Homer poza czasem i historią
Powrót do wielkiej klasyki w teatrze zawsze budzi pytanie o formę. Czy widzowie zgromadzeni w „Szaniawskim” powinni spodziewać się tradycyjnej, historycznej inscenizacji z rekonstrukcją starożytnej Troi? Paweł Świątek szybko rozwiewa te wątpliwości, tłumacząc, że twórcy zdecydowali się na odważny mariaż tradycji z nowoczesnością.
– Jeżeli chodzi o sam tekst, który tutaj poruszamy, myślę, że będzie miał on fakturę klasyczną. Natomiast faktycznie korzystamy ze współczesnych środków wyrazu, ale nie jest to też spektakl, który będzie dział się „tu i teraz”, w naszych czasach – tłumaczy reżyser. – Poruszamy rzeczywistość bardziej fantazyjną, dystopijną, ale nie będzie to taki Homer, jakiego wyobrażalibyśmy sobie w kontekście historycznej Troi. W warstwie językowej będzie klasycznie, natomiast w warstwie wizualnej szukamy tutaj bardziej rzeczywistości poza czasem, czegoś bardziej uniwersalnego.
Dzięki temu zabiegowi spektakl zyskuje ponadczasowy wymiar, uciekając od dosłowności, a skupiając się na czystych emocjach i archetypach. Za scenografię, kostiumy i reżyserię świateł odpowiada Krystian Szymczak. Trudno nie odnieść wrażenia, że świat przedstawiony w spektaklu czerpie garściami z uniwersum kinowego Mad Max.
Ścieżka Achillesa i lekcja deeskalacji
„Iliada” to dzieło monumentalne, pełne wątków pobocznych, opisów bitewnych i boskich interwencji. Przeniesienie całego eposu na deski teatru wymagało od reżysera i zespołu rygorystycznej selekcji materiału. Wybór padł na jednego z najbardziej wyrazistych bohaterów mitologii greckiej.
– W wypadku „Iliady” skupiłem się razem z aktorami głównie na historii Achillesa i na tej konkretnej linii fabularnej. Oczywiście, gdybyśmy chcieli przełożyć wszystkie pieśni „Iliady”, mielibyśmy bardzo dużo wątków pobocznych: opowieści o bogach, o różnych epickich bitwach czy innych greckich bohaterach. Tutaj jednak faktycznie wątek Achillesa, który przechodzi konflikt z Agamemnonem – dowódcą sił Greków atakujących Trojan – był o tyle interesujący, że na koniec Achilles, poprzez różne perypetie i zemstę za śmierć swojego przyjaciela, walczy wreszcie z Hektorem. Ta słynna walka bardzo nas fabularnie interesowała – wyjaśnia Paweł Świątek.
Twórcy nie poprzestali jednak na samej dynamice walki. Kluczowy okazał się moment wyciszenia konfliktu.
– Kończymy opowieść o tym, że spotyka się on jednak ze swoim wrogiem Priamem i siadają do stołu rozmów. Wydaje mi się, że ten wątek deeskalacji – fakt, że Achilles paradoksalnie, mimo że uchodzi za największego agresora tej opowieści, jest tym, który chce zażegnać wojnę – jest czymś ciekawym i być może aktualnym z perspektywy fabularnej. To jest to, czego dotknęliśmy w „Iliadzie”.
Spektakl o tych, którzy cierpią z dala od frontu
Wałbrzyska interpretacja eposu to nie tylko opowieść o rzezi pod murami Troi. Reżyser kieruje reflektory również na tych, których głos w tradycyjnych opowieściach o bohaterach bywa często zagłuszany przez szczęk oręża.
– Nasz spektakl będzie też w dużym stopniu o utracie – o tych, którzy nie uczestniczą bezpośrednio w wojnie, ale cierpią z powodu straty rodziny czy miejsca do życia. Wydaje mi się, że ten lęk, który dotyka na przykład matki czekające na swoich synów, jest naszym silnym tematem. Lęk przed tym, że przystąpimy do wojny i coś utracimy, nawet jeżeli sami nie będziemy brali w niej udziału. Okazuje się, że Homerem można opowiedzieć o lękach dzisiejszych. Mamy znowu okres, gdzie dookoła nas dzieje się wiele wojen i te lęki dotyczą także naszych widzów – podkreśla Świątek.
Operowy rozmach i miłość do Wałbrzycha
Realizacja tak wymagającego i wielowymiarowego tytułu nie byłaby możliwa bez zaufanego zespołu. Dla Pawła Świątka powrót do Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu to kolejny krok we wspólnej artystycznej drodze.
– Z zespołem w Wałbrzychu pracuje się fantastycznie. Myśląc o „Iliadzie”, bardzo chciałem, żebyśmy dotknęli epickości tej opowieści. Jako widz tego teatru zawsze bardzo marzyłem, żeby zobaczyć ten typ spektaklu oparty na poezji, na wielkich epickich scenach, niemalże operowych. Teraz staramy się poszerzyć to spektrum wizualnie i muzycznie, więc w tym sensie jest to strategiczny wybór miejsca. Kocham wracać do Wałbrzycha i uwielbiam tych ludzi. Pracowaliśmy tutaj wielokrotnie i wiem, że są niezawodni, dają z siebie wszystko, a ja razem z nimi się rozwijam. Skoro zrealizowałem tu kilka spektakli, to znaczy, że razem dojrzewaliśmy do pewnych form, które są już nam wspólne. Dlatego każdy taki powrót jest istotny. Jestem bardzo wdzięczny dyrekcji, że ciągle mnie zaprasza i daje mi szansę rozmawiać z widzami w tym mieście – wyznaje reżyser.
Głos, który łączy pokolenia
Czy „Iliada” w nowej odsłonie trafi do współczesnego widza? Reżyser nie ma wątpliwości, że uniwersalne dylematy i nowoczesna forma sceniczna przyciągną do teatru bardzo zróżnicowaną publiczność.
– Uważam, że forma tego spektaklu sprawia, że może on być interesujący zarówno dla młodszego widza, który chce po prostu poznać interpretację „Iliady”, jak i dla widza dojrzalszego, który może odnaleźć swoje własne rozterki w rozmowie o współczesnej wojnie. Chciałbym jeszcze podkreślić, że wyciągnęliśmy z „Iliady” pewien wątek fabularny, który uniwersalizuje historię o wielkim konflikcie Agamemnona i Achillesa oraz walce z Hektorem. Może to być istotne dla widzów z różnych przedziałów wiekowych, choć z różnych powodów – jak to zazwyczaj bywa – podsumowuje Paweł Świątek.
“Iliada” jest ostatnią premierą w tym sezonie artystycznym Szaniawskiego. Przed przerwą wakacyjną spektakl będzie można zobaczyć jeszcze trzykrotnie w dniach 3-5 lipca.