20.11.2020, 17:18 Wersja do druku

Łódzka kultura czeka na pieniądze

fot. mat. teatru

400 milionów zł z Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu rozdzielono pomiędzy ponad 2 tysiące beneficjentów. W Łodzi ma skorzystać z tego wsparcia ponad 20 instytucji, stowarzyszeń i prywatnych firm artystycznych (w tym ponad 900 tys. ma dostać Teatr Powszechny). Jednak w niedzielę minister Piotr Gliński wstrzymał wypłatę środków, po tym jak się okazało, że na liście do wysokich wypłat są topowi artyści disco polo i muzyki pop.

Z Ewą Pilawską, dyrektorką Teatru Powszechnego w Łodzi, współautorką „tarczy” dla teatrów i aktorów, rozmawia Agnieszka Jedlińska  w Expressie Ilustrowanym.

- Jak wygląda sytuacja teatru w czasie, gdy zabrania się artystom grania na żywo przed publicznością?

Oczywiście tęsknimy za publicznością i spotkaniami na żywo. Teraz jednak opanowanie epidemii i zdrowie są najważniejsze, co nie znaczy, że nic nie robimy. Przygotowujemy premiery, trwają próby, działamy online. Jesteśmy optymistami.

- Wspólnie z Tomaszem Rodowiczem z Teatru Chorea przez trzy miesiące braliście udział (pro publico bono) w pracy nad projektem, który miał uratować polski teatr. Co było w nim najważniejsze?

Jesteśmy w Zespole, który działa przy Instytucie Teatralnym od kwietnia. Skupia 25 osób reprezentujących różne grupy środowiska teatralnego – ja reprezentuję Unię Polskich Teatrów i zaproponowałam projekt „Tarczy dla teatrów”, czyli tarczy dla teatrów samorządowych. Wyszliśmy z założenia, że naszą misją jest ocalić sieć teatrów w Polsce, bo dzięki temu polski teatr przetrwa. W dalszych pracach Zespół poszerzył ideę wsparcia o całe środowisko teatralne. Idea Unii Teatrów stała się bazą, daliśmy zaczyn, ideę, a potem zbudowano na tym koncepcję Funduszu, który obejmuje szersze niż pierwotnie pole. Nasz Zespół zajmował się jednak tylko i wyłącznie teatrem, nie mogę więc wypowiadać się o sprawach z zakresu muzyki. To było w kompetencjach Instytutu Muzyki i Tańca.

- 10 miesięcy bez publiczności lub z jej bardzo ograniczonym udziałem to dla każdego teatru katastrofa. Czemu te środki z ministerstwa są tak ważne dla was?

W naszym Teatrze prawie połowę budżetu stanowią przychody z biletów. Jeśli więc nie gramy, nie możemy normalnie pracować. Przecież Teatry dotowane, nawet gdy nie grają, ponoszą koszty stałe. Mamy Zespół, który musimy utrzymać. Płacimy podatki, pensje, ZUS, składki zdrowotne i wiele innych. Nie mamy możliwości, żeby po prostu tymczasowo zawiesić działalność – jak np. niektóre podmioty prywatne. Jeśli otrzymamy środki z Funduszu, przeznaczymy je na utrzymanie miejsc pracy. Dla nas i dla wielu teatrów to „być albo nie być”.

- Macie sygnały, że łodzianie za wami tęsknią?

Oczywiście! To nam dodaje ducha walki. We wrześniu i październiku – zgodnie z wytycznymi sanitarnymi - graliśmy przy kompletach. Liczby odbiorców naszych działań online też są bardzo budujące. Jestem pewna, że teatr, który prowadzi uczciwą rozmowę z publicznością, przetrwa.


Tytuł oryginalny

Łódzka kultura czeka na pieniądze

Źródło:

Express Ilustrowany nr 272

Autor:

Agnieszka Jedlińska

Data:

20.11.2020

Tematy w toku