, że to nie musi być oksymoron.

„Łaknienia”. Teatralny Aperitif do „Bramatu”
Goleniów, 11–16 grudnia 2020

Cyfrowe Spotkania Teatralne „Bramat”
Goleniów, 17–31 grudnia 2020

ADAM KAROL DROZDOWSKI

pracownik kultury, publicysta, scenograf, animator. Obserwator i praktyk kultury offowej, prowadzi trzeciosektorowy kolektyw DLA KONTRASTU.


Tytuł oryginalny

Lokalnie, czyli światowo

Źródło:

Teatr nr 3/2021
Link do źródła

Wątki tematyczne