Logo
Magazyn

Janusz Majcherek o Piotrze Cieplaku

8.12.2025, 17:10 Wersja do druku

Piotr Cieplak był bardzo wybitnym artystą i nad tym nie musimy się rozwodzić; wraz z jego śmiercią utraciliśmy naprawdę kogoś nietuzinkowego, osobnego w polskim teatrze - powiedział PAP wieloletni przyjaciel zmarłego reżysera, dyrektor artystyczny Teatru Polskiego w Warszawie Janusz Majcherek.

fot. Karol Budrewicz/mat. teatru

- Jego odejście ma też znaczenie dla mnie bardzo osobiste i bolesne. Znaliśmy się z Piotrem 46 lat. Myślę, że byliśmy przyjaciółmi, choć słowo przyjaźń jest drogocenne i nie należy go nadużywać - zaznaczył Janusz Majcherek.

Przypomniał, że spotkał Piotra Cieplaka po raz pierwszy w czerwcu 1979 r., gdy pojawił się on na egzaminie wstępnym na Wydziale Wiedzy o Teatrze w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej (PWST) w Warszawie. - Wydawał się taki naiwny, zupełnie zielony. Chłopiec z czupryną bujnych czarnych włosów. Kochający Herberta i Beatlesów. Ja jako już student, starszy kolega Piotra, kibicowałem mu wtedy, żeby się dostał na studia. I zdał, studiował na Wydziale Wiedzy o Teatrze, który ukończył - wspominał.

- Nasze studia przypadły na czas karnawału Solidarności, który oczywiście znalazł swój wyraz w życiu wewnętrznym PWST. Piotr natychmiast zaangażował się we wszystkie możliwe działania Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS), w rozmaite wiece, zebrania itp. Potem w strajk studencki, który zorganizowaliśmy w grudniu 1981 r. - powiedział. - W stanie wojennym, kiedy jeszcze studiował, i później, póki nie wyjechał do Krakowa na reżyserię, działał w podziemiu. Pracował jako drukarz i drukował podziemne wydawnictwa, wiele ryzykując. Myśmy drżeli, żeby nie wpadł. Jakoś się szczęśliwie udało - wspominał Majcherek.

- Zdecydował się na studia reżyserskie w szkole krakowskiej. Wtedy mieliśmy rzadszy kontakt, ale kiedy bywał w Warszawie, spotykaliśmy się, a On z wielką pasją, jak to On, opowiadał o tych studiach, o swoich profesorach. Przede wszystkim o Mikołaju Grabowskim i Jerzym Golińskim, bo to byli tacy jego mistrzowie - powiedział. - On właśnie tym się różnił od wielu innych reżyserów jego pokolenia, którzy ukończyli krakowską szkołę, że nie był studentem Krystiana Lupy. W związku z tym uprawiał potem innego rodzaju teatr niż na przykład Krzysztof Warlikowski, Grzegorz Jarzyna czy Anna Augustynowicz - wyjaśnił przyjaciel Piotra Cieplaka.

- Opowiadał też z wielkim przejęciem o wykładach ks. Józefa Tischnera, który miał w krakowskiej szkole zajęcia. Czytał prace Tischnera, był naprawdę biegły w jego myśli - powiedział. - Józef Tischner był dla niego ważny może też i dlatego, że Piotr późno, bo jako już dorosły człowiek zdecydował się na Chrzest św. Wcześniej był indyferentny religijnie. Stał się chrześcijaninem w takiej wersji najlepszej z możliwych. To jego chrześcijaństwo przejawiało się po prostu w sposobie bycia, w stosunku do ludzi, a nie w jakiejś dewocyjności - zaznaczył Janusz Majcherek.

Piotr Cieplak po ukończeniu studiów reżyserskich w Krakowie zaczął pracować w teatrze. - Tu mam konkretne wspomnienie i satysfakcję w pewnym sensie, bo pierwsze przedstawienie zawodowe po dyplomie, które Piotr zrobił, to był spektakl w toruńskim Teatrze im. Wilama Horzycy pt. „Żołnierz królowej Madagaskaru” według Juliana Tuwima. I to przedstawienie toruński Teatr przywiózł w marcu 1991 r. na Konfrontacje Teatralne do Opola. Byłem w jury, któremu przewodniczyła Izabella Cywińska. Obejrzeliśmy ten spektakl i wpadliśmy w absolutny zachwyt. Było pełne inwencji, niesłychanie dowcipne, świetnie zrobione. Z lokomotywą wjeżdżającą na scenę w finale. Oczywiście, nie całkiem dosłownie - wspominał Majcherek. - Daliśmy wtedy Piotrowi nagrodę dla najlepszego reżysera młodego pokolenia - dodał.

- Od tej pory obserwowałem jego drogę nie tylko jako przyjaciel, ale także krytyk. I drugą taką satysfakcję miałem parę lat później, kiedy On w Teatrze Współczesnym im. Edmunda Wiercińskiego we Wrocławiu zrobił zupełnie niebywałe przedstawienie „Historyi o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” Mikołaja z Wilkowiecka. Niebywałe w tym sensie, że kompletnie w kontrze do tradycji staropolskich przedstawień Kazimierza Dejmka. Było bardzo nowoczesne, z zespołem rockowym Kormorany, grającym na żywo. Niezwykle świeże - tłumaczył. - I wtedy, pisząc o tym spektaklu, przepowiadałem, że oto pojawił się ktoś, kto będzie w polskim teatrze wiele znaczył. I tak też się stało, bo potem każde kolejne przedstawienie Piotra była jakimś wydarzeniem, a on sam stał się postacią kluczową w naszym teatrze - ocenił Janusz Majcherek.

- Niezależnie od swojej twórczości, a jak powiadam, wykazał się naprawdę wybitnością, chcę zaznaczyć, iż był pięknym człowiekiem. Człowiekiem niesłychanie wrażliwym, wyczulonym na innych. Człowiekiem prawym - zaznaczył. - Człowiekiem o pewnej takiej naiwności dziecka, które nie przyjmuje do wiadomości, że można być w życiu krętaczem, kimś nieuczciwym itd. - tłumaczył przyjaciel Piotra Cieplaka.

- Był też osobny w takim sensie, że, kiedy mówił o swoich poglądach, stwierdzał, że jest „postępowym konserwatystą”, „prawicowym lewicowcem” i „antyklerykalnym katolikiem”. Bardzo mi się to zawsze podobało. I coś na rzeczy w tym żarcie było, ponieważ Piotr w żaden sposób nie dawał się zaszufladkować. Szedł swoją drogą. Był niezależny - ocenił Janusz Majcherek.

Przyznał, że na tej drodze Piotr Cieplak miewał czasem „zupełnie nieoczywiste wybory”. - Kiedy na przykład zainteresował się drzewami, co w końcu zaowocowało tym, że na kawałku ziemi pod Warszawą urządził tzw. arboretum, czyli coś w rodzaju galerii drzew. Potrafił o tym opowiadać godzinami - mówił. - Kiedyś jechaliśmy razem samochodem z odległego miejsca w Polsce Południowo-Zachodniej do Warszawy i Piotr zapytał, czy może przejechać przez pewną miejscowość, bo musi tam odebrać jakąś sadzonkę. Okazało się, że ta miejscowość była gdzieś za Kielcami, więc sporo nadłożyliśmy drogi, ale dzięki temu przez całą tę podróż wysłuchałem pełnego entuzjazmu wykładu na temat drzew i ich właściwości - wspominał Majcherek.

- We wcześniejszej fazie swojej pracy w teatrze Piotr potrafił odwiedzać mnie w mojej kawalerce na Grochowie i opowiadać o pomysłach na spektakle. Nigdy nie zapomnę tego wieczoru czy właściwie nocy, gdy przez dobrych parę godzin opowiadał mi, jak zamierza wystawić „Kubusia Puchatka”. Właściwie miałem w domu jednoosobowy teatr, ponieważ Piotr odgrywał wszystko. Skakał, fruwał, był każdą postacią - mówił. - Potem zresztą w Teatrze Studio powstało wspaniałe przedstawienie „Kubuś P.” - przypomniał Janusz Majcherek, dodając, że jego gorączka, pasja i zaangażowanie to było coś niezwykłego.

- W ostatnich latach, kilku, kilkunastu, widywaliśmy się dość regularnie w warszawskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, gdzie był profesorem. Cieszył się niezwykłą estymą wśród studentów. Mówiąc językiem młodzieżowym, był „postacią kultową” - ocenił. - Nie tylko dlatego, że był znakomitym reżyserem, fachowcem, profesjonalistą, ale miał też taką osobowość, która na studentach robiła wielkie wrażenie. Był dowcipny, niezależny. Samoswój. Nie przejmował się żadnymi formami, nakazami, zakazami, regulaminami itp. Po prostu chodziło mu o to, żeby coś stworzyć naprawdę. Żeby ten teatr wynikał z ludzkiej głębi; żeby był autentyczny - zaznaczył Majcherek.

Kilka dni temu w Akademii Teatralnej uruchomiono akcję oddawania krwi dla Piotra Cieplaka. - To też w pewien sposób świadczy o Jego miejscu w naszej społeczności akademickiej. No i cóż, Jemu ta krew już nie będzie potrzebna - powiedział przyjaciel zmarłego reżysera.

Ceniony reżyser teatralny, wieloletni wykładowca warszawskiej Akademii Teatralnej Piotr Cieplak zmarł 7 grudnia w wieku 65 lat.

Źródło:

PAP

Sprawdź także