EN
28.06.2021, 11:25 Wersja do druku

Gra w zabijanego gdzieś między Warszawą a Paryżem

"Kontrakt" Sławomira Mrożka w reż. Tomasza Mana, koprodukcja Teatr Imka w Warszawie i Teatru Miejskiego w Lesznie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. mat. teatru

Mogłoby się wydawać, że wydany w 1986 roku „Kontrakt” Sławomira Mrożka bardzo szybko stracił na aktualności, albowiem teatr sięgał po ten dramat niezwykle rzadko. Najwięcej mówiło się o przedstawieniu prapremierowym przygotowanym przez Kazimierza Dejmka w Teatrze Polskim w Warszawie w tym samym roku, z Janem Englertem i  Zdzisławem Mrożewskim w rolach Morisa i Magnusa. Najnowszy spektakl, przygotowany przez Tomasza Mana w nowej siedzibie Teatru Imka na Bemowie, będący bodaj dziesiątą realizacją tego kameralnego utworu na polskich scenach, zdaje się jednak tezy o braku aktualności „Kontraktu” nie potwierdzać. Wszystko zależy od właściwego rozłożenia akcentów i wyeksponowania tych treści, które  kwestie uchodźców, życiowych pielgrzymów czy outsiderów, tak samo jak konfrontację dwóch światów, Zachodu i Wschodu, postawią w nowym świetle i nie do końca konkretnym kontekście scenicznym . W końcu konflikt tych porządków cywilizacyjnych wciąż istnieje, tyle że dzisiaj na nieco innym poziomie.  Inaczej też można zinterpretować czy pokazać rodzącą się w nowych warunkach relację w komunikacji między przedstawicielami pochodzącymi z dwóch różnych rzeczywistości. I tak też postąpił reżyser, który na Kocjana zainscenizował „Kontrakt” jako  poważną, choć nie całkiem filozoficzną, bo nie stroniąca także od śmiechu przypowieść, będącą  prezentacją dwóch postaw i klas życia protagonistów, którzy, wskutek  długoletnich uprzedzeń czy myślowych stereotypów, nie są w stanie się skomunikować i nie potrafią doprowadzić ani  do zrozumienia, ani porozumienia.  

W dwuosobowym dramacie autora „Tanga” bardzo ważne jest trafne znalezienie odpowiedniej obsady. Manowi udało się osiągnąć sukces dzięki zaangażowaniu Zdzisława Wardejna, który w roli zagrożonego bankructwem Szwajcara potrafił zrezygnować z przylgniętej do niego maniery aktora jedynie charakterystycznego czy rodzajowego. Artysta współpracujący na stałe z warszawskim Dramatycznym poprowadził tym razem swoją postać w bardzo wyważony, można powiedzieć dyskretny, elegancki, wytworny i stylowy sposób (w efekcie słyszymy wreszcie jakby zupełnie inne barwy w głosie aktora), jest w niej spokój argumentowanych racji, jest delikatnie artykułowane poczucie wyższości, przy tym w prowadzonej grze pozorów bardzo uważne słuchanie partnera, któremu składa propozycję, by został jego mordercą. Oczywiście płatnym. Tym samym status Magnusa, człowieka pełnego jednak lęku, bojaźni i strachu przed utratą rangi dotychczasowej egzystencji, nie uległby zmianie, bo nadal mógłby on pławić się w dobrobycie, natomiast  dla Morisa, hotelowego  portiera, satysfakcjonujący  byłby nie tylko spory zastrzyk gotówki, ale i fakt chwilowej wyższości nad składającym tak niespodziewaną ofertę. Warto zobaczyć i posłuchać jak Wardejn z Mikołajem Roznerskim rozgrywają tę partię wyjątkowej sytuacji  stworzonej przez Mrożka w celnym i ostrym dialogu, będącym grą może bardziej nawet o godność, niż o samo życie,  i dlaczego w końcu do „podpisania” tytułowego kontaktu nie dojdzie. Przekonać się kto z nich stchórzył, a komu przyjazne zrządzenie losu pozwoliło na zupełnie inny obrót rzeczy. Ta pełna zaskoczeń gra, raz upokarzająca, to znów napastliwa, w przedstawieniu Mana zyskuje interesujący kontekst również dzięki temu, że nie stawia dwóch protagonistów tylko w kategorii pana i jego poddanego. Przynajmniej tak prowadzi swoją rolę Roznerski. Jest w nim spora doza wrażliwości, jest bystrość, przenikliwość  i czujność, ale także świadomość tego, jak gorzkie były jego dotychczasowe doświadczenia i jaki wpływ miały na próby realizacji własnych zamierzeń i ambicji. Dzięki temu ciekawie jest obserwować jak obydwaj aktorzy  przeglądają się w sobie, obnażając  swoje słabe punkty, jak każdy inaczej eksponuje swoją odrębność, w końcu zastanawia się też nad tożsamościową przynależnością.

Man skupił się w swoim godzinnym spektaklu przede wszystkim na tym, by skrupulatnie pokazać całą siatkę ludzkich uzależnień, która w konsekwencji doprowadza bohaterów do absolutnego zapętlenia, jednocześnie umiejętnie wyważył elementy komiczne z tragicznymi, z groteskowo wybrzmiewającym finałem. Dzięki precyzyjnie i zgrabnie  prowadzonej konwersacji, jednocześnie nie tracącej nic ze spontaniczności (a to w przypadku tego tekstu nie jest wcale łatwe), Wardejnowi i Roznerskiemu udało się wyjść poza konwencję dramatu czysto salonowego i uczynić z „Kontraktu” pasjonujący w swej logice i mądrości seans, inkrustowany błyskotliwym i graniczącym z powagą Mrożkowskim żartem.

Tytuł oryginalny

Gra w zabijanego gdzieś między Warszawą a Paryżem

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data:

26.06.2021