EN
28.10.2021, 08:22 Wersja do druku

Jerzy Złotnicki. Pożegnanie (06.07.1934-06.10.2021)

Pod koniec października przyjechałem na cmentarz w Konstancinie-Jeziornie by zapalić znicz na grobie Czesława Lasoty. Gdy doszedłem do kwatery aktorów – zobaczyłem ślady nie jednego, ale dwóch niedawnych pogrzebów. Zdębiałem, gdy jednym ze zmarłych okazał się Jerzy Złotnicki. Pisze Rafał Dajbor.

fot. mat. Filmu Polskiego

Nie ukazał się żaden nekrolog. Nie było żadnej informacji o jego śmierci. Zacząłem aż sprawdzać, czy to na pewno on. Ale wiek, pochowanie w kwaterze aktorów oraz treść szarf na wiązankach nie pozostawiały najmniejszych choćby wątpliwości. Natychmiast wysłałem smsa do redakcji serwisu filmpolski.pl. Po opublikowaniu tej wiadomości w serwisie – zaczęły podawać ją inne media.

Poznałem Jerzego Złotnickiego kilka lat temu, gdy zdecydowałem się poprosić go o wypowiedź o Mariuszu Gorczyńskim dla prowadzonej przeze mnie strony internetowej. Spotkaliśmy się w Harendzie, przy Teatrze Polskim. Świetnie mi się z nim rozmawiało. Poprosiłem go więc o dwa wywiady – dla „Słowa Żydowskiego” i „Gazety Sołeckiej”, zaprosiłem go także w charakterze gościa na spotkanie w Klubie Babel przy ul. Próżnej. Bo choć Złotnicki był zawodowym aktorem, choć pracował w kilku teatrach (w Bydgoszczy, Koszalinie, Łodzi, Zielonej Górze, Gorzowie Wielkopolskim oraz w Teatrze Na Targówku w Warszawie, w którym grał w latach 1974-86) to jego najsłynniejszą, najbardziej wciąż z nim kojarzoną rolą był Dawidek z „Ulicy Granicznej” Aleksandra Forda, którą zagrał mając lat czternaście w 1948 roku. W wywiadzie mówił, że temat Holokaustu był mu znany z życia: Moja matka w czasie okupacji była żołnierzem Armii Krajowej i uczestniczyła w akcjach pomocy Żydom w getcie. Przed powstaniem 1943 roku pod noszonymi do getta ziemniakami nosiła także pistolety, „filipinki”, czyli granaty, oraz „pestki” – amunicję. Mówiła perfekcyjnie po niemiecku i często poruszała się po mieście brana przez Niemców za rodaczkę. Nieraz i mnie zabierała ze sobą. Raz wywinąłem matce przy wejściu do getta, przy szlabanie, okropny numer kiedy to podczas przechodzenia wrzasnąłem do strażnika „Heil Hitler!” i wyciągnąłem wyprostowaną rękę w górę. Strażnik zbaraniał i odpowiedział tak samo, ale dostałem potem od matki straszne lanie, bo za takie „żarciki” można było wtedy skończyć pod murem. Pamiętam getto. Tę nędzę, ludzi jak szkielety, zalegające na ulicach trupy. Mieszkaliśmy wtedy nie w samej Warszawie, a w Świdrze, zaś obok nas mieszkał Niemiec, którego nazywaliśmy Szulc. Nie wiedzieliśmy jak się naprawdę nazywa. Podczas akcji likwidacji getta w Otwocku z masakry uciekł żydowski chłopczyk w moim wieku. Przemykał się krzakami z torbą podobną do tej, jaką nosiłem w „Ulicy Granicznej”. Ten hitlerowski sukinsyn wypatrzył go w zaroślach, podszedł, wyjął pistolet i zastrzelił na moich oczach. Upłynęło tyle lat, a ja nie mogę tego zapomnieć.

Poza „Ulicą Graniczną” Złotnicki dał się zauważyć na ekranie także jako Ławrecki, szef gangu, który wraz ze swoją partnerką (Liliana Głąbczyńska) usiłuje wymusić haracz od Roberta Walaska (Piotr Fronczewski) w odcinku „Hieny” serialu „07 zgłoś się”. W latach 80. zagrał w wielu filmach bojkotowanych wówczas reżyserów – Bohdana Poręby, Ryszarda Filipskiego, Romana Wionczka… On sam twierdził, że nie miało to żadnego związku z jego politycznymi poglądami, że grał po prostu w tym, co mu proponowano przyznając, że obok tych filmów zagrał też przecież w „Misiu” Barei i także była to dla niego po prostu praca. Niezależnie od wszystkich okoliczności zrobiło mi się szalenie smutno, że Jerzy Złotnicki, choć zagrał niezapomnianego Dawidka w „Ulicy Granicznej” – odszedł w tak kompletnym zapomnieniu. 

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Rafał Dajbor