- Od chwili, kiedy otrzymałam wypowiedzenie ani kierowniczka, ani dyrektor nie chcieli ze mną rozmawiać - mówi w rozmowie z "Gazetą Krakowską" Emilia Lorenc.
Środowisko artystyczne emocjonalnie zareagowało na Pani usunięcie z opery. - Nie spodziewałam się takiego wsparcia. Tylu ciepłych słów i życzliwości. To dla mnie bardzo ważne. Czytam też wpisy na forum internetowym od zupełnie obcych mi osób. Nikt mnie nie potępia. To mnie jeszcze bardziej umocni. A koledzy z opery? Ma Pani ich wsparcie? - Wiele osób dopinguje mnie do walki o pracę. Część kolegów nie kryje zdziwienia, że odważyłam się publicznie mówić o tej sprawie. Tymczasem efektem artykułu była reakcja stacji telewizyjnych. Redaktorzy różnych programów dzwonili i namawiali mnie na rozmowę. Uznali, że to co mnie spotkało jest bulwersujące. Mam tylko nadzieję, że burza jaka rozpętała się po artykule sprawi, że osoby w podobnej sytuacji będą lepiej traktowane przez pracodawców. Spodziewa się Pani jakiś dodatkowych nieprzyjemności ze strony kierownictwa? - Nie wiem. Od chwili, kiedy otrzymałam wypowiedzenie ani kierowniczka,