19.04.2021, 10:13 Wersja do druku

Hipster z proletariatu

"Powrót do Reims" Didiera Eribona w reż. Katarzyny Kalwat. Koprodukcja Nowego Teatru w Warszawie i Teatru Łaźnia Nowa w Krakowie. Pisze Rafał Węgrzyniak w portalu Teatrologia.info.

fot. Maurycy Stankiewicz

Wydaną w 2009 autobiograficzną opowieść francuskiego socjologa i filozofa Didiera Eribona Powrót do Reims wprowadził do teatru europejskiego w połowie roku 2017 niemiecki reżyser Thomas Ostermeier, wystawiając jej adaptację najpierw na festiwalu w Manchesterze, a zaraz potem w Schaubühne w Berlinie. Rozgrywała się ona w studiu podczas nagrywania przez aktorkę – pod okiem reżysera i akustyka – ułożonej z fragmentów książki Eribona ścieżki dźwiękowej do filmu dokumentalnego o jego powrocie do rodzinnego miasta. W trakcie pracy aktorka, komentując dobór passusów z książki, wywoływała dyskusję o kryzysie lewicy i przypominała swego ojca, niemieckiego działacza związkowego i partyjnego, który identyfikował się z różnymi ruchami, począwszy od komunizmu. Eribon, urodzony w 1953 akademicki intelektualista i walczący o równouprawnienie homoseksualista, nawiązujący do dzieł Jeana Geneta czy Michela Foucaulta, dorastający w proletariackiej rodzinie na przedmieściach Reims, przy okazji powrotu do domu z powodu pogrzebu ojca, zastanawiał się dlaczego robotnicy, stanowiący tradycyjny elektorat lewicy, wybierają obecnie partie prawicowe, jak Front Narodowy.

W omówieniach berlińskiej realizacji Powrotu do Reims sygnalizowano, że identyczny problem ma polska lewica, gdyż warstwy społeczne, których interesów powinna bronić, głosowały w wyborach z roku 2015 na Prawo i Sprawiedliwość oraz inne ugrupowania konserwatywne. Przy tym całkowicie wyeliminowane zostały wtedy z parlamentu partie lewicowe, zarówno postkomunistyczna popierająca ekonomiczny liberalizm, jak i z kręgu neomarksizmu, skupione na rewolucji kulturowej i dlatego wspierające środowiska LGBT. Sugerowano, że diagnozy społeczne Eribona być może są w stanie pomóc Polakom o przekonaniach lewicowych zrozumieć powody ich politycznych porażek i zrewidować panujące podziały ideologiczne.

Pierwszą próbę wystawienia Powrotu do Reims w Polsce podjął Paweł Wodziński w Biennale Warszawa, gdzie w trakcie prób w maju 2019 zorganizowano debatę przenoszącą rozważania Eribona na rodzimy grunt. Do premiery jednak nie doszło. W następnym sezonie prace nad wystawieniem Powrotu do Reims zaczęły się toczyć w Komunie Warszawa. Ostatecznie spektakl wyreżyserowany przez Katarzynę Kalwat – znaną z granej w TR opowieści o kompozytorze Tomaszu Sikorskim Holzwege i krążącego pomiędzy Opolem a Wrocławiem Grotowskiego non-fiction – powstał jako koprodukcja nowohuckiej Łaźni i Nowego Teatru w Warszawie. Jego premiera online odbyła się w grudniu 2020 w trakcie festiwalu Boska Komedia w Krakowie z udziałem Marty Malikowskiej, która zagrała w ramach zastępstwa rolę dziennikarki. Dopiero w marcu 2021 spektakl pojawił się na krótko – tuż przed zamknięciem scen z powodu nawrotu pandemii – w repertuarze Nowego Teatru w Warszawie. Lecz już czwartą prezentację dla widzów trzeba było odwołać z powodu pobicia aktora z francusko-algiersko-polskim rodowodem, Yacine’a Zmita, przez grającego Eribona i niejako siebie Jacka Poniedziałka oraz stanowiącego konsekwencję tego incydentu zasłabnięcia Jaśminy Polak. Narastający pomiędzy aktorami konflikt został zrelacjonowany, a także skomentowany, w mediach społecznościowych i w „Gazecie Wyborczej”, więc siłą rzeczy stał się już nieodłącznym elementem spektaklu. Tym bardziej, że w oglądanej przeze mnie tuż po opublikowaniu reportażu z Nowego na łamach „Wyborczej”, a skądinąd znakomicie zrealizowanej internetowej rejestracji warszawskiej wersji spektaklu, prowadzący program telewizyjny głos z offu przestrzega biorących w nim udział, aby panowali nad emocjami, bo wybuchy agresji mogą zaszkodzić ich wizerunkowi publicznemu.

Warszawska premiera Powrotu do Reims zbiegła się ponadto w czasie z wydaniem i promocją napisanego przez Poniedziałka (Nie)dziennika, w którym na marginesie relacjonowania kuracji odwykowej odbytej w rodzinnym Krakowie na potrzeby terapii odtworzył drastyczne momenty ze swego dorastania w rodzinie żyjącej na społecznym marginesie w peryferyjnej dzielnicy. Niektóre pełne wulgaryzmów wspomnienia aktora rozpoznaje się jako kwestie w postdramatycznej adaptacji Powrotu do Reims, bo Poniedziałek przemawia na zmianę słowami Eribona i swoimi. W przedstawieniu rozgrywającym się w konwencji programu telewizyjnego typu talk-show, celowo zacierana jest granica pomiędzy Poniedziałkiem jako znanym aktorem i celebrytą często zabierającym głos w sprawach politycznych w imieniu środowisk LGBT a granym przez niego Eribonem, wykładowcą uniwersyteckim, który zdobył rozgłos po opublikowaniu Powrotu do Reims. Obaj nie ukrywają swej orientacji, chociaż polski aktor bynajmniej nie gra stereotypowego homoseksualisty, którym sam zresztą nie jest, więc jest niezbyt wiarygodny, wspominając słowami Eribona jak był stygmatyzowany i wykluczany przez otoczenie. Tym bardziej, że wzrusza się opowiadając o doznanych poniżeniach. Jest prezentowany z powodów ideologicznych jako ofiara homofobii, mimo iż już powszechnie wiadomo za sprawą (Nie)dziennika i popremierowej afery wokół spektaklu, że aktor również czasem stosuje przemoc wobec innych osób, niejako wchodząc w rolę kata. Poniedziałek na scenie zresztą nie przypomina siebie ani Eribona. Nosi okulary i ma wąsy. Pojawia się w studio z plecakiem, w wełnianej czapce na głowie i markowej zielonej koszuli, jedynie wyglądającej na proletariacką. W drugiej części spektaklu przywdziewa z pomocą dziennikarzy akademicki czarny frak, białą koszulę i tego samego koloru muszkę. W epilogu rejestracji warszawskiego spektaklu Eribon wychodzi ze studia telewizyjnego i z budynku Nowego Teatru, aby na opustoszałym w nocy jednym z podwórek Mokotowa bawić się na trzepaku niczym w dzieciństwie, co zapewne jest demonstracją zdolności do przełamywania nabytych niegdyś lęków.

Twórcy przedstawienia bowiem mieszają ze sobą realia kulturowe i rozgrywa się ono tyleż we Francji, co w Polsce, gdzie Powrót do Reims został przetłumaczony i wydany w roku 2019 oraz zdobył rozgłos w kręgu lewicy, jak napomykają prowadzący program dziennikarze. Jednak sugerują, w okresie transformacji mnóstwo osób z niższych klas społecznych zrobiło kariery i właśnie oni rozpoznają się w opowieści Eribona o cenie awansu, jakim bywa rozchwianie tożsamości kulturowej, ukrywanie pochodzenia czy nawet zerwanie stosunków z rodziną. Nota bene zastanawiające jest, że w pokoleniu Rozmaitości żaden reżyser czy aktor nie zdobył się dotąd na scenie na powrót do rodzinnego domu czy miasta i dopiero francuski socjolog sprowokował Poniedziałka do odwołania się do osobistych doświadczeń. Jest to niewątpliwie jeden z przejawów obowiązującego w owej generacji wstydliwego ukrywania własnej tożsamości narodowej, religijnej czy klasowej, bo tylko na zasadzie wyjątku, potwierdzającego regułę, jedna reżyserka do tej generacji należąca podkreśla swe chłopskie pochodzenie.

fot. Maurycy Stankiewicz

W debacie toczonej w studio telewizyjnym wielokrotnie powraca pojęcie socjologiczne Pierre’a Bourdieu: „rozdarty habitus”. Prowadzący program „Aspekt”, standardowo ubrani i wystylizowani, pozornie rozluźnieni i oswojeni z kamerami, jako reprezentanci hipsterów epatują widzów swą erudycją albo znajomością pojęć z kręgu ponowoczesnej humanistyki i lewicowych ideologii, mimo iż stają się w ten sposób niekiedy wręcz komiczni. Parokrotnie wyprowadzają z równowagi swego gościa, nie dopuszczając go w ogóle do głosu lub uniemożliwiając mu posługiwanie się w wypowiedziach prostymi słowami. W każdym razie w spektaklu ośmieszony został język nowoczesnej lewicy, który nie pozwala jej się porozumieć z odbiorcami, jak też z wyborcami. W trakcie oglądania spektaklu przypomniała mi się podsłuchana rozmowa studentek wydziału wiedzy o teatrze z warszawskiej szkoły o wykładowcach. Otóż doszły one do przekonania, że najbardziej podziwiają Agatę Adamiecką-Sitek, bo wprawdzie nic nie rozumieją z jej wypowiedzi, ale mają świadomość, że muszą nauczyć się posługiwać hermetycznym słownictwem ze współczesnej nowomowy tak jak ona, aby dostąpić przynależności do kulturalnego establishmentu lewicowego. Debata, tocząca się wartko w studio pomimo kolizji, pełna tłumionych negatywnych emocji i uporczywie powtarzanych żenujących konkluzji, jest na dodatek przerywana reklamami ogromnych apartamentów ulokowanych na szczytach wieżowców, egzotycznych wojaży wypoczynkowych bądź pasty wybielającej zęby. Program „Aspekt” staje się parabolą istnienia nowej lewicy w społecznej próżni – jej życia w dostatku, w mediach, bądź na uczelniach. Umie ona jednak nader skutecznie narzucić swe idee jakoby służące walce z rozmaitymi wykluczeniami poszczególnym społeczeństwom, niczym głos z offu tresujący uczestników programu w duchu politycznej poprawności. Ten głos parokrotnie zmusza graną przez Polak dziennikarkę do wokalnych popisów w ramach rozśpiewania, zanim dopuści ją z powrotem do współprowadzenia telewizyjnego programu. Kiedy Ebiron posłuży się zakazanym słowem „nienormalny” głos blokuje debatę i prowadzący wywiad tak długo poprawiają pisarza, aż w końcu używa on dopuszczalnego określenia „nienormatywny”. Przejawem konsekwencji przyswojenia narzucanych przez nową lewicę wzorców zachowań jest też paradoksalne twierdzenie heteroseksualnej dziennikarki, że dla niej homoseksualizm jest większym problemem niż dla Eribona. Skądinąd Powrót do Reimsstanowić może potwierdzenie owego paradoksu, bo to kolejny w polskim teatrze – chociażby po zainspirowanym opowieścią Eribona Końcu z Eddym Edouarda Louisa wystawionym w październiku 2020 przez Annę Smolar w warszawskim Studio – spektakl skupiony na kłopotach z tożsamością homoseksualisty mającego robotnicze pochodzenie, a wyreżyserowany przez kobietę. W przeciwieństwie do wykoncypowanego i sztucznego spektaklu Smolarówny przedstawienie Kalwat przynajmniej przyciąga uwagę samokrytycznym spojrzeniem na środowisko nowej lewicy, bawi przewrotnym humorem i momentami nawet ekscytuje.

Najsłabszy w spektaklu Kalwat jest niestety wątek społeczny czy polityczny. Poniedziałek w pewnym momencie wrzeszczy, że nienawidzi klasy robotniczej, która ogląda narodową, czyli publiczną telewizję i otumaniona prezentowaną w niej propagandą popiera prawicę. Nie ma w tej scenie nawet cienia refleksji na miarę Eribona, za to pobrzmiewa ton znany z wcześniejszych wypowiedzi Poniedziałka, będących jedynie wyrazem arogancji i pogardy dla osób wybierających prawicowe partie. Ale po oświadczeniu Poniedziałka, że często w ogóle nie panuje nad tym, co mówi, słucha się jego krzyków z uzasadnioną rezerwą. Podobnie po opisaniu przez „Gazetę Wyborczą” stosunków panujących wewnątrz Nowego Teatru raczej nikt nie będzie poważnie traktował celebrytów należących do jego niewątpliwie pierwszorzędnego zespołu aktorskiego jako autorytetów w dziedzinie polityki, ekonomii lub historii i przyznawał im prawa do pouczania całego społeczeństwa. Powrót do Reims pomyślany jako satyra na nową lewicę, obowiązujący w jej kręgu język czy sposób bycia, mimowolnie, w rezultacie afery, stał się również autokompromitacją teatru krytycznego.

Powrót do Reims Didiera Eribona, dramaturgia: Beniamin Bukowski; reżyseria i scenografia: Katarzyna Kalwat; muzyka: Wojciech Blecharz; video: Antoni Grałek; audio nawigator: Piotr Pacześniak; montaż: Piotr Waldemar Zajączkowski. Łaźnia Nowa w Krakowie i Międzynarodowe Centrum Kultury Nowy Teatr w Warszawie. Premiery on line: w Krakowie 9 grudnia 2020, w Warszawie 10 stycznia 2021. Premiera z widzami – 5 marca 2021.

Tytuł oryginalny

Hipster z proletariatu

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Rafał Węgrzyniak

Data:

15.04.2021

Wątki tematyczne