EN
25.02.2022, 14:28 Wersja do druku

Komiksowe rewolucje

Cnoty niewieście albo dziwki w majonezie” wg „Szewców” Witkacego w reż. Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze Stu w Krakowie. Pisze Piotr Gaszczyński w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Jacek Urga

Witkacy od zawsze zajmował szczególne miejsce w Teatrze STU. Od czasów Szalonej lokomotywy spektakle oparte na utworach zakopiańskiego pisarza stanowiły wizytówkę sceny kierowanej przez Krzysztofa Jasińskiego (by wspomnieć chociażby o nieśmiertelnym Wariacie i zakonnicy z nieodżałowanym Dariuszem Gnatowskim). Cnoty niewieście albo dziwki w majonezie wg Szewców to przedstawienie w zamyśle diagnozujące aktualny stan polskiego społeczeństwa z jego wewnętrznymi napięciami. A że w ostatnich latach iskrzyło niemiłosiernie na wielu polach, to materiał do adaptacji ostatniej sztuki Witkacego można było dosłownie wziąć z ulicy.

Główny koncept spektaklu polega na oddaniu głosu kobietom – to one stają na pierwszym planie jako rewolucjonistki pragnące zmian. Sajetana (Beata Rybotycka) wraz z Czeladniczkami (Daria Polasik-Bułka i Anka Graczyk) panują nad całą przestrzenią sceny. Zaczynając od mocnego uderzenia – wykonania Sorry Polsko Marii Peszek, w dalszej kolejności dywagują na temat swojej sytuacji – tu trzeba docenić sprawność językową aktorek, gdyż jak wiadomo „przeintelektualizowane” teksty Witkacego pełne są dziwacznych neologizmów, które niekiedy ciężko wypowiedzieć. Od samego początku przedstawienia wiemy, że bojowo nastawione dziewczyny nawiązują swoją determinacją do protestujących w Strajku Kobiet (wprost odwołuje się do niego plakat Szewców, na którym znajdziemy słynną czerwoną błyskawicę). Gdy dołożymy do tego liczne konfrontacje z Prokuratorem Scurvy (Łukasz Rybarski) chwalącym się, że został prokuratorem generalnym i ministrem sprawiedliwości, to żadne dodatkowe aluzje nie są już potrzebne.

O ile tego typu zagrania wprost mogą w innej sytuacji wydawać się pójściem na skróty, o tyle bronią się w kontekście na wskroś politycznego tekstu Witkacego. Napięcie budowane pomiędzy Sajetaną a Scurvym ogląda się z zaciekawieniem, tak samo jak ich wzajemne utarczki słowne. Podobnie rzecz ma się z erotyczno-masochistyczną relacją Scurvego i Księżnej (świetnie czujący się w spódnicy i szpilkach Marcin Zacharzewski). Swoją drogą, ciekawe do którego polityka może nawiązywać ów ekstrawagancki osobnik w kolorowych piórach, wodzący za nos (i nie tylko) prokuratora. Proponuję wejść na stronę sejmu i zabawić się w typowanie. Nie takie romantyczne związki prawica już miewała.

Co prawda Krzysztof Jasiński traktuje kobiecy bunt zaproponowany przez szewczynie jako ważny punkt odniesienia, ale w gruncie rzeczy patrzy na niego krytycznie, okiem kogoś, kto z perspektywy widzi, że rewolucja zaczyna zjadać własne dzieci. Temu służą bardzo ważne dla całego spektaklu rysunki wyświetlane na tylnej ścianie sceny. Są one utrzymane w kolorowej, komiksowej formie. Oprócz rubasznych scenek i japońskich dziewczynek z pogranicza mangi i hentai, możemy dostrzec tam np. słynne „wyp…!” w formie uroczych literek czy licznych bohaterów znanych z internetowych memów. Jest w tym sporo racji, gdyż w pewnym momencie Strajku Kobiet ilość pomysłów na protest czy na najbardziej oryginalne hasło wielbiące partię rządzącą, przyćmiło sens tego, dlaczego duża część społeczeństwa wyszła swego czasu na ulice. Zresztą obrywa się i innym – Hiperrobociarz (Karol Bernacki) wchodzi na scenę zapowiadany napisem łudząco przypominającym słynne logo Solidarności. Podobnie jak u Witkacego, u którego kolejne przewroty potęgują jedynie poczucie groteskowego chichotu historii, tak w Cnotach niewieścich… boleśnie rewiduje się kolejne marzenia o przewrotach mających zmienić Polskę (czy to po 89 roku, czy po 2015).

Z buńczucznych podskoków Sajetany i jej towarzyszek jawnie kpi Scurvy – najpierw przykuwając je do desek do prasowania (jedna z ciekawszych scen, kiedy stopień rozgrzania żelazek przesuwających się po gigantycznej polskiej fladze przekłada się wprost proporcjonalnie na podniecenie prokuratora), a potem przywdziewając koszulkę z hasłem „Mój brzuch, moja sprawa”, by pobawić się z publicznością „w protesty”.

Czego zabrakło ? Dociśnięcia pedału gazu. Witkacy był w końcu twórcą bezkompromisowym. Krzysztof Jasiński do mocnego w swojej wymowie dramatu dorzucił jeszcze mocniejszy temat ustawy zaostrzającej kwestię aborcji. Co dostaliśmy? Dobrze wyreżyserowany spektakl z ciekawą scenografią i kostiumami, ale pozbawiony pazura. Oczywiście, że Szewcy są pełni czystej postaci groteski, ale również i katastroficznej dosadności. W spektaklu Teatru STU zobaczyliśmy zestawienie zdolnych aktorów, którzy momentami zbyt daleko uciekali w komizm, regularnie przerywany śmiechem i brawami (takie obrazki często widzimy w występach kabaretowych, ale tu – choć się rozglądałem – nigdzie nie wypatrzyłem Piotr Bałtroczyka zapowiadającego kolejne części przedstawienia).

Podsumowując: Cnoty niewieście albo dziwki w majonezie wg Szewców Witkacego to spektakl ważny, w ciekawy sposób mówiący o najnowszej historii Polski, ale nie wykorzystujący w pełni potencjału tkwiącego w podjętej tematyce. Zakopiański ekscentryk plus Strajk Kobiet? To powinno wbijać w fotel. W skrócie – niby piorun, a jednak prądu brak.

Tytuł oryginalny

Komiksowe rewolucje

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Piotr Gaszczyński

Data publikacji oryginału:

25.02.2022