30.10.2020, 13:35 Wersja do druku

Grzegorz Jarzyna o "2020: Burza": to jest spektakl o końcu antropocentryzmu

Głównym tematem spektaklu jest koniec antropocentryzmu. Teza, że "człowiek jest miarą wszechrzeczy" i jest jedyną formą istnienia, która może orzekać o tym, jak świat wygląda - w XXI w. nie znajduje zastosowania - powiedział PAP reżyser, z-ca ds. artystycznych TR Warszawa Grzegorz Jarzyna.

fot. mat. teatru

Polska Agencja Prasowa: Pańska nowa inscenizacja, przygotowana z zespołem TR Warszawa, nosi tytuł "2020: Burza". To rodzaj gry z motywami i tematami sztuki Williama Szekspira. Wszystko jest tu nowe: Weronika Murek przetłumaczyła na nowo fragmenty dzieła Stratfordczyka i razem stworzyliście scenariusz przedstawienia. Do tego dochodzą projekcje i wizualizacje autorstwa Marka Kozakiewicza. W oczy rzuca się sterylna, wręcz nieludzka przestrzeń sceniczna zaprojektowana przez Fabien Leder i oświetlona przez Aleksandra Prowalińskiego czy futurystyczne kostiumy Anny Axer Fijałkowskiej. Muzyka Piotra Kurka, tworzona w oparciu o logarytmy i wyniki losowych wyszukiwań z Internetu. Na dodatek decyzję o tym, jak zostaną ułożone sekwencje w spektaklu, powierzył pan specjalnie zaprojektowanemu programowi Artificial Intelligence (AI). Dlaczego?

Grzegorz Jarzyna: Głównym tematem spektaklu jest koniec antropocentryzmu. Teza, że "człowiek jest miarą wszechrzeczy" i jest jedyną formą istnienia, która może orzekać o tym, jak świat wygląda - w XXI wieku nie znajduje już zastosowania. Negujemy ją, bowiem nie może być tak, że jeden człowiek decyduje o wszystkim. W przypadku "Burzy" jest nim Prospero.

Nowy, XXI wiek przyniósł świadomość, że tylko wielogłosowość, wieloaspektowość może prowadzić nas do postępu. Ludzkość doświadczyła postępu cywilizacyjnego, technologicznego; podnieśliśmy poziom dobrobytu. Natomiast wewnętrznie od wieków człowiek się nie zmienia, nie rozwija.

W tekście "Burzy" istotne jest to, że rozgrywa się ona na wyspie. Stąd sterylność inscenizacji, bo znajdujemy się na "pewnej wyspie" - w białym kubiku eksperymentu. Do jego środka wpuszczamy człowieka i wraz z publicznością obserwujemy go. Dlatego wewnątrz kubika, na trzech jego ścianach pojawiają się filmy i projekcje z postaciami, które dialogują z aktorami; są niczym echa pamięci, fantomy.

Zawsze mnie to u Szekspira intryguje - czy to będzie Iliria z "Wieczoru Trzech Króli" czy Las Ardeński z "Jak wam się podoba" - dramatopisarz ukazuje człowieka wykorzenionego, wyrwanego z kontekstu. A człowiek w takiej sytuacji zachowuje się zupełnie inaczej - jest bliższy swojej prawdziwej naturze, porzuca przyjęty dotąd sposób myślenia, utarte schematy, znane sobie ścieżki.

PAP: Jak praktycznie będzie wyglądał przebieg przedstawienia "2020: Burza"? Czy to prawda, że za każdym razem może być on inny, iż istnieje kilka wariantów tej historii? Przed spektaklem widzowie mają odpowiedzieć na pytanie zadane w ankiecie i ich opinie mają decydować o montażu widowiska.

G.J: Ta sztuka opowiada o władcy, który ustanowił na wyspie pewien ład i do przyjętych przez niego zasad wszyscy mają się zastosować. Prospero często w historii teatru był utożsamiany z absolutem, z samym Szekspirem, z reżyserem. W "Burzy" Szekspira to on reżyseruje, steruje wypadkami. I stąd zrodził się pomysł, żeby wpuścić do tego świata element losowy; żeby odciążyć to przedstawienie od rozumianej XX-wiecznie dominującej roli reżysera. Ten spektakl będzie tworzony przez grupę osób - wszystkie aktorki i aktorów, realizatorki, realizatorów oraz publiczność.

Warto zauważyć, że sposób myślenia o teatrze, sam teatr, a także sposób budowania relacji z publicznością w XXI wieku zmienia się bardzo szybko. Powiedziałbym nawet, że wyprzedza swój czas. Dlatego tak istotne było dla nas, by ograniczyć władzę, sprawstwo Prospera czy innych rządzących po jego upadku, wyspiarską rzeczywistością postaci, jak Alonso (Lech Łotocki) czy Gonzalo (Sebastian Pawlak); żeby zakwestionować decyzyjność i nieomylność jednej osoby. Z tej przesłanki wziął się pomysł z programem AI. Sztuczna inteligencja będzie podpowiadać pewne warianty ukazywanej historii, będzie decydować o jej montażu poprzez sugerowanie różnych wersji danej sceny. W efekcie każdy spektakl będzie miał nieco inną wymowę.

Do tej gry zapraszamy również publiczność, której zadamy jedno pytanie przed spektaklem. Odpowiedzi będą miały wpływ na decyzje AI, a więc w konsekwencji na zdarzenia, muzykę i inscenizację samego przedstawienia.

PAP: W pańskiej inscenizacji Prospera zagra Agnieszka Podsiadlik, Mirandę - Mateusz Górski. Część postaci została obsadzona niezgodnie z płcią. Skąd ta decyzja?

G. J.: Ona wynika z historii teatru. Patrząc wstecz, od antyku poprzez teatr elżbietański, ale także w teatrach azjatyckich, w tradycyjnych formach teatralnych role kobiece przyjmowali mężczyźni. Przypomnę, że przez wieki teksty postaci kobiecych także pisali mężczyźni. Tu powstaje pytanie: jak możemy wyrazić naturę kobiety, gdy zarówno tekst, jak i rola są dziełem mężczyzny? Nie mamy środków wyrazu, a co więcej, są to tylko nasze, męskie wyobrażenia o emocjach, postawach i decyzjach kobiet.

Pomysł, aby kobiety w tym spektaklu przemawiały w imieniu mężczyzn, natychmiast wpływa na percepcję publiczności. Postaci są od razu inaczej odbierane, widzimy je w innym świetle. Uwidocznione zostają inne aspekty; tworzy się krytyczny metakomentarz. To dotyczy Prospera, ale także postaci Ferdynanda (Natalia Kalita), postaci Ariela (Justyna Wasilewska), czy dwójki opijusów Stefano (Monika Frajczyk) i Trincula (Sara Celer Jezierska).

W przedstawieniu także świadomie, poprzez charakteryzację i kostiumy, które stworzyła Anna Axer-Fijałkowska, chcemy niwelować różnice pomiędzy płciami, aby uciec od konserwatywnego podziału i przypisywania cech oraz ról w społeczeństwie ze względu na płeć. Zależało nam na zniwelowaniu tych podziałów płciowych i otwarciu nowych, ogromnych możliwości interpretacyjnych.

We współczesnym, postępowym teatrze nie istnieje już twardy podział na mężczyzn i kobiety. Pracujemy z człowiekiem, który operuje inną sferą wrażliwości i wyraża się indywidualnie, odmiennie. Każdy z nas jest kimś innym i osobliwym.

fot. Tyndyl/Lach

PAP: W pańskim spektaklu pada taka oto kwestia: "wyobrażanie świata jest domeną mężczyzn, którzy nie potrafią oddzielić iluzji od faktów". Czy ta myśl jest przesłaniem tej inscenizacji?

G. J. To przedstawienie jest wielowątkowe. Zajmujemy się rozmaitymi tematami i staramy się czynić to wieloaspektowo. Poruszamy np. tematy ekologiczne, pytamy o kondycję naszego globu.

Zależało nam na unaocznieniu tego, że opis naszego świata, nasze systemy religijne, ideologie, filozofia, nauka jak dotąd były tworzone przez mężczyzn. Były ich tworem, konstruktem. Co więcej, w dziejowym sensie być może inaczej wyglądałby świat, gdyby kobiety miały większy wpływ na jego rozwój, a ich rola społeczna i polityczna była podmiotowa od samego początku. Być może nie byłby taką iluzją.

PAP: Niedawno uruchomili państwo własną platformę streamingową pod adresem: www.online.trwarszawa.pl. 7 listopada na żywo ze sceny TR Warszawa/ATM Studio streamingowana będzie "2020:Burza". W planach są kolejne streamingi innych przedstawień i premier TR Warszawa.

G. J.: To wynikło z naszych doświadczeń podczas pierwszego lockdownu. Gdy w marcu tego roku zamknięto teatry i inne instytucje kultury - w zespole TR Warszawa bardzo szybko zaczęliśmy zastanawiać się, jak zareagować na sytuację epidemii. Mieliśmy sprzedane bilety, było ogromne zainteresowanie naszymi spektaklami, ale naszym priorytetem było pełnienie naszej misji społecznej. Chcieliśmy zwłaszcza w tak trudnej sytuacji nie tracić kontaktu z naszą publicznością; być z ludźmi, dać im wsparcie, poczucie sensu i nadziei na przyszłość. A to właśnie może dać teatr, zwłaszcza taki, jakim jest TR Warszawa.

W połowie marca zaczęliśmy pokazywać online rejestracje naszych przedstawień, a po ich prezentacji odbywały się internetowe rozmowy z twórcami. Ludzie kontaktowali się z nami na bieżąco; pytali aktorów i realizatorów o ich pracę, ale także o prywatne poglądy na rozmaite sprawy. Rozmowy te bardzo dobrze wpłynęły na nas wszystkich - na zespół i na naszą publiczność. Rozproszyły rodzaj depresji, jaki wówczas panował. Wiemy to z licznych komentarzy nadesłanych do nas po kilku miesiącach akcji "Zostań w domu, nie wychodź z teatru", którą zainicjowaliśmy. Uświadomiliśmy sobie wtedy, że w każdej kryzysowej sytuacji przychodzącej z zewnątrz i która może zdarzyć się w przyszłości, jak np. epidemia - musimy mieć narzędzia, dzięki którym będziemy mogli rozwijać relację między publicznością a twórcami za pomocą sztuki.

Już w kwietniu rozpoczęliśmy pracę nad przygotowaniem platformy streamingowej. Od 29 października zapraszamy wszystkich na naszą nową platformę streamingową. Jesteśmy już gotowi, by transmitować na żywo przedstawienia z naszego repertuaru i najnowsze premiery dla ludzi na całym świecie.

Uważam, że teatr musi się wydarzać pomiędzy żywymi ludźmi, tu i teraz; jest kwestią przepływu energii, emocji. Jednakże w tej bardzo trudnej sytuacji epidemicznej streaming tworzy nowe możliwości kontaktu z ludźmi mieszkającymi w całej Polsce i za jej granicami. Chcemy pozostać teatrem dostępnym dla wszystkich, w tym dla osób z grupy podwyższonego ryzyka, oraz dla tych, dla których fizyczna obecność w TR Warszawa nie jest lub nie będzie możliwe. Zależy nam, by ludzie mogli uczestniczyć w spektaklach na żywo nawet, jeśli z przyczyn komunikacyjnych, ograniczeń geograficznych nie mogą danego wieczoru fizycznie usiąść na widowniach TR.

Dzięki TR Online wydobywamy się też z "warszawskiej bańki", zrywamy z łatką elitarnego TR Warszawa. Proponujemy szeroki dostęp do naszych treści i dokonań artystycznych.

Źródło:

PAP

Autor:

Grzegorz Janikowski

Tematy w toku