Ponad 130 lat po premierze popularność „Lalki" Bolesława Prusa nie słabnie, a rośnie. Pierwsze reakcje nie były entuzjastyczne - Aleksander Świętochowski nazwał ją „łajdacką powieścią", a Stowarzyszenie Nauczycielek kwestionowało wartości dydaktyczne dzieła. A jednak, jak pisała Olga Tokarczuk, „»Lalce« czas nic nie zrobił”.
16 września Netflix wyemitował pierwsze odcinki serialu „Lalka” Pawła Maślony z Tomaszem Schuchardtem jako Stanisławem Wokulskim i Sandrą Drzymalską w roli Izabeli Łęckiej, za dwa tygodnie do kin trafi ekranizacja Macieja Kawalskiego: Wokulskim będzie Marcin Dorociński, Izabelą – Kamila Urzędowska, a Rzeckim – Marek Kondrat. Już po pierwszej premierze media zapełniły się dyskusjami - jedni, przywiązani do klasycznych ekranizacji, wyrażają rozczarowanie i biadają nad zatraceniem ducha pozytywistycznej powieści, inni doceniają próbę nowego spojrzenia na klasykę polskiej kultury. Narodowa dysputa na temat filmów dopiero się rozkręca.
Pozytywistyczna powieść doczekała się w ostatnich miesiącach kilku wyrafinowanych wznowień (przygotowały je m.in. W.A.B. Filia i Agora) w ostatnim czasie pojawiło się też kilka książek nawiązujących do klasycznej powieści. Na przykład Jakub Jarno wydaje „Marionetkę”, opowieść o potomkach Wokulskiego i Łęckiej w realiach PRL-u, Krystyna Mirek opublikuje „Lalkę ze Złotego Wzgórza” - o rozpieszczonej dziewczynie i sporo starszym przedsiębiorcy, który własną pracą wydźwignął się z biedy. Bogumił Wójcik snuje dalsze losy Stanisława w książce o tytule „Wokulski”, a Roman Praszyński w romansie erotycznym „Córka Wokulskiego”. Atmosferę podgrzewają reklamy serialu. Na plakatach widnieją prowokacyjne hasła: „Stąd się biorą daddy issues”, „Toy boy”, „Lekkie obyczaje czy ciężkie życie?”, „Femme fatale czy feministka?” „Gold diggerka czy golden retriever?”.
Można powiedzieć, że „Lalka” była serialem już w XIX wieku. Przez blisko dwa lata ok. 5-6 tys. czytelników „Kuriera Codziennego” czekało na kolejne fragmenty powieści. Druk „Lalki” rozpoczął się 29 września 1887 roku w porannym dodatku do gazety, ostatni odcinek ukazał się 24 maja 1889 roku, a pierwsze wydanie książkowe wyszło w 1890 roku nakładem Gebethnera i Wolffa. Kontekstem pierwszych odczytań „Lalki” są powieści Henryka Sienkiewicza, króla bestsellerów tamtego czasu, piszącego ku pokrzepieniu polskich serc. Prus miał inne podejście i nie zamierzał dowartościowywać czytelnika, raczej pokazać złożoność, niejednoznaczność opisywanej rzeczywistości.
Początkowo powieść miała nazywać się „Trzy pokolenia”, co odnosiło się do bohaterów reprezentujących określone generacje – Ignacego Rzeckiego, Stanisława Wokulskiego i Juliana Ochockiego. Prus przez te postaci przedstawił i skonfrontował różne XIX-wieczne postawy i idee, ukazał przemiany obyczajowe i społeczne. Ale istotnym bohaterem powieści jest Warszawa drugiej połowy XIX wieku. Autor z wielką pieczołowitością odtworzył miasto w epoce jego burzliwego rozwoju z nowymi liniami kolejowymi, oświetleniem gazowym, fabrykami, ale też dzielnicami nędzy. To obraz miasta, które już nie istnieje, a jednocześnie wciąż daje się rozpoznać kolejnym pokoleniem czytelników.
Na początku powieść wcale nie wzbudziła entuzjazmu. Niechętne Prusowi konserwatywne „Słowo” pisało: „Poglądy Prusa równają się najbezczelniejszym powieściom w najpodlejszych organach”. Także Stowarzyszenie Nauczycielek uznało, że powieść Prusa nie ma wartości dydaktycznych, przeciwnie - brak jej jasnego morału, a postaci nie nadają się na wzorce dla młodzieży.
Pierwsi recenzenci docenili jedynie dokumentalne walory „Lalki”, w której Prus pieczołowicie odtworzył warszawskie miejsca i zjawiska społeczne. Ale zachwytu nad całością dzieła nie było. Pozytywiści krytykowali sposób narracji, zarzucając autorowi brak spójności konstrukcyjnej, felietonowość, złą technikę kompozycyjną, która zagrażała realizmowi utworu. Aleksander Świętochowski pozwolił sobie nawet nazwać „Lalkę” „łajdacką powieścią” m.in. za wątek przyjaźni Wokulskiego z Moskalem – Suzinem. Krytykował też konstrukcję powieści, która przypominała mu „rozpruty worek, z którego bezładnie wysypują się postaci i wątki”. Jako błędy wytykano to wszystko, co wykraczało poza schematy powieści realistycznej, ale co dla pokolenia pozytywistów było grzechem Prusa, okazało się właśnie największą wartością powieści.
Jednym z pierwszych, którzy zauważyli wyjątkowość „Lalki” był Stanisław Brzozowski, który uważał Prusa za najwybitniejszego polskiego powieściopisarza drugiej połowy XIX wieku, a „Lalkę” za dzieło absolutnie genialne i prekursorskie. W pracy książce „Współczesna powieść polska” analizował powieść Prusa nie przez pryzmat romansu, ale jako głębokie studium psychologiczne i społeczne, wyprzedzające swoją epokę. Brzozowski cenił Prusa za to, że jako jedyny tak głęboko badał „przetworzenia społeczne" wokół siebie. Lalka była dla niego bezkompromisowym zapisem rozkładu polskiej arystokracji oraz bezsilności nowo powstającego mieszczaństwa.
W przeciwieństwie do gładkich i uładzonych powieści Henryka Sienkiewicza, twórczość Prusa jawiła się Brzozowskiemu jako żywa, dynamiczna i pełna napięcia. Brzozowski przeniósł dyskusję o „Lalce” na zupełnie nowe tory – zamiast moralizatorskich ocen zachowania bohaterów, zaczął analizować utwór jako wielki, nowoczesny mit o kryzysie polskiego społeczeństwa i tragizmie wybitnej jednostki.
Z kolei Maria Dąbrowska widziała w „Lalce” przede wszystkim pierwszy w polskiej prozie romans na wielką miarę oraz żywą i prawdziwą monografię uczuć. Chwaliła Prusa za to, że o miłości pisał w sposób dojrzały, oszczędny, dyskretny i pozbawiony sentymentalizmu. Podkreślała, że pod względem ujęcia motywu wielkiej miłości Prus przewyższa nie tylko rodzimych twórców, ale stoi wyżej nawet od wielkich klasyków europejskich – Balzaca czy Dickensa. Zupełnie odwrotnie oceniała „Lalkę” Zofia Nałkowska - jej zdaniem historia miłości Wokulskiego do Łęckiej jest całkowicie niewiarygodna psychologicznie.
Tadeusz Boy-Żeleński pamiętał pierwsze reakcje na powieść Prusa i, po latach, zauważał, że „trzeba pewnego wysiłku myśli, perspektywy historycznoliterackiej, aby sobie uzmysłowić całą bujność, oryginalność, całe zuchwalstwo tej książki rzuconej w nasze piśmiennictwo schyłku ubiegłego wieku”. Dla Boya „Wokulski to romantyczny Konrad, który – na wspak tamtemu – około pięćdziesiątki stał się Gustawem. Zaczyna od bohaterstwa, od poświęceń za ojczyznę, kończy na buncie przeciw wszystkiemu, co nie jest szczęściem osobistym. Zaczyna od narodu, od ludzkości, kończy na kobiecie. Ale i w prowadzeniu tej linii jakiż pogrom konwenansu! Wokulski dławi się w kraju, oddycha na Syberii; wygnanie robi go człowiekiem, powrót do kraju robi go chwilowo bydlakiem; sprzedaje się grubej i bogatej babie, chodzi z nią pod rękę na spacer, w domu nosi szlafrok w kwiaty i czapkę z kutasem, kibicuje przy wincie! A kiedy wybucha wojna, odrodzony przez miłość, Wokulski bogaci się jako dostawca armii rosyjskiej i spekuluje na zbrojeniach jako wspólnik Moskala Suzina. Zdawałoby się, że Prus robi wszystko, aby zdyskwalifikować swego bohatera jako bohatera, jako materiał na kochanka, zanim go wyprowadzi na scenę, aby mu kazać odśpiewać jedną z najbardziej przekrwionych aryj miłosnych, jakie się rozlegały, kiedy w polskiej literaturze. (...) Jakże szczęśliwie nieskomplikowane wydadzą się przy Wokulskim tak szlachetne skądinąd postacie Judymów czy Niechciców!"
„Kto przeżył »Lalkę«, wiele przeżył – powiada Prus. Z pewnością to jest jedna z tych książek, które zdarzają się w twórczości wielkich pisarzy raz jeden. (...) Mimo że i przed »Lalką+ Prus wzniósł się w niejednym drobniejszym utworze do mistrzostwa, można przypuszczać, że on sam musiał być zdumiony rozpiętością i polotem tej niespodzianej książki” - pisał Boy.
Profesor Ryszard Koziołek - jeden ze współczesnych znawców tematyki „Lalki”, widzi w tej powieści zagadkę. Prus napisał historię życia o miłości, poszukiwaniu sensu i egzystencji w czasach, kiedy wszystko można już kupić. Wokulski jednak pragnie czegoś więcej. „To »coś więcej« jest jedną z wielkich zagadek tej powieści. To daje poczucie, że żyjemy własnym życiem, a nie jesteśmy kierowani siłami polityki i ekonomii” - pisze we wstępie do nowego wydania powieści. Dla Koziołka tajemnicą jest już sam tytuł. „Bo czy lalka to Izabela Łęcka (…) albo Ewelina (…), a może człowiek marionetka z zabawy Rzeckiego (…), czy raczej lalka Heluni Stawskiej. A może to Wokulski jest zbuntowaną lalką, która skończywszy rolę na scenie, gdzie przed chwilą śmiał się, gniewał i płakał, zasiadł obecnie między widzami i na grę swoich kolegów patrzy jak na zabawę dzieci. Nie będziemy tego wiedzieć nigdy. A to przecież dopiero tytuł”. Koziołek nazywa „Lalkę" jednym z najciekawszych polskich studiów pieniądza, którym można zasypać podziały społeczne, ale nie da się za nie kupić uczucia.
Olga Tokarczuk poświęciła powieści Prusa esej „Lalka i perła”. „Czytanie dobrej powieści sprawia przyjemność i radość. Może chodzi tu o szczególny rodzaj podglądactwa — bezkarnego śledzenia ludzi, podążania za nimi krok w krok, zaglądania w ich myśli, osądzania i jednocześnie pozostawania w cieniu. Daje więc moc, o której próżno by marzyć w rzeczywistości, moc nieco demoniczną — niemego osądzającego świadka wydarzeń. (...) Taka literatura pomaga nam rozpoznać się w cudzych istnieniach. Może właśnie w ten sposób działa — nazywa puste przestrzenie między naszymi własnymi doświadczeniami, myślami, emocjami, łączy je, nadaje im wspólny, całościowy sens i uprawomocnia tak dalece, że w końcu bierzemy je za rzeczywistość”.
Jak pisze Tokarczuk, właściwie wszystko, co w „Lalce” istotne, mogłoby się zdarzyć teraz. „Wokulski mógłby się dorobić swoich pieniędzy, powiedzmy, w Niemczech i wrócić do kraju, tęskniąc do swojej Izabeli — bogatej i wykształconej za granicą córki, powiedzmy znowu, ambasadora Łęckiego. Pamiętniki Rzeckiego dotyczyłyby wzlotów i upadków rozczarowanego polityką idealisty — historia zawsze skwapliwie dostarczy tu powodów, a odkrycia Geista miałyby związek z fizyką kwantową" - pisze noblistka.
„To prawdziwa tajemnica, że jedne powieści skazane są na zapomnienie, choćby po czasie sławy i rozgłosu, inne zaś czas umieszcza w jakimś subtelnym istnieniu, w którym trwają ani nie postarzone, ani nie zmienione. Czas inaczej obchodzi się z literaturą niż z ludźmi. »Lalce« czas nic nie zrobił« - podsumowuje Tokarczuk.