„Wichrowe Wzgórza” w reż Klaudii Hartung-Wójciak z Teatru Polskiego w Bydgoszczy, „The Last Supper/Ostatnia wieczerza” w reż. Joao Turchi z teatru MEXA w San Paulo w Brazylii oraz „The Art of Living: The Act of Killing”, reż. Barbara Kukovec, Katarina Stegnar, Urška Brodar z Mladinsko Theatre / Rizoma Institute oraz City of Women ze Słowenii na XXV Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.
Tegoroczna, dwudziesta piąta edycja Festiwalu Prapremier organizowana przez Teatr Polski im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy odbywa się pod hasłem MIĘDZY INNYMI. Kim są ci „inni” i jak każdy z nas się między nimi odnajduje będziemy dowiadywać się sukcesywnie ze spektakli i performatywnych czytań przez kilkanaście najbliższych dni października. Festiwal Rozpoczęli gospodarze adaptacją powieści Emily Jane Brontë „Wichrowe Wzgórza” w reżyserii Klaudii Hartung-Wójciak. Autorka podszyła dziewiętnastowieczną historię o okrutnej zemście zranionego serca i niespełnionej miłości współczesnymi relacjami występujących w spektaklu aktorów i całymi pokładami własnej wyobraźni. Autorka scenariusza i reżyserka w jednej osobie połączyła doznania i losy dziewiętnastowiecznych bohaterów z życiem współczesnych ludzi, by na tym materiale pokazać możliwie najgłębszą prawdę o ponadczasowych uczuciach, to psychologiczny majstersztyk.
Podążając za autorką powieści, obnaża też ciemną stronę prawdy o miłości, która w zależności od warunków może przerodzić się w nienawiść. Ale wyraża też własne poglądy. W przeciwieństwie do niektórych polityków dopuszczając balansowanie pomiędzy dwiema zakładanymi przez naturę płciami. Dlatego na scenie niejeden układ międzyludzki nie jest do końca oczywisty. Powieściowy kochanek Katy, Heathcliff w tej inscenizacji jest kobietą. Erotyczne sceny między nimi, a także męskimi bohaterami, mają otworzyć umysły widzów na inność. Stąd też ciekawie ustylizowane pod tym kątem przez Hankę Podrazę kostiumy mężczyzn, uniwersalnie ustylizowane suknie.
Hasło „między innymi” dotyczy też relacji pomiędzy światem żywych i umarłych, z którymi ci pierwsi mentalnie nie potrafią się rozstać. Ci, którzy odeszli nadal żyją w pamięci tych, którzy pozostali, i nie tylko w pamięci, ale i w genach, a niektórzy nawet w przeszczepionych narządach.
Sobotni spektakl „The Last Supper/Ostatnia wieczerza” w reżyserii Joao Turchi teatru MEXA z San Paulo w Brazylii ze względu na trudne chwilowo warunki ciągle jeszcze remontowanej dużej sceny Teatru Polskiego zagrany na deskach Teatru Kameralnego przy ul. Grodzkiej oscylował pomiędzy performensem a improwizacją. Bardzo duży był tu udział publiczności zaproszonej w drugiej części do wspólnej z artystami uczty. Kim w tym przedstawieniu byli ci „inni”? Otóż wszyscy byli inni. I ci na scenie, i ci którzy dołączyli do nich z widowni, no bo nie byli przecież z ich środowiska. Nie znali nawet ich języka.
Grupa performerów, artystów i ludzi ras i narodowości, wszystkich przeważnie po tranzycji płciowej, wyłuskanych przez założycieli teatru MEXA spośród tysięcy bezdomnych żyjących na ulicach Sao Paulo, w schroniskach, a nawet tam ze względu na swą odmienność prześladowanych i likwidowanych, od 2015 roku wspólnie tworzy na scenie ciekawą sztukę.
Przedstawienie rozpoczyna się żywym obrazem Ostatniej wieczerzy, nad którym potem pojawiało się wiele jego wersji malowanych w różnych stylach od dzieła Leonarda da Vinci począwszy po najrozmaitsze jego kopie. Na ile nawet najgorsze bohomazy można kojarzyć z świętością i przesłaniem oryginału? A na ile to profanacja? Tak jak obrazą boską według Kościoła jest kaleczenie ciała w jakim przyszło się na świat? Czym ta przemiana różni się od przemiany ciała Chrystusa?
Zaproszenie tłumu przypadkowych widzów do wspólnego posiłku w artystami odpowiada chyba na to pytanie wyraźnie.
To bardzo ciekawe wydarzenie artystyczne. Zwłaszcza że część wykonawców sprawia wrażenie dużej klasy zawodowców. Na bardzo wysokim poziomie jest nie tylko aktorstwo, ale przede wszystkim wokal. Głębokie, donośne głosy artystów zniewalają urodą. Artyści są też bardzo inteligentnymi i błyskotliwymi improwizatorami. Doskonale odnajdują się nie tylko w sytuacjach z grubsza przewidzianych w scenariuszu, jak i takich, którymi goście z widowni ich zaskakują.
Dwukrotnie, bo o godz. 17:00 i 20:00 słoweńska grupa Mladinsko Theatre, Rizoma Institute oraz City of Women ze Słowenii zaprezentowała sztukę „The Art of Living: The Act of Killing” w reżyserii Barbary Kukovec, Katariny Stegner i Urski Brodar. Trzy aktorki wcieliły się w postaci sióstr, które dokonały rewolucji w głowach społeczności kobiet zamieszkujących w ich rodzimej wsi i jej okolicach. Prowodyrka skierowanej przeciw mężczyznom rebelii najpierw opowiada swoim wyjeździe do stolicy, gdzie nie tylko zdobyła wykształcenie, ale też szersze spojrzenie na damsko- męskie relacje. Zrozumiała, że krzywdzenie i poniżanie kobiet rzucające się w oczy szczególnie w społecznościach wiejskich, gdzie molestowanie dziewczynek, bicie żon, jest na porządku dziennym, a nierzadko zdarza się nawet mordowanie, powinno się już skończyć. Bohaterka emancypowanie kobiet rozpoczęła od swoich dwóch sióstr, a potem razem ruszyły ku innym. Wykorzystując nam pokazywane na filmie miejsca, w których gromadziły się większe grupy, prowadziły akcje edukacyjne i uświadamiające, jak wydostać się z tej upokarzającej sytuacji, wreszcie zaczęły podburzać do otwartej wojny. I o dziwo przemienienie pokornych służebnic w bitne wojowniczki poszło im bardzo szybko. Wokół lała się krew a karabiny maszynowe, w które wyposażone były postaci, głośno terkocząc zdawały się pluć ołowiem w kierunku zgromadzonych na widowni mężczyzn.
Sceniczny performens, w jaki odziano przesłanie spektaklu jest oczywiście tylko odbiciem emocji i marzeń. Ale prezentowany w wielu wsiach na świecie ma zmienić społeczne obyczaje. Czy jednak pozwoli kobietom wygrać tę wojnę, zniwelować mentalną, ale mającą swe źródło w fizycznej sile mężczyzn, różnicę między płciami?
Dziś o godz. 19:00 Teatr Wybrzeże z Gdańska zaprezentuje spektakl „Syn, ojciec i matka siedzą przy stole i długo milczą” Ivora Martinića w reżyserii Viktorii Dulak.