Logo
Recenzje

Dusza i atak cyfrowego świata

5.10.2026, 10:59 Wersja do druku

„Grief//bot” Agniesz­ki Wol­ny-Ham­ka­ło w reż. Ka­ta­rzy­ny Ba­ra­niec­kiej z Teatru Kombinat z Wrocławia na XV Festiwalu Retroperspektywy w Łodzi. Pisze Grzegorz Kondrasiuk w „Do Rzeczy”.

fot. mat. organizatora

Jeśli jeszcze w ogóle jestem w stanie uwierzyć w „potencjał krytyczny” teatru (co jest dziś kompletnie wyświechtanym sloganem), to chyba tylko w przypadku teatru takiego, który mierzy się z niepokojącą potęgą sztucznej inteligencji.

Mało kto zresztą zdaje sobie sprawę, że nie tylko technologia, lecz także teatr i towarzysząca mu refleksja mają tu coś na sumieniu, modele komunikacyjne opisywane przez Ervinga Goffmana (tego od „teatru życia codziennego"] i jego następców inspirowały projektantów „ej-aja".

Spektakle o sztucznej inteligencji, i z jej udziałem, powstają coraz częściej, a wśród nich zdecydowanie wyróżnia się niepokojący „Grief//bot” Teatru Kombinat. Ta niezależna produkcja z wrocławskiej sceny offowej konfrontuje się z samym centrum problemu. Zespołowa praca Katarzyny Baranieckiej (reżyseria), Agnieszki Wolny-Hamkało (tekst), Davida Sypniewskiego (projekt i trening bota), Pawła Palcata (kreacja aktorska, a i pewnie wszystkie zadania po trochu) brutalnie łamie wrażliwość, stawia pytania graniczne. Wszyscy zapewne dziś je sobie stawiamy, przynajmniej jeśli chodzi o ambaras poznawczy z udającymi człowieka procesorami wyposażonymi w umiejętności komunikacyjne. Nie używałbym może tu liczby mnogiej, gdyby nie to, że po pokazie spektaklu na łódzkim festiwalu Retroperspektywy na rozmowie z twórcami została cała publiczność. To się normalnie nie zdarza.

Wszystko zaczęło się zapewne od gestu Davida Sypniewskiego (pracownik naukowy SWPS, „projektant operujący na skraju technologii, odpowiedzialności społecznej i sztuki", jak czytam, na jego profilu uczelnianym). Zdecydował się on na wykorzystanie w procesie przygotowawczym twórczości swojej, zmarłej ponad 20 lat temu, mamy Nataszy Czarmińskiej, poetki, piosenkarki. Dane, w tym wspomnienia z dzieciństwa, po „odpodobnieniu" i zmieszaniu ze wspomnieniami występującego tu aktora wgrał do bazy danych, czyli zasobów treningowych zaprojektowanego przez siebie bota, który „występuje" w spektaklu (głównie jako głos). W zawiązaniu fabuły oglądany na scenie fikcyjny bohater, grany przez Pawła Palcata, konfrontuje się ze śmiercią matki. Ale twórcy spacerują tu po niebezpiecznej grani, podejmują grę z realnością, włączając elementy jawnie autobiograficzne, bo także i Palcat, i to niedawno, przeżył śmierć matki. Tak czy inaczej, częścią przepracowania żałoby (jak to się dziś mówi w modnym, terapeutycznym żargonie) występującego tu prawdziwego-fikcyjnego bohatera są planowane i nieplanowane interakcje z tytułowym botem żałobnym.

fot. Magdalena Cydzik

Już sam w sobie ten gest wykorzystania autentycznego, w tym także i intymnego, prywatnego materiału, stawia pytania natury etycznej. Do tego został obudowany w wyrafinowaną, dojrzałą formę artystyczną. Spektakl zestraja mocną, fizyczną grę Palcata, projekcje wideo, audiosferę czerpiącą z piosenek Czarmińskiej, użycie realistycznej lalki. Powstała emocjonalnie wyczerpująca, przejmująca wypowiedź o granicach korzystania z technologii, a nieco dopowiadając (i nie zdradzając szczegółów) - także o porażce tego roszczenia, tego marzenia. Najmocniej skojarzyła mi się ona z przesłaniem Lemowskiej „Solaris".

„Grief// bot" to wypowiedź w jakiś dziwny sposób uczciwa, przy wszystkich kontrowersjach. Pozostawiła mnie na długo z pytaniami, z niepokojem o przyszłość w kształcie projektowanym gdzieś tam, w laboratoriach. Z mnóstwem pytań. O integralność i nienaruszalność ludzkiej tożsamości, bo wgrywanie modelom językowym danych zmarłych osób w widoczny sposób ją kwestionuje. O prawo do użycia danych pozostałych po zmarłej osobie. O konsekwencje dla psychiki żyjących, co się odbywa już na naszych oczach, ponieważ coraz więcej samotnych w pełnej zdziczenia, społecznej dżungli „zaprzyjaźnia" się z modelami językowymi. I może najważniejsze, towarzyszące ludzkości od dawna: czym może się. skończyć powielenie gestu Stwórcy.

Chyba najmocniejszą częścią spektaklu jest ta, kiedy do rozmowy z grief//botem zostaje zaproszona publiczność. Zadawane pytania obnażały nasze iluzje, pragnienia, lęki, bezradności wszystkich, którzy zdecydowali się wejść z nim w dialog. Zmieniał się on w swoisty pojedynek, którego stawką było, być może, ratowanie integralności ludzkiej tożsamości. Dusza człowieka postindustrialnego, poszerzonego przez narzędzie cyfrowe jest dziś poobijana, podkradziona, sprzedana, porzucona. A teatr - znowu, a więc jest to jeszcze możliwe! - przydał się do dziwacznego testu, sprawdzenia na żywo, czy dusza ta jeszcze w ogóle istnieje i czy da się ją zamienić na ciąg zer i jedynek. 

Tytuł oryginalny

Dusza i atak cyfrowego świata

Źródło:

„Do Rzeczy” nr 41

Sprawdź także