Rozkręca się XXXII Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych, organizowany przez Teatr Powszechny w Łodzi. Tegoroczne wydarzenie potrwa aż do końca czerwca.
Łódzki festiwal rozpoczął się wybitną kreacją Mai Ostaszewskiej, przejmującą refleksją nad pokrętnością biografii i bezwzględnym wpływem historii na człowieczy los oraz utrudnionym dla widzów kontaktem z samym spektaklem.
Przedstawienie „Kofman. Podwójne wiązanie" z Nowego Teatru w Warszawie okazało się nadzwyczaj godnym otwarciem tegorocznej odsłony wydarzenia, któremu przyświeca temat wolności w teatrze. Spektakl przywołuje postać Sarah Kofman, francuskiej filozofia, eseistki, profesorki Sorbony, jej skomplikowane relacje z biologiczną matką oraz kobietą, pod opieką której znalazła się w trakcie wojny, ale przede wszystkim zajmuje się opresyjnością utwardzonych społecznych schematów, prawem jednostki do samostanowienia, niewrażliwością na nadwrażliwość.
W świetnie zbudowanym przedstawieniu realizatorzy (pełna empatii, precyzyjna i inteligentna reżyseria Katarzyny Kalwat, która - warto przypomnieć - debiutowała w roli samodzielnej reżyserki w łódzkim Teatrze Powszechnym „Bogiem mordu"), na szczęście, nie próbują nas nakłonić do oceniania postawy i wyborów bohaterki inscenizacji, kładąc nacisk na mechanizmy instytucjonalno-polityczne, klasowego rozwarstwienia zbiorowości, dziejowej bezduszności, w które istnienie Kofman zostało zassane. Mówi się to u kosztach autokreacji, tożsamościowym konflikcie, autentyczności skrytej pod pozomością tego, co dostrzegamy. I niepamięci, na którą skazuje się nieprzystających do ustanowionego porządku. Świetna praca Kalwat niesie imponu- jący, erudycyjny tekst autorstwa Janusza Margańskiego i Moniki Muskały. Całość trzyma w nieustannym napięciu, pulsuje emocjami, dbałością o detale konstrukcji widowiska, scenami zapadającymi w pamięć (sekwencja nauki języka francuskiego - powalająca lekcja aktorskiego warsztatu).
Esencją przedstawienia jest kapitalna kreacja w tytułowej roli Mai Ostaszewskiej. To nie tylko głęboka, uniwersalna opowieść o człowieku po prostu, artystyczny, humanistyczny gest, ale również zachwycający obraz bezgranicznych twórczych możliwości. Aktorka jest w postaci, by za chwilę stanąć obok, rozdziera serce widza, by w kolejnej scenie zdystansować się do okoliczności, w jakich funkcjonuje. Wieloznaczna, błyskotliwa, niepokojąca, a zarazem przepełniona czułością i odpowiedzialnością rola. Mistrzostwo potwierdza hipnotyczna Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, przejmujący występ odnotowuje Maria Maj. Czym natomiast jest solidna współpraca, dająca partnerkom na scenie bazę do aktorskiej swobody i śmiałości, prezentuje Jacek Poniedziałek.
Artystycznego zwycięstwa dopełniają Alicja Strojek i wykonująca na żywo muzykę Wojtka Blecharza skrzypaczka Kamila Wąsik-Janiak. Dojmująco wzruszającym podsumowaniem spektaklu jest hołd złożony Ewie Dałkowskiej, która przygotowywała jedną z ról w przedstawieniu, ale zmarła przed premierą.
Siedziba Teatru Powszechnego przy ulicy Legionów znajduje się w przebudowie, łódzka scena korzysta więc aktualnie z przestrzeni gościnnych, nie stworzonych dla teatru, o czym można się było przekonać podczas prezentacji spektaklu w hali Expo Łódź. Zbyt skromne podniesienie poszczególnych rzędów zbudowanej na potrzeby pokazu widowni sprawiło, iż z wielu miejsc fragmentów przedstawienia nie dało się w pełni zobaczyć, a jedynie wysłuchać. Cóż, pozostaje zaapelować: Budimeksie, prosimy, nie zawal zaplanowanego terminu oddania gmachu Teatru Powszechnego do eksploatacji!