EN
7.10.2009 Wersja do druku

Kolega Drewniak do kolegi Józefczuka

Nie rozumiem, jak ktoś po kilku dniach solidnego relacjonowania festiwalowych przedstawień, z których mogło wynikać, że oglądamy ważne i mądre przedstawienia, nagle pisze totalne oskarżenie Konfrontacji o prowincjonalizm. Krytyka olśniło? Zobaczył we śnie prawdę? A może próbuje rozdawać karty w lokalnej walce o profity, stanowiska i wpływy. Straszne podejrzenie, ale muszę je powiedzieć głośno. Przypominam jeszcze raz - Panie Grzegorzu nie idźmy tą drogą. Krytycy naprawdę nie są od tego - krytyk Łukasz Drewniak włącza się do polemiki pomiędzy redaktorem Grzegorzem Józefczukiem, a dyrektorem lubelskich Konfrontacji Teatralnych Januszem Opryńskim.

Nie było mnie jako krytyka teatralnego na lubelskich Konfrontacjach Teatralnych dwa lata. Wróciłem z prawdziwą przyjemnością i nie tylko w powodów sentymentalnych. Wróciłem, bo zaproponowany przez organizatorów program był frapującą propozycją rozmowy o rosyjskim teatrze i kulturze. Chciałem zobaczyć nowy spektakl Władimira Pankowa, poznać wreszcie moskiewski Teatr Praktika, zobaczyć, jak brzmi nowa grupa Siergieja Sznurowa. Krytyków wabi się na festiwale właśnie tak - nieoczekiwaną kompozycją wyjściowych elementów, ciekawie postawionym naczelnym pytaniem, monograficznym ujęciem przeglądu. Jest tak, że mamy w Polsce bardzo dużo festiwali. W tym samym terminie z Konfrontacjami rywalizują bydgoskie Prapremiery, nowo powołane warszawskie Spotkania Teatrów Narodowych. Za chwilę zaczyna się wrocławski Dialog, za granicą kusi litewski festiwal Sirenos albo nakładający się na markowy Bałtiskij Dom w Petersburgu. Jedyną szansa dla festiwalu walcząceg

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Polemika z krytyką lubelskich Konfrontacji Teatralnych

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Data:

07.10.2009