24.02.2021, 11:22 Wersja do druku

Drugie życie dramatopery

Wystawiona w 2012 roku na deskach Teatru Narodowego Oresteja w reżyserii Mai Kleczewskiej zebrała cięgi za sprowadzenie trylogii Ajschylosa do nowoczesnego dramatu psychologicznego, w którym historia rodu Atrydów jest zaledwie pretekstem do stworzenia spektaklu nomen omen parodystycznego. Jak opowieść o burżujskiej rodzinie - unurzanej w blichtr salonu, orgietki i kiczowaty splendor - nie miała wiele wspólnego z antycznym pierwowzorem, tak muzykę Agaty Zubel niewiele łączyło z Ajschylosem w interpretacji Kleczewskiej.

Nie sposób mi subiektywnie odnieść się do teatralnych wykonań dramatopery, mogę co najwyżej przywołać obraz wyłaniający się z tekstów krytycznych. Po ich lekturze wnoszę jednak, że estradowa wersja Orestei pod batutą Szymona Bywalca jest w zasadzie innym utworem, oczywiście nie w sensie muzycznego materiału, ale jego ekspozycji.

Pierwotnie będąca raczej udźwiękowionym spektaklem teatralnym, w wykonaniu Chóru Polskiego Radia jest kompozycją, w której dźwięk przejmuje prowadzenie akcji dramaturgicznej. Blichtr z adaptacji Kleczewskiej przywołują jedynie błyszczące cekiny w strojach Michała Sławeckiego (w roli Apolla) i Tomasza Piluchowskiego (jako Ateny), zaś po postmodernistycznej manierze przetworzeń i wplataniu cytatów z różnych epok i stylów ślad nie pozostał. Tekstem estradowej dramatopery - choć ciężar gatunkowy tego określenia nadal nie pasuje do oszczędnej formy utworu - są wyłącznie fragmenty Orestei (w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego, z elementami klasycznego przekładu Stefana Srebrnego).

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Drugie życie dramatopery

Źródło:

Ruch Muzyczny nr 4