04.05.2021, 10:18 Wersja do druku

Dusze, które zdążają do wolności?

„Szepty i cienie”  w chor. Jacka Przybyłowicza w Operze Nova w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.

Spektakl „Szepty i cienie” oparty na muzyce Jana Sebastiana Bacha, Pawła Szymańskiego i Pawła Mykietyna ukazuje bardzo świeże powiązania oraz inspiracje barokowego kompozytora, z dwoma  wybitnymi i polskimi  twórcami współczesnymi, którzy w formie swoich dziełach nawiązują wyraźnie do  muzyki  baroku.

fot. Andrzej Makowski/ mat. teatru

Zwłaszcza utwór na fortepian Pawła Szymańskiego, który rozpoczyna część drugą bardzo harmonijnie i naturalnie pomaga przejść z epoki Bacha do XXI wieku.

Powiązania klasyki ze współczesnością odnajdujemy też w  niezwykle  interesującej choreografii  Jacka Przybyłowicza, zafascynowanego twórczością tzw. Zachodu, zwłaszcza światowej sławy  izraelskim zespołem Kibbutz Contemporary Dance Compary, z którym przez kilka lat współpracował i podróżował po najbardziej prestiżowych festiwalach  całego globu.

Chociaż zgodnie z trendami pandemicznej rzeczywistości oglądana nie na scenie a tylko na ekranie laptopa,  inscenizacja nader to urzekająca. Nie ma tu nazbyt wybujałej fabularnej akcji, a mocniej rysuje się  linia dramaturgiczna emocji. Ale tych przecież dostarcza nam otaczająca rzeczywistość. I przedstawienie mimo wszystko, jest polemiką ze współczesnością.

Część I spektaklu, „Barocco” rozpoczyna solo na wiolonczeli w wykonaniu Mikołaja Wojciechowskiego. Wypływające  spod smyczka dźwięki idealnie synchronizujące się z mimiką artysty, który gra niemalże całym sobą, przekazują emocje zapowiadając atmosferę całego spektaklu. Wiolonczela zresztą, jako instrument ciekawie wydobywający emocje w głębi duszy, pojawia się w tym spektaklu jeszcze parokrotnie a potem całość zamyka klamrą.

fot. Andrzej Makowski/ mat. teatru

Po tym fascynującym wiolonczelowym entrée na scenie pojawia się duet Abigail Cockrell i Rafał Tandek. Tańczą, jakby natchnieni duchem tej wiolonczeli. Po chwili  zaczyna już jakby wiać chłodem. W tę aurę wkraczają Arisa Suzuki i Wojciech Siedlecki, ale obie te pary się wkrótce rozpadają i mężczyźni tańczą osobno. Bardzo oryginalnie i nowocześnie pod względem choreograficznym prezentuje się chwilę potem żeński duet Christina Rebecca Gibbs i Aleksandra Wiśniewska. Ten taniec to jakby zwiastun tematu całości. Plastycznie podkreślany czerwoną  różą, jednym z nielicznych rekwizytów, jakimi posługują się tu tancerze. Ciekawie operuje światłem, znacząco spowijając potem w najbardziej intymnym momencie tę scenę w mrok Maciej Igielski.

Zresztą nie tylko tę. Jego zadanie w tym przedstawieniu, jak już sam tytuł sugeruje, jest nie do przecenienia, bo obok muzyki i tańca światło odgrywa w całości ogromną rolę.

Bardzo zgraną ruchowo parę stanowią w tej części Aleksandra Wiśniewska i Mariusz Kowalczyk. Interesująco pomyślane choreograficznie są też sceny zbiorowe przy przechodzeniu z jednej części do drugiej.

„Szepty i cienie” rozpoczynają dziewczyny z plakatu Amelia Małysz i Arisa Suzuki.  Na oczach publiczności zmieniają kostiumy z czerwonych na czarne, upodabniając się do pozostałych, przebranych już w przerwie postaci.  Wskazują w ten sposób na ścisłą łączność pomiędzy częściami całości inscenizacji. One też wnoszą do spektaklu, zapowiedzianą już wcześniej przez Christinę Rebeccę Gibbs i Aleksandrę Wiśniewską aurę tak negowanej ostatnio niebinarności. Ich wspólne sceny emanują emocjami wyrażanymi za pomocą delikatnych i oryginalnych środków. W układach choreograficznych przedstawienia miłość wyrażana jest subtelnie, ale niezależnie od obowiązujących stereotypów.

fot. Andrzej Makowski/ mat. teatru

Czerwone chorągiewki i czarne kostiumy części II, kojarzą się z totalitarnym reżimem i uniformizacją społeczeństwa. Trio - Matthias Kastl, Martin Hammer i Patrick Ryan kanciastymi ruchami i kamiennymi wyrazami twarzy przypominają niewolników wprzęgniętych w poddańczy system społeczny.

Abigail Cockrell w duecie z Takumi Mitsuhashi obrazuje nakazywaną wręcz  przez niektóre ideologie i systemy przewagę mężczyzny nad kobietą. Zauważalne jest to też w scenach zbiorowych duetów mieszanych i w trio, Krzysztof Górski, Wiktor Dieriewianko i Marta Berezowska. Przezroczysta, a nie biała, bo można  wypełnić ją każdym kolorem,   flaga w rękach kobiety w scenie kończącej część II, to wypowiedzenie wojny poddaństwu męskiej dominacji.

Część ostatnia, „3 dla 13” naznaczona jest fioletem, który  w ostatnim stuleciu stał się symbolem ludzi młodych, buntu, dążenia do wolności. Ale i jednym  z bardzo rzucających się w oczy kolorów flagi osób niebinarnych.  Abigail Crockell rozpoczyna układ od strzału do swego partnera. Paweł Nowicki pada, ale po chwili się podnosi. Na scenie trwa walka, padają strzały, ludzie giną. Ale rewolucja upada. Wszyscy spoczywają na dnie jeziora czy morza. Główne bohaterki jakby wplątane w wodorosty, usiłują wydostać się ku światłu płynącemu z kryształowego żyrandola. Ta scena to choreograficzna perełka. Wygląda, jakby naprawdę unosiły się w wodzie. A może to już tylko ich dusze, które zdążają do wolności?

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak