07.06.2021, 10:38 Wersja do druku

Fantazja ewolucyjna

"Planeta małp" Jarosława Murawskiego" w  reż. Marcina Libera w  Teatrze Polskim  w podziemiu we Wrocławiu. Pisze Hubert Michalak w portalu Teatrologia.info.

fot. Natalia Kabanow / mat. teatru

Majowa premiera Teatru Polskiego – w podziemiu eksploruje dwa tematy dotąd traktowane raczej rozłącznie. Odwołuje się przede wszystkim do koncepcji, którą zaproponował Pierre Boulle w powieści Planeta małp: rewolucyjnego odwrócenia porządków i zamiany miejsc wśród naczelnych, zastąpienia antropologii prymatologią (ze wszystkimi tego konsekwencjami). Epistolarna powieść ze wstrząsającym, wybitnie skomponowanym finałem, stała się kanwą dla licznych propozycji filmowych. W teatrze chyba jednak się nie pojawiła.

Drugi temat, który stanowi istotny budulec myślowy spektaklu, to podejrzenie (przeczucie?), że człowiek nie jest wcale najdoskonalszym ogniwem w procesie ewolucji. Być może istnieją inne istoty, którym to miano rzeczywiście przysługuje? A jeśli tak – jakie powinny być konsekwencje takiego ponownego uporządkowania szczytu ewolucyjnej piramidy? Ten pomysł jest w spektaklu obecny, podobnie jak w powieści Pod skórą Michela Fabre’a, i pociąga za sobą szereg przewartościowań i koniecznych modyfikacji. Stawia też liczne pytania etyczne – i nie udziela odpowiedzi.

Jarosław Murawski, autor inscenizowanego tekstu, wydaje się doskonale świadomy wagi obu tematów i dba o to, by w tekście splatały się one w jedną opowieść. Reżyser Marcin Liber wiernie podąża za słowami dramatopisarza, zdaje się jednak nie zauważać, że rozlewają się one na modłę eseistyczną, wymykają się teatralności i przechodzą w literackość, same siebie podważają i unieważniają swym przytłaczającym nadmiarem.

Na scenę wkracza pięcioro elegancko ubranych aktorów (kostiumy: Mirek Kaczmarek, wykonanie: Maria Huzarska, Artur Mazur) w małpich maskach na twarzach. Po chwili w spektaklu uruchamiany jest metapoziom komunikacyjny: wyświetlany na ścianie komunikat głosi, że artyści wierzą w konwencję teatralną, więc zdejmą maski, ale publiczność wierzyć powinna, że wciąż widzi małpy (ponadto w maskach jest duszno i mikroporty nie działają właściwie). Do końca spektaklu aktorzy pozostają bez masek (ale ich twarze zdobią brody i bokobrody).

Pięcioro małpich badaczy – bo na scenie widzimy gremium z tytułami akademickimi – zasiada za długim stołem, przy którym sadzają również Lucy – szkielet swej przodkini. Podczas spożywania bananów (nożem i widelcem) zaczynają rozważać poważne kwestie filozoficzno-obyczajowe w kontekście małpim i ludzkim. Szybko okazuje się, że mamy do czynienia z naukowcami zasiedlającymi planetę, na której ewolucja w pewnym momencie zaczęła faworyzować małpy, nie zaś ludzi.

Jedyna ludzka samica na scenie, Koko (Halina Rasiakówna), jest służącą. Jej umiejętności ograniczają się do przyniesienia tacy z bananami i zamigania podstawowych słów i zwrotów.

Trudno się małpom z ludźmi komunikować, a wspólny język to mrzonka. Wciąż jednak gatunek ludzki jest dla małpich akademików fascynujący. Nie samą nauką i filozofią jednak żyje małpa: w momencie skumulowanego napięcia, wzorem dalekich kuzynów bonobo, sceniczne małpy zaczynają kopulować nie dbając o to, z którym partnerem akurat współżyją. Ich rozmowy czasem się kleją, innym razem rozsypują. Dla zabicia czasu małpi badacze rekonstruują proces wytoczony w średniowieczu świni, która pożarła ludzkie małe. Pod wieloma względami wydają się małpy odwzorowywać zachowania i przyzwyczajenia ludzi. Jednej z nich wyrywa się nawet westchnienie „O Małpo Boska”.

Małpia rzeczywistość, przedziwna kolacja, której świadkami jesteśmy, staje się coraz dziwniejsza – do tego stopnia, że nie zaskakuje nas nawet, że najwyższy rangą naukowiec (Tomasz Lulek) w lodówce trzyma porzucone przez rodziców ludzkie młode oraz organy hodowane z myślą o własnym starzejącym się ciele.

Kaskady słów składające się na kolejne sceny kontrapunktowane są układami ruchowymi (choreografia: Hashimotowiksa – Kasia Kulmińska & Paulina Jaksim). Tańce odbywają się w rytmie pochodzących z innego porządku stroboskopowych świateł (światło: Mirek Kaczmarek) i natarczywych, agresywnych uderzeń dźwiękowych (muzyka: Filip Kaniecki). Co zaskakujące, przedstawienie kończy scena wyciszająca i intymna, w której biorą udział Koko i profesor. Po niej, na samym końcu spektaklu, oglądamy długie nagranie apatycznej, smutnej małpy patrzącej w kamerę zza krat (video: Emiko Okime).

Rewelacyjni aktorzy, wiązka istotnych tematów (oprócz wspomnianych – również ekologia, stosunek ludzi do planety i jej pozaludzkich mieszkańców, a także relacja z istotami niższymi ewolucyjnie) i oryginalny pomysł formalny na spektakl nie wystarczyły do stworzenia przedstawienia angażującego. Teatr Polski – w podziemiu na szczęście powoli odchodzi od swej rozpoznawalnej maniery szpikowania przedstawień środowiskowymi dowcipami. Tym razem jednak podjęty eksperyment artystyczny nie sprawdził się. Zawiódł przede wszystkim rozwlekły i przeintelektualizowany utwór Murawskiego oraz reżyser, który podszedł do tekstu z niebywałym pietyzmem. Tymczasem w Planecie małp najcenniejsze momenty to te, w których na scenie dochodzi do aktorskiej wymiany energetycznej – ta zaś najczęściej odbywa się poza (przegadanym) tekstem.

Liber nie miał chyba również pomysłu na utrzymanie temperatury scenicznego wydarzenia. Perwersja sytuacji, którą oglądamy – olbrzymi stół, przy którym się je, współżyje i decyduje o eksperymentach medycznych, ludzka samica w roli służki oraz mieszanka zaskakująco ludzkich monologów i nieludzkich skrzeków – jest z początku obezwładniająca, później jednak stosuje się ją mechanicznie, przez co przedstawienie traci na świeżości.

Rewelacyjny, spójny i najwyraźniej mocno zaprzyjaźniony zespół aktorski to ekipa, w której nie ma miejsca na słabszą rolę. W kameralnych scenach wspaniale prowadzą wątki Agata Kucińska i Agnieszka Kwietniewska. W zespołowych fragmentach pałeczkę przejmują mężczyźni: Tomasz Lulek, Michał Mrozek i Michał Opaliński. Wisienką na torcie jest bezpretensjonalny, komiczny epizod Haliny Rasiakówny. Liber z Murawskim jednak nie zaufali zaangażowanej obsadzie i niepotrzebnie ulegli pokusom zagadywania scenicznego czasu.

Zbyt długiemu i ponad miarę filozofującemu przedstawieniu pomogłyby nożyce dramaturgiczne. Bez nich pozostaje Planeta małp zaskakującym przykładem mądrze wymyślonego i wspaniale zagranego nudnego przedstawienia.

Planeta małp. Autor: Jarosław Murawski; reżyseria: Marcin Liber; scenografia, światło, kostiumy: Mirek Kaczmarek; muzyka Filip Kaniecki; choreografia: Hashimotowiksa (Kasia Kulmińska & Paulina Jaksim). Obsada: Agata Kucińska, Agnieszka Kwietniewska, Tomasz Lulek, Michał Mrozek, Michał Opaliński, ze specjalnym udziałem Haliny Rasiakówny. Teatr Polski – w podziemiu, Wrocław, premiera: 29 maja 2021.

Tytuł oryginalny

Fantazja ewolucyjna

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Hubert Michalak

Data:

07.06.2021