Logo
Aktualności

Gdynia. Melville wg Kościelniaka. Zbliża się premiera „Moby Dicka” w Teatrze Muzycznym

18.09.2026, 11:33 Wersja do druku

2 października na Nowej Scenie Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej, odbędzie się prapremiera „Moby Dicka” Hermana Melville'a wg scenariusza i w reżyserii Wojciecha Kościelniaka, w muzyką Mariusza Obijalskiego.

fot. mat. teatru

Gdzieś na pierwszych stronach powieści
„Moby Dick” Hermana Melville’a znajduje się następujący dialog:

–  Co ciebie ciągnie do wielorybnictwa?
–  Chcę obejrzeć świat.
–  A więc wyjrzyj przez dziób i powiedz, co widzisz.
–  Nic oprócz wody.
–  No więc, czy nie możesz obejrzeć świata z tego miejsca, gdzie stoisz?


Zaskakujące. Izmael jeszcze przed rejsem dowiaduje się, że to nie tylko wyprawa na wieloryby, lecz podróż do wnętrza siebie. Moby Dick okazuje się wielopłaszczyznową, niemal awanturniczą i fantastyczną opowieścią o niebezpiecznej i ciężkiej pracy, polegającej na pogoni za marzeniem. Mitycznym białym wielorybem, którego upolowanie ma ukoić bezbrzeżny ból istnienia. To historia o przeniesieniu własnych lęków, niepowodzeń, rozpaczy i klęsk na zwierzę, którego jedyną winą jest kolor skóry. Brzmi znajomo? Charyzmatyczny dowódca złotem i manipulacją nakłania załogę do bezkrytycznego podążania za własną obsesją. Trafia na podatny grunt; wielorybnicy Pequoda są ludźmi łatwo poddającymi się chciwości, przesądom, manipulacjom i pokrętnej filozofii. W takiej zbieraninie łatwiej o bezkrytyczne posłuszeństwo. Zresztą sam okręt, sam Pequod przypomina „maszynę śmierci”. Nosi imię wymordowanego plemienia Indian, które zamieszkiwało okolice Nantucket, najświetniejszej osady wielorybników. Jest przystrojony w dziesiątki kości kaszalota; rumpel zrobiono z długiej szczęki, a zamiast nagli w burcie osadzono długie zęby.

Dodać trzeba, że załoga złożona jest niemal z samych „supermanów”. Każdy jest inny i każdy fascynujący. Ktoś wybitnie rzuca harpunem, inny nawet w najstraszniejszych okolicznościach nie przestaje spokojnie palić fajki, ten jest wielki i porywczy, a ten nosi w sobie złość za doznane krzywdy. Wnikanie w ich wewnętrzne światy jest równie fascynującą podróżą, co ściganie mitycznego białego wieloryba. Wyprawa jest po wielorybi tłuszcz, który był w XVIII i XIX wieku jednym z najważniejszych surowców energetycznych i przemysłowych na świecie. Lampy całego świata płonęły dzięki śmierci miliona tych zwierząt. Nabożeństwa w kościołach opromieniał blask pozyskany z mordowania. Wesela, bale, narady i wszelkie biesiadowanie po zmroku mogło się odbywać tylko dzięki świecznikom, w których pięknym światłem płonął olbrot - tłuszcz pozyskiwany z ogromnych głów kaszalotów. Płonął szczególnie jasnym i bezwonnym płonieniem.

Z wielorybiego tłuszczu produkowano również mydła (brzmi znajomo?) i detergenty; w okresie rewolucji przemysłowej olej pozyskiwany z tych zwierząt był idealnym, odpornym na wysokie naciski smarem. Używano go do maszyn tekstylnych, lokomotyw, zegarków, a później nawet do pierwszych automatycznych skrzyń biegów w samochodach. Dzisiaj człowiek zachowuje się nie lepiej – wystarczy spojrzeć na okrutny los zwierząt hodowlanych. Niektórzy powiedzą: „trudno, jesteśmy drapieżnikami, taki jest świat”. To jednak historia o tym, co się z nami dzieje, kiedy to „zwykłe”, codzienne okrucieństwo, to „ludzkie” okrucieństwo, które jesteśmy skłonni usprawiedliwiać, zmienia się w bezrozumną, morderczą obsesję, jako rekompensatę za nieudane życie pogrążonego w smutku przywódcy z przerośniętym ego. To również historia o tym jak łatwo dajemy sobą manipulować.

Nie dajcie się jednak zwieść poważnej wymowie całości - gorąco wierzę, że staniecie się świadkami niezłej, teatralnej „awantury”! Pequod na swojej drodze spotka wiele magicznych znaków i morskich zjawisk. Będą burze, bunt i nadzieja na skrzynię pełną złota. Wszystko z niesamowitą, inspirowaną stylistyką szant, muzyką Mariusza Obijalskiego.

Wojciech Kościelniak

***

Fenomen Moby Dicka, czyli po co nam ten biały wieloryb?

Są takie książki, które od razu stają się bestsellerami. I są takie, które najpierw muszą zostać kompletnie niezrozumiane, wyśmiane i zmiażdżone przez krytyków, żeby później stać się absolutnymi klasykami literatury. Moby Dick zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Herman Melville za życia nie był cenionym poetą, a ostatnie dziewiętnaście lat swojego życia spędził w porcie, na pracy w urzędzie, kiedy większość ludzi nie miała pojęcia, że jeszcze żyje. Nawet w nekrologu po śmierci autora tytuł jego dzieła został błędnie zapisany jako Mobie dick. To najlepiej portretuje stosunek świata do autora i jego twórczości. Lecz zanim Melville został pisarzem, pracował jako marynarz - co zainspirowało większość jego dzieł. W 1842 roku uciekł ze statku wielorybniczego i spędził kilka tygodni na Markizach wśród ludożerców z plemienia Typee. Na podstawie tych doświadczeń powstała jego pierwsza powieść Typee i przyniosła mu ogromną sławę. Był wówczas znany jako „ten człowiek, który żył wśród kanibali”. Dziś Moby Dick to arcydzieło, ale w XIX wieku książka spotkała się z miażdżącą krytyką i za życia pisarza sprzedała się w zaledwie kilkuset egzemplarzach.

Proces twórczy Melville’a był naznaczony osobistymi emocjami i literackimi przyjaźniami. Swoje dzieło dedykował Nathanielowi Hawthorne’owi (autorowi Szkarłatnej litery). A ich bliska relacja i fascynacja wzajemną twórczością do dziś rodzą różne spekulacje o łączącym ich uczuciu, które miało wpłynąć na ostateczny, mroczny i bardziej filozoficzny kształt powieści o mitycznym, białym wielorybie. Biografowie sugerują też, że w trakcie pisania towarzyszyło mu silne uczucie do sąsiadki, Sarah Morewood, nazywanej przez niego „Rajską Damą”. Jednak bezpośrednią inspiracją dla opowieści była sama historia katastrofy statku Essex, który w 1820 roku został zaatakowany przez kaszalota, co zmusiło ocalałych marynarzy do desperackiej walki o życie - w tym także do kanibalizmu.

Postać samego białego wieloryba również miała swój pierwowzór w rzeczywistości. Był nim legendarny kaszalot albinos o imieniu Mocha Dick, znany żeglarzom z niezwykłej agresji i licznych blizn po harpunach. Jednak mimo ogromnego wysiłku włożonego w powstanie dzieła - które łączy w sobie dramatyczną narrację o obsesji kapitana Ahaba z niemal encyklopedycznym opisem anatomii wielorybów i technik połowu, powieść poniosła spektakularną porażkę rynkową. Dopiero XX wiek przyniósł Moby Dickowi zasłużoną sławę, czyniąc z niego klasykę interpretowaną na setki sposobów: od filozoficznego traktatu o walce ze złem, przez metaforę destrukcyjnej obsesji, aż po polityczny manifest.

Dziś ślady tej fascynacji odnajdujemy nawet w popkulturze - wystarczy wspomnieć, że nazwa najpopularniejszej sieci kawiarni na świecie, Starbucks, pochodzi bezpośrednio od nazwiska pierwszego oficera ze statku Pequod. Powieść Melville'a od zawsze była czymś więcej niż tylko morską przygodą: to surowy, pełen symboli i emocjonalnych skrajności mit, który wręcz domaga się teatralnego rozmachu. Przeniesiona na scenę Teatru Muzycznego w Gdyni historia zyskuje unikalną siłę rażenia. Monumentalna scenografia imitująca żebra morskiego potwora, hipnotyzujące projekcje wideo, wyraziste światło oraz ociekające męską energią brzmienia wokalne sprawiają, że oceaniczna obsesja przestaje być jedynie literacką metaforą.

Spektakl jest doświadczeniem, w którym ruch, muzyka i słowo łączą się w pełnej symbiozie. Moby Dick na scenie to niezwykłe, porywające widowisko, które przypomina nam, że prawdziwie genialna sztuka - choć czasem potrzebuje stulecia, by świat do niej dorósł - w odpowiedniej oprawie potrafi wciągnąć widza w sam środek sztormu i trzymać go w napięciu do ostatniej sekundy.

Agata Hering

***
Obsada

IZMAEL - Jakub Badurka

AHAB - Rafał Ostrowski

STARBUCK - Tomasz Gregor

STUBB - Krzysztof Wojciechowski

FLASK - Marcin Słabowski

QUEEQUEG - Paweł Muranowski

TASZTEGO - Jędrzej Gierach

DAGGOO - Igor Teodorowicz

PIP - Katarzyna Witkowska (gośc.)/ Angele Villanueva Jara (ad) / Sandra Brucheiser (swing)

DEMON - Aleksy Perski

BIAŁY MARYNARZ - Krzysztof Kowalski OCEAN - Damian Zawadzki

OCEAN - Taras Shaviak

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także