15.04.2021, 14:40 Wersja do druku

Ewa Wawrzoń. Pożegnanie (11.05.1937-14.03.2021)

Ewa Wawrzoń była moją sąsiadką z warszawskiego Powiśla. Wielokrotnie spotykaliśmy się, zwłaszcza w Parku im. Porazińskiej. Zawsze zamienialiśmy kilka słów. O teatrze, o Powiślu, albo o swoich psach. Miałem też przyjemność zostać przez Ewę Wawrzoń zaproszonym do jej mieszkania, kiedy poprosiłem ją o udzielenie mi wywiadów do dwóch gazet. Pisze Rafał Dajbor.

fot. mat. Filmu Polskiego

Urodziła się 11 maja 1937 roku w Krakowie. W 1958 roku debiutowała na deskach Starego Teatru, ale znana była najbardziej z występów w teatrach warszawskich – Ziemi Mazowieckiej, Powszechnym, Narodowym, Studio, Dramatycznym, Nowym i Ochoty. Świetne role grała też w latach 1977-1981 w Teatrze Polskim w Szczecinie, gdy jego dyrektorem był jej mąż – Janusz Bukowski. Warszawska widownia zapamiętała ją szczególnie z roli Izabelli Łęckiej, którą zagrała w opartym na prusowskiej „Lalce” przedstawieniu „Pan Wokulski”, zrealizowanym w Teatrze Powszechnym przez Adama Hanuszkiewicza w 1967 roku. Sama Wawrzoń bardzo wysoko ceniła sobie współpracę z Hanuszkiewiczem, choć w jej teatralnym dossier błyszczało także wiele innych nazwisk wybitnych reżyserów, by wymienić choćby Bohdana Korzeniewskiego, Władysława Krzemińskiego, Lidię Zamkow, Józefa Szajnę czy Jerzego Jarockiego.

Mniej nieco występowała w filmach i serialach. Jej największa rola filmowa to Helena Wiktusowa z filmu „Dwa żebra Adama” (wg scenariusza Józefa Hena i w reżyserii Janusza Morgensterna), której mąż wraca z Włoch z poślubioną tam drugą żoną, a gdy cała trójka postanawia żyć zgodnie pod jednym dachem, korzystając z faktu, iż z jedną z żon inżynier Wiktus ma ślub wyłącznie cywilny, a z drugą – wyłącznie kościelny – sytuacja okazuje się być nie do przełknięcia dla mieszkańców miasteczka, w którym rząd dusz sprawują w pełnej symbiozie i zgodzie ksiądz proboszcz i sekretarz PZPR. Świetne role Wawrzoń grała także w latach 80. i 90. W odcinku „Złocisty” serialu „07 zgłoś się” brawurowo zagrała skupioną wyłącznie na pieniądzach i złocie podwarszawską „badylarkę”. W telenoweli „W labiryncie” wcieliła się w prokurator z czasów stanu wojennego, która musi zderzyć się z faktem, że jej synową stanie się kobieta, którą kiedyś oskarżała. Z kolei w filmie Macieja Ślesickiego „Tato” Ewa Wawrzoń dała prawdziwą „szkołę” grania ról drugoplanowych. Jej sędzia to postać, którą pamiętają niemal wszyscy, którzy mieli okazję widzieć ów film, choć przecież był to epizod, znacznie mniejszy, niż role Doroty Segdy, Teresy Lipowskiej i Bogusława Lindy.

Mieliśmy z panią Ewą jeszcze jeden wspólny temat. W roku szkolnym 1996/97, jako uczeń pierwszej klasy LO im. Batorego w Warszawie brałem udział w kółku teatralnym, które prowadził syn Ewy Wawrzoń i Janusza Bukowskiego – Michał Bukowski. Wystawiliśmy wtedy „W małym dworku” Witkacego. Ja grałem Jęzorego, a Widmo Anastazji Nibek – Aleksandra Szyłło, która – choć jest z wykształcenia aktorką – dziś znana jest przede wszystkim jako dziennikarka Gazety Wyborczej. Pani Ewa chętnie opowiadała mi także o swoim mężu. Pamiętam, jak podczas którejś z rozmów nagle zamilkła i zamyśliła się, po czym powiedziała ze smutkiem: „I widzi pan? Miałam męża młodszego ode mnie o cztery lata, a i tak wdową zostałam”.

Ewa Wawrzoń zmarła 14 kwietnia 2021 roku. Żegnam ją i jako świetną aktorkę, i jako sympatyczną sąsiadkę, z którą zawsze przyjemnie było porozmawiać.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Rafał Dajbor