Logo
Recenzje

#KurierTeatralny: Chcieć być czy żyć?

22.04.2026, 08:52 Wersja do druku

„Dream, czyli jak nie zostałem Kurtem Cobainem” w reż. Patryka Warchoła w Teatrze Miejskim im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Pisze Piotr Sobierski.

fot. mat. teatru

Jacek Bała w swoim monodramie „Dream, czyli jak nie zostałem Kurtem Cobainem” konfrontuje się z idolem młodości - liderem zespołu Nirvana. Nie próbuje jednak dorównać mu wokalnie ani muzycznie. Rezygnuje z imitacji na rzecz autentyczności, dzięki czemu nie chowa się za maską legendy, lecz staje przed widzami Teatru Miejskiego w Gdyni jako człowiek z krwi i kości. Spektakl staje się osobistym zapisem artystycznej i życiowej drogi aktora, a zarazem kontrapunktem dla tragicznego losu muzyka.

Monodram ukazuje bohatera w kilku planach czasowych. Widzimy młodego chłopaka z marzeniami, jabolem i narkotykami w plecaku oraz konfliktem z ojcem, który ma zupełnie inną wizję jego przyszłości. Pojawia się też dojrzały, czterdziestoletni mężczyzna, odnoszący największe sukcesy w markecie ze sprzętem AGD. Mimo uznania towarzyszy mu poczucie absurdu i niespełnienia. Wreszcie jest postać „tu i teraz”, dokonująca rozrachunku z własnym życiem i mierząca się z niespełnionymi ambicjami.

Wokalista Nirvany pozostaje symbolicznie obecny przez większość spektaklu, także podczas lekcji wokalnych i gry na gitarze. „Gitara między uda” – instruuje nauczyciel, podczas gdy bohater uparcie trzyma instrument jak jego idol. Finałowy popis umiejętności, daleki od perfekcji, okazuje się najbardziej szczerym momentem. To właśnie na niedoskonałości zbudowana jest ta opowieść.

fot. Piotr Pędziszewski / mat. teatru

Dużą wartością są wątki rodzinne, szczególnie relacja z żoną. Odbija się w nich codzienność artysty, obowiązki domowe, presja finansowa, walka o granty i potrzeba realizowania kolejnych projektów. Bohater wielokrotnie wypowiada słowa brzmiące jak osobista spowiedź aktora, ale przede wszystkim człowieka, który zagubił się w rutynie i utracił kontakt z własnymi pragnieniami.

Przedstawienie grane jest na małej scenie (foyer teatru), w minimalistycznej scenografii (Maja Zęgota) i z wykorzystaniem kilku rekwizytów - krzesła, gitar czy szafki. Ta przestrzeń pozwala skupić uwagę na aktorze. Reżyser Patryk Warchoł prowadzi Bałę z wyczuciem, utrzymując dyscyplinę formy, nie odbierając mu naturalności. Choć początek spektaklu chwilami traci na wiarygodności (szczególnie w wybuchach radości), całość szybko nabiera intensywności i emocjonalnej prawdy.

Kulminacją sztuki jest konfrontacja z Cobainem, który jest nie tylko idolem, lecz także symbolem autodestrukcji. Historia muzyka, naznaczona uzależnieniem, rozpadem relacji i tragicznym końcem, staje się przestrogą. „Chciałem tobą być, ale już nie chcę” - mówi bohater. W finałowym monologu wybrzmiewa jego manifest, którego istotą jest życie na własnych zasadach, robienie rzeczy, które mają sens, oraz otaczanie się ludźmi naprawdę ważnymi. Bała staje przed widownią bez ochronnej warstwy, odsłaniając zarówno słabości, jak i swoją siłę. Tym wygrywa, również jako artysta.

Tytuł oryginalny

#KurierTeatralny: Chcieć być czy żyć?

Źródło:

#KurierTeatralny
Link do źródła

Sprawdź także