„Potop" Michała Siegoczyńskiego to inspirowany powieścią Henryka Sienkiewicza spektakl, który prowokuje, zadaje trudne pytania i porusza kwestie istotne dla współczesnego widza. Widzowie Teatru Wybrzeże już go pokochali - teraz przyszedł czas na całą Polskę.
Dzieła Henryka Sienkiewicza w Teatrze Telewizji pojawiły się do tej pory tylko dwa razy: w 1961 roku nowela „Ta trzecia" w reż. Bohdana Radkowskiego oraz w 1992 roku „Janko Muzykant" Haliny Łabonarskiej i Marka Prałata. Teraz, po ponad 30 latach, Sienkiewicz powraca na ekran telewizji - tym razem w odważnej, dynamicznej i satyrycznej wizji Michała Siegoczyńskiego.
„Potop" w Teatrze Wybrzeże
Kmicic w tej interpretacji jest bohaterem, który razem z widownią próbuje zrozumieć, w jakim świecie żyje i... co właściwie powinien robić. - Reżyser prowadzi widza przez różne epoki i światy, pokazując, że historia nie jest zamknięta w przeszłości, ale wciąż żyje w nas i w naszych wyborach - czytamy w opisie spektaklu.
Przedstawienie Siegoczyńskiego to nieoczywiste połączenie elementów satyry, musicalu i performansu. Tu wszystko jest dynamiczne - począwszy od obrotowej sceny, przez układy choreograficzne, aż po projekcje wideo, które są częścią scenografii. Twórcy czerpią to, co najlepsze z klasycznej powieści Sienkiewicza, przepuszczając ją przez filtr współczesnej popkultury, co gwarantuje zupełnie nową jakość doświadczenia teatralnego.
Husaria w rytmie disco
Współczesny „Potop", według wizji Michała Siegoczyńskiego, już wkrótce pozna cała Polska za sprawą Teatru Telewizji. Jak podkreśla Katarzyna Borkowska, odtwórczyni roli Oleńki, dla zespołu aktorskiego to wydarzenie szczególne. Możliwość udziału w Teatrze Telewizji pozostaje marzeniem wielu aktorów teatralnych. - To największa scena w Polsce, choć brakuje nam energii żywej widowni - przyznaje aktorka.
Twórcy podkreślają, że nie próbują konkurować z legendarną ekranizacją Hoffmana. „Potop" Siegoczyńskiego wchodzi raczej w dialog z przyzwyczajeniem widzów i mitem narodowym. - Nie ma sensu robić kalki. Jest natomiast sens mówić tym tekstem o nas dzisiaj - zaznacza Grzegorz Gzyl, który wciela się w rolę Zagłoby oraz Hetmana. - To rzecz o współczesnej Polsce, o naszych śmiesznościach i przywarach.
Teatr przed kamerą
Na potrzeby Teatru Telewizji spektakl został skrócony o około godzinę w stosunku do wersji granej na żywo w Teatrze Wybrzeże. Twórcy przyznają, że ogromna odpowiedzialność spoczywa na montażystach. - W teatrze mamy pełną kontrolę nad energią i rytmem - zauważa Gzyl. - W telewizji pojawiają się zupełnie inne narzędzia: zbliżenia, detale, montaż. To zupełnie nowa reżyseria.
„Potop" Teatru Wybrzeże pozostaje jedną z najchętniej oglądanych pozycji w repertuarze. Jego telewizyjny odpowiednik ma ułatwić wszystkim zainteresowanym kontakt ze sztuką, a jednocześnie stać się zaproszeniem do spotkania na żywo.
„Potop" w reżyserii Michała Siegoczyńskiego obejrzymy w TVP już wiosną.