Logo
Magazyn

Ewa Krasnodębska – Wielka Dama Polskiego Teatru

10.07.2025, 09:18 Wersja do druku

Obchodzimy właśnie niezwykły jubileusz niezwykłej aktorki – Wielkiej Damy Polskiego Teatru – pani Ewy Krasnodębskiej. Czterdzieści lat temu było mi dane pracować z Szanowną Jubilatką. Był rok 1983, w warszawskim Teatrze Małym przygotowywaliśmy premierę „Pokojówek” Jeana Geneta. Pisze Waldemar Matuszewski.

fot. archiwum autora

Sztuka zwykle grana była przez trzy aktorki, ale – pragnąc spełnić życzenie autora – postanowiliśmy zagrać ją dwa razy jednego wieczoru: z parą tytułowych Pokojówek w obsadzie kobiecej (Maria Głowacka i Aleksandra Zawieruszanka) oraz męskiej (Artur Barciś i Aleksander Kalinowski). Panią za każdym razem grała Ewa Krasnodębska. Spektakl grany był ogromną ilość razy a widownia za każdym razem była pełna. 

Pani Ewa Krasnodębska – dzisiejsza [9 lipca – przyp. red. e-teatr.pl] wspaniała Jubilatka, dokonała wówczas podwójnego wyczynu: artystycznego i „mnemotechnicznego”. Otóż jeszcze dziś biję się w piersi za to, że zbyt późno zorientowałem się, że ta sama sztuka, i tak dość „rozgadana”, nie może być za drugim razem tego samego wieczoru powtórzona literalnie – dialogi wymagają skrótów (bo ich treść widz już przecież zna), powinna być już grana tylko „po palach”, czyli właśnie ze znacznymi skrótami. Gdy na bardzo zaawansowanym etapie, żeby nie powiedzieć tuż przed premierą, kiedy pani Ewa miała opanowany tekst w wersji pełnej – na potrzeby obydwu „przebiegów” Genetowskiego scenariusza, przyszedłem z opracowaną już wersją skrótów w drugiej części spektaklu, czyli tej z męską obsadą, pani Ewa wpadła w lekki popłoch, ale nic nie pokazała po sobie, naniosła na swój egzemplarz zarządzone przez reżysera skróty – a przecież do premiery było już naprawdę blisko…

Pani Ewa Krasnodębska zawsze miła i „z klasą” i tym razem nie wypadła z eleganckiej formy, chociaż – prawdę mówiąc – miałaby do tego pełne prawo… Przy pani Ewie był jej wspaniały mąż i sądzę, że niejeden przedpremierowy wieczór „przegadywali” razem tę skróconą wersję sztuki, bo pani Ewa nigdy się w niej nie pogubiła. To była wielka rola Jubilatki. Namiastką tej brawurowo zagranej postaci niech będą fragmenty kilku z niezliczonej ilości recenzji.

Oto Wojciech Natanson: Jest jeszcze w tym spektaklu dalsze zjawisko godne uwagi. To rola Pani, w obu aktach grana przez tę samą artystkę. Ewę Krasnodębską. W tekście Geneta to postać „wtórna”, konfrontacja wyobraźni i przeżyć pokojówek z ich rzeczywistością. W spektaklu Matuszewskiego i w realizacji Krasnodębskiej już samo pojawienie się Pani wywiera wrażenie. Wchodzi na scenę w takt walca szczęśliwa i zalotna, rozbawiona, choć powinna być zgnębiona aresztowaniem kochanka. Gra więc podwójnie. Jej słowa, na wpół szczere, przeczą zachowaniu, uśmiechom, ruchom, powabom. To również przenosi spektakl w sfery metaforyczne. (W. Natanson, Obowiązek lojalności ciąży duszom podłym…, [w:] „Życie Literackie”, 15 stycznia 1984, nr 3)

Magdalena Pawlicka: W tej „grze o grze”, sztuce póz, udawania i naśladowania aktorstwo ma olbrzymie znaczenie – właściwie tylko ono się liczy. W Małym z prawdziwą radością witamy na scenie dawno nie oglądaną Ewę Krasnodębską w roli Pani. Krasnodębska jest damą w każdym calu, dama, której pańskość  i dystynkcja zdolne są porazić najmniej wrażliwą duszę. Rozkapryszona i rozkojarzona, zepsuta i po dziecięcemu bezradna znudzona i znajdująca rozkosz w cierpieniu. Dokonuje Krasnodębska rzeczy arcytrudnej. Oto pokazuje, jak wielkodusznością i słodyczą, opiekuńczością i zatroskaniem można ranić najboleśniej i upokarzać aż do sponiewierania samego jądra ludzkiej osobowości. Jest tak diabelnie prawdziwa, iż marzymy o chwili, gdy wypije zatrute ziółka. (…) Ale zabawa dopiero się zacznie. Po przerwie. Od nowa. W rolach Pokojówek  występują mężczyźni. W małym owi męscy odtwórcy raz po raz zmieniają płeć. Graja mężczyzn, grają kobiety, grają mężczyzn udających kobiety. (…) Panią gra, tak jak w pierwszej części, Ewa Krasnodębska. Nie, nie tak, zupełnie inaczej! Tym razem swoją autentyczną bezradnością i dobrotliwością budzi sympatię, a nawet wzrusza. Nieśmiała, zagubiona i w dodatku – zakochana w Solange. Jest w tej wersji ofiarą, sterroryzowaną przez Pokojówki, usiłująca się im przypodobać. Ciekawy to sprawdzian umiejętności aktorskich – zbudować dwie różne postacie, operując niemal identycznym tekstem. (M. Pawlicka, „Pokojówki” – wariacje, [w:] „Stolica”, 29 stycznia 1984, nr 5)

Jerzy Zagórski: Ciekawe, skomplikowane zadanie przypada Krasnodębskiej, która w pierwszej części cyzeluje postać damy, a w drugiej zaś musi ostrożnie skarykaturować tę sama postać. (Jerzy Zagórski, Trafny chwyt reżyserski, [w:] „Kurier Polski”,19 stycznia 1984 r., nr 14)

Michał Misiorny: Ewa Krasnodębska, która jest Panią w obu wersjach, pokazując aktorstwo dojrzałe, celne w wyczuciu stylu i formy. (M. Misiorny, Szczebiot pokojówek, [w:] „Trybuna Ludu”, 27 grudnia1983 r.)

I nawet pan redaktor Paweł Chynowski, który „zjechał” niemożebnie ten cieszący się wielkim zainteresowaniem publiczności spektakl, zdjął kapelusz przed Wielką Damą Polskiego Teatru – doceniając także wielki wysiłek „mnemotechniczny” aktorki: Oglądając to kuriozalne przedstawienie można by dojść do wniosku, że wystawione ono zostało jedynie po to, by dać pole do popisu wytrawnemu warsztatowi aktorskiemu Ewy Krasnodębskiej, która otrzymała rolę pani w obu wersjach tekstu Geneta. Zadanie było piekielnie trudne, nie tylko zresztą dlatego, że przyszło tu aktorce grać młoda, bogatą i romansową kobietę. Również i z tego powodu, że w wyniku dokonanych skrótów w tekście, kwestie deklamowane przez Panią w drugiej części spektaklu różnią się znacznie od wygłaszanych w części pierwszej. Były to zatem dwie różne role – tym trudniejsze, że tak zbliżone w swej warstwie tekstowej. W istocie Krasnodębska daje tu popis aktorstwa, subtelnie różnicując swe Panie: egzaltowaną damę w pierwszej części i szaloną kokotę – w drugiej. Czyś jednak dla stworzenia popisu dla jednej aktorki trzeba było aż dokonywać gwałtu na Genecie? (P. Chynowski, Gwałt na Genecie, „Życie Warszawy”, 28 grudnia 1983 r., nr 307) 

Minęło tak wiele lat od premiery tamtych „Pokojówek”, ale wciąż mam w oczach tę brawurową rolę pani Ewy Krasnodębskiej, jej dodatkowy wysiłek, który zafundowałem aktorce na pięć minut przed premierą, jej bohaterskie zmaganie i jej podwójne zwycięstwo. Na zawsze pozostaliśmy przyjaciółmi. Wiele się wtedy od pani Ewy nauczyłem – zawodowo i tak po ludzku. Dziękuję za to najserdeczniej za to wszystko, a dziś przyłączam się do jubileuszowych wiwatów!

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także