Z autorem, reżyserem i producentem teatralnym Iwanem Wyrypajewem rozmawia Przemysław Skrzydelski.
Dawno się nie widzieliśmy. Powiedz mi, co się zmieniło w ostatnim czasie, bo dużo pracowałeś w ramach fundacji Teal House, którą założyłeś razem z Karoliną Gruszką. Ale szczerze mówiąc, trochę straciłem orientację w tym, co dokładnie teraz robisz.
Iwan Wyrypajew: A dzieje się całkiem sporo.
Swój ostatni pełnoprawny spektakl w Polsce, „1.8”, wystawiłeś pięć lat temu w warszawskim Nowym Teatrze.
Po tym, jak na Ukrainie wybuchła wojna, ruszyliśmy z projektem Teal House. Na początku była to działalność czysto pomocowa – wsparcie dla naszych przyjaciół z Ukrainy. Z czasem przekształciło się to w międzynarodową aktywność.
Dziś oprócz działalności fundacyjnej rozwijamy spółki komercyjne. Stworzyliśmy coś w rodzaju integralnego, rozwojowego start-upu. Wygraliśmy grant „Creative Europe”, co jest ogromnym osiągnięciem. W projekcie uczestniczą partnerzy z Niemiec i duża międzynarodowa sieć.
Obecnie pracujemy przy festiwalu w Epidauros. To festiwal greckich tragedii. Powstaje tam współczesna sztuka mojego autorstwa, pod tytułem „I-one”, oparta na strukturze antycznego dramatu. Premiera odbędzie się 7 i 8 sierpnia na historycznej scenie w Epidauros. Spektakl będzie grany po angielsku, z Karoliną Gruszką w obsadzie.
Równolegle fundacja rozwija się na wielu poziomach. Tworzymy międzynarodowe produkcje, nowe formy kooperacji, współpracujemy z podmiotami technologicznymi, w tym z OpenAI. Skala tego wszystkiego bardzo się rozrosła.
To efekt długiej pracy. Był moment, kiedy myślałem: fundacja to fundacja, a ja będę robił swoje. Życie pokazało, że nie da się tego rozdzielić. Połączyłem wszystko w jedno.
Powiedz coś więcej o sztuce, którą zrealizujesz w Epidauros.
To konstrukcja formalnie trzymająca się zasad antycznej tragedii. Bohaterką jest kobieta, która zabiła swojego syna. Staje przed wyborem: więzienie albo implant w mózgu, który ma ją moralnie „naprawić”. Implant zostaje wszczepiony, ale zaczyna się psuć. W dawnych tragediach losem człowieka zajmowali się bogowie. Dziś ich miejsce zajmuje technologia. Czas w tej sztuce jest poziomy i pionowy jednocześnie. Te porządki są sprzeczne – celowo. Bo tragedia jest sprzeczna. To była bardzo ciężka praca. Uważam tę sztukę za jedną z najlepszych, jakie napisałem. Język jest fragmentaryczny, postaci mówią krótkimi frazami, ale konstrukcja jest precyzyjna.
Stało się coś wyjątkowego? Kiedyś mówiłeś, że kończysz z teatrem.
W Polsce nie ma dla mnie sceny. Teatr funkcjonuje tutaj w zupełnie inny sposób – to teatr państwowy ze stałymi zespołami. Ten system mi nie odpowiada. Nie mogę w nim pracować.
Teraz chcę bardziej skupić się na pisaniu książek, pisaniu przemówień i tekstów refleksyjnych. Zostałem doktorem nauk i profesorem Uniwersytetu Peloponeskiego. Chcę poważnie zająć się pedagogiką. Równolegle razem z kolegami realizujemy bardzo poważny międzynarodowy projekt. Nie mam już potrzeby walki o miejsce w systemie. Chcę budować coś innego.
Mimo wszystko widzowie czekają na Twoje nowe przedstawienie. Reżyserujesz własną sztukę „Jedyne najwyższe drzewa na Ziemi” (tekst do przeczytania na: Vyrypaev.com). Premiera 25 lutego w warszawskim Garnizonie Sztuki; w obsadzie Karolina Gruszka, Magdalena Górska i Bartłomiej Topa.
Jestem z tej pracy bardzo zadowolony. Udało się stworzyć coś precyzyjnego. Jeśli chodzi o scenografię, pracujemy z Mirkiem Nizio, którego bardzo cenię. On nie produkuje dekoracji – on produkuje sens i samo działanie sceniczne. Myśli kategoriami znaczenia, nie przedmiotu. Buduje przestrzeń, która niesie ideę, a nie tylko obraz.
Mamy też wybitną kostiumografkę Katarzynę Lewińską, z którą pracuję przez całe życie. To ona stworzyła kostiumy do serialu „1670” – moim zdaniem absolutnie genialne. Jej kostium nie jest ilustracją epoki, lecz elementem dramaturgii. Tworzy postać, napięcie, sens.
W „Drzewach” nawet żartobliwie oskarżasz Hamleta: „ten pojeb Hamlet zajechał całe pokolenia swoim tępym pytaniem”. Może powinieneś wystawić najważniejszy dramat świata?
Nie. Hamlet już nie zadziała. To pytanie zniknęło. Teraz jest chaos, wszystko się rozjeżdża.
Czujesz, że twój czas minął?
Nie chodzi o koniec. Chodzi o zmianę roli. Teraz potrzebni są młodsi twórcy, wychowani w innym systemie. Ja chcę pomóc zbudować system dla nich – taki, w którym sztuka, edukacja i biznes mogą istnieć na jednym poziomie. Nie każdy musi zarabiać miliony, ale każdy musi umieć funkcjonować profesjonalnie. I tego chcę uczyć.