„Latający Potwór Spaghetti” w reż. Mateusza Pakuły z Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie na XXXI Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Wyznanie niewiary.
I bardzo dobrze, bo skoro powstają spektakle na wskroś religijne, to dla równowagi mamy pochwałę ateizmu, choć paradoksalnie to przedstawienie wydało mi się stosunkowo mocno nasycone mistycyzmem, gdyż Pan Jezus (Zuzanna Skolias-Pakuła) i Duch Święty (Emose Uhumwangho) pokazują w nim swoją ludzką twarz, a nawet pewnego rodzaju słabości. Ba, Duch Święty zdaje się mieć na to wszystko wręcz… Trafia oto założyciel tytułowego Kościoła Bobby Henderson (Jan Jurkowski) do piekła, nie wiemy jeszcze – do którego kręgu, tę decyzję musi podjąć Diabeł (Szymon Mysłakowski), ale wszystko idzie jak po grudzie, gdyż skazaniec jest krnąbrny.
Jak łatwo się domyślić - rzecz jest niesłychanie wesoła, właściwie mająca charakter komediowo-farsowy, z elementami improwizacji, owszem - w kilku miejscach publiczność może nabrać głębszego oddechu, ale nie przypuszczam, żeby czyjekolwiek uczucia religijne tym sympatycznym wygłupem scenicznym zostały urażone. Pojawia się jednak pod koniec przedstawienia monolog Bobbiego napisany i wygłoszony na zupełnie serio – credo niewiary, z którym pod względem logiki dobranych argumentów na nieistnienie Boga trudno nawet dyskutować.
Nie mam jednak pewności, czy największe religie monoteistyczne wysłuchawszy ich (tych argumentów) i zrobiwszy dogłębny rachunek sumienia – rozwiążą budowane przez tysiąclecia struktury i ogłoszą upadłość czy coś w tym stylu. Raczej nie. Ale ufam, że widz wierzący i nierozumiejący braku wiary u bliźniego swego – oglądnąwszy Potwora – będzie w stanie spojrzeć na kwestie boskie przez pryzmat diametralnie inny od własnego, co nazywa się tolerancją i czego występują - nie tylko u nas - dojmujące braki.