06.11.2020, 08:29 Wersja do druku

Kraków. Ostatnie przedstawienie przed zamknięciem. Same hity

Krakowskie teatry znowu poddano restrykcjom. Na widowni może przebywać zaledwie 25 proc. widzów. Artyści nie odpuszczają i grają nawet dla symbolicznej publiczności. I to same hity!

Listy Wisełki i Zbyszka

O czym Wisława Szymborska pisała do Zbigniewa Herberta? Co poeta jej odpisywał? Korespondowali ze sobą przez ponad 40 lat. Poczuciem humoru mogliby obdzielić wszystkie krakowskie marudy i rozbawić tych wiecznie niezadowolonych. Ich urocze listy to również chwila uśmiechu w trudnym 2020 r.

Korespondencję 24 listopada 1955 r. zaczęła Wisława Szymborska. Adresatem listu był Zbigniew Herbert, znany już wówczas poeta, recenzent teatralny i muzyczny, który wtedy był kilka miesięcy przed debiutem książkowym (pierwszy drukowany tom wierszy „Struna światła” ukazał się w 1956 r.). – To bardzo dziwna znajomość. Ona – krakowska panienka z dobrego domu, nieomal „mieszczka”, lubiąca życie osiadłe, bezpieczne, przewidywalne. Jeżeli gdzieś wyjeżdżała, to z Kornelem Filipowiczem na ryby, i to najdalej nad Wartę. On – ciągnący w nieznane: Włochy, Francja, Grecja, Holandia, Belgia, Austria, Niemcy, Anglia, Szwajcaria, Ameryka… Ona – małe mieszkanko w śródmieściu Krakowa, grono zaufanych przyjaciół, introwertyczka. On – hotele, rezydencje przyjaciół na całym świecie, własne mieszkania za granicą, ekstrawertyk, „dusza towarzystwa”.

Lektura listów pisanych przez parę niekwestionowanych mistrzów sztuki korespondencji pozwala śledzić nie tylko rosnącą zażyłość, ale także niezwykłą „chemię” łączącą autorów obdarzonych bliskim sobie poczuciem humoru. Lekkość, błyskotliwość, gry i zabawy słowne wspólne kody i szyfry, dystans do przaśnej rzeczywistości PRL-u – uwodzą od pierwszej strony zbioru opracowanego przez Ryszarda Krynickiego – podkreśla Mikołaj Grabowski, reżyser, który na podstawie listów poetów przygotował na deskach Narodowego Starego Teatru spektakl „Kochana Wisełko, najdroższy Zbyszku”. – Te perły rodzimej epistolografii musiały prędzej czy później trafić na scenę – podkreśla Grabowski.

W rolach głównych: Katarzyna Krzanowska oraz Jacek Romanowski. Autorem scenariusza jest Tadeusz Nyczek, światło, dramaturgię i opracowanie muzyczne przygotował reżyser Mikołaj Grabowski.

Spektakl „Kochana Wisełko, najdroższy Zbyszku” był pierwszą jesienną, a zarazem ostatnią w karierze premierą za rządów Marka Mikosa w NST. Na afisz sztuka wróci w ten weekend (dziś, jutro i w niedzielę o godz. 19.30), potem będzie grana dopiero w grudniu (16–17.12 i 29–30.12) na Nowej Scenie (Jagiellońska 1). Bilety w cenie 30 zł (ulgowy) i 50 zł (normalny).

na zdj. Ginczanka

Historia Zuzanny

Zuzanna Ginczanka była ulubienicą Juliana Tuwima i Witolda Gombrowicza. Gdy ją rozstrzelano, miała zaledwie 27 lat… Urodziła się w Kijowie w rodzinie pochodzenia żydowskiego, wychowała pod opieką babci na Wołyniu. W domu rodzinnym mówiła po rosyjsku, ale zafascynowana poezją Juliana Tuwima i prozą Ewy Szelburg-Zarębiny uczyła się polskiego. Ostatnie dni życia Ginczanki były tragiczne – najpierw aresztowało ją Gestapo, następnie została przetransportowana do więzienia na Montelupich, a stamtąd do obozu Płaszów. Dziewczynę rozstrzelano na jego terenie w 1944 r.

Ze względu na związek Ginczanki z Krakowem jej historię przypomniał w marcu, tuż przed pandemią, Teatr Łaźnia Nowa. Tekst sztuki „Ginczanka. Przepis na prostotę życia” napisał Piotr Rowicki, reżyserii podjęła się Anna Gryszkówna. Twórcy zdecydowali się na monodram i w roli głównej obsadzili aktorkę teatralną i filmową Agnieszkę Przepiórską.

– Ginczanka miała w sobie ogromy potencjał, talent, pasję życia i nadzieję. To wszystko zostało zniweczone w momencie, w którym szansa na przeżycie była ogromna. Brakowało tak niewiele, żeby dziewczyna minęła się ze śmiercią… Ginczanka jest dla mnie przedstawicielką nawet nie pokolenia, ale całego świata, który zniknął. Świata, który już nie istnieje, a którego tak bardzo nam brakuje. O ile bylibyśmy bogatsi, gdyby oni nie odeszli? – zastanawia się aktorka.

„Ginczanka. Przepis na prostotę życia” obejrzymy dziś i jutro (sobota) o godz. 19 na Dużej Scenie Teatru Łaźnia Nowa. Bilety w cenie 50 zł.

Kim jest dzisiaj konformista?

Teatr Łaźnia Nowa przypomni też szczególnie aktualną sztukę Bartosza Szydłowskiego. Na ulice wychodzą dziś nonkonformiści, którzy mają konkretny pomysł i postulaty na dalsze życie polityczne i społeczne. A w co wierzy konformista Marcel Klerykoski, bohater spektaklu dyrektora artystycznego Łaźni Nowej?

– Powieść „Konformista” Alberta Moravii, którą zaadaptował na łaźniową scenę Mateusz Pakuła, opowiada o dylematach moralnych i rozterkach etycznych bohatera uwikłanego w historię, w system. „Konformistą” autor rysuje pejzaż faszystowskich Włoch lat 20. Ten czas stał się dla nas inspiracją do opisywania naszych własnych lęków, naszego myślenia o tym, jak łatwo człowiek może zaufać temu, co zewnętrzne, a zbagatelizować to, co ma wewnątrz. Do opisania człowieka, który nie pilnuje przestrzeni wolności, za to podąża za światem gotowych odpowiedzi, receptur na życie, procedur, tzw. normalnością, która gwarantuje spokój, ale zabija w nas człowieczeństwo – mówi reżyser.

na zdj. Konformista

W rolach głównych: Hanna Bieluszko, Iwona Budner, Szymon Czacki, Roman Gancarczyk/Zygmunt Józefczak, Krzysztof Globisz, Marcin Kalisz, Oscar Mafa, Anna Paruszyńska, Paulina Puślednik/Marta Zięba i Dominik Stroka. „Konformistę” zobaczymy 11 i 12 listopada o godz. 19 w Teatrze Łaźnia Nowa (os. Szkolne 25). Bilety w cenie 40 zł na stronie bilety.laznianowa.pl.

O powrocie syna marnotrawnego

Jak wrócić do bliskich po 12 latach nieobecności? Co powiedzieć na powitanie? Premiera pierwszej w historii polskiego teatru adaptacji sztuki „Tylko koniec świata” Jeana-Luca Lagarce’a, znanej z głośnego filmu Xaviera Dolana, miała miejsce w maju ubiegłego roku. Reżyserka Ewa Rucińska śmiała się wówczas, że z dramatem Jeana-Luca Lagarce’a chodziła w plecaku.

– Tekst znam ze szkoły teatralnej we Francji, odkryłam go, jeszcze zanim stał się głośny dzięki filmowej adaptacji Xaviera Dolana. Marzyłam o wystawieniu tego tytułu. Dla Francuzów to kanoniczny dramat – opowiada Rucińska.

W rolach głównych: Weronika Kowalska, Roksana Lewak, Barbara Szałapak, Maciej Namysło i Krystian Pesta.

„Tylko koniec świata” 12 listopada o godz. 19 i 13 listopada o godz. 19 na Scenie Pod Ratuszem. Informacje o biletach: ludowy.pl.

Tytuł oryginalny

Teatry grają nawet dla symbolicznej publiczności

Źródło:

Gazeta Wyborcza - Kraków online

Link do źródła

Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku są dostępne w internetowym Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tekstów w języku polskim w sieci. Skorzystaj z prenumeraty Gazety Wyborczej.