„Good waves only” Agi Błaszczak i Pawła Bernadowski w reż. autorów z Polskiego Ośrodka Międzynarodowego Stowarzyszenia Teatrów dla Dzieci i Młodzieży – ASSITEJ oraz „[Nazwa_użytkownika]” Krzysztof Bętkowski w reż. autora z Fundacji W To Mi Graj w ramach programu OFF Polska. Pisze Zuzanna Kluszczyńska.
Teatr dla młodzieży, a bardziej niewystarczająca ilość jego jakościowych propozycji w repertuarach polskich teatrów, od wielu lat jest przedmiotem dyskusji osób zajmujących się tworzeniem i badaniem tego gatunku. Od ostatnich kilku sezonów powstaje coraz więcej przedstawień, które poszukują formy, tematyki i modelu procesu adekwatnego dla młodzieżowej publiczności.
Good waves only w reżyserii Agi Błaszczak i Pawła Bernadowskiego z Polskiego Ośrodka Międzynarodowego Stowarzyszenia Teatrów Dla Dzieci i Młodzieży – ASSITEJ oraz [Nazwa_użytkownika] w reżyserii Krzysztofa Bętkowskiego z Fundacji W To Mi Graj wybierają, jak się może zdawać, najbardziej tradycyjną ścieżkę. Mimo to, dzięki szczeremu zajęciu pozycji, z której mówią, wyprzedzają być może wiele z bardziej innowacyjnych rozwiązań.
Najdziwniejszy wieloryb świata
Laptop, ekran rzutnika, akwarium, miska z wodą i mnóstwo kabli. Zostajemy zaproszeni do studia badawczego, którego właścicielem jest, jak sam się przedstawia, aktor Paweł Bernadowski. Tego wieczoru zamierza opowiedzieć nam o swojej pasji, jaką jest bardzo znany wieloryb nieznanego gatunku, o przydomku Pięćdziesiąt Dwa.
To wyjątkowe zwierzę wyróżnia się częstotliwością śpiewu, którym operuje na wysokości pięćdziesięciu dwóch herców (stąd też wziął się jego przydomek). Dużo wyższej, niż inne płetwale, przez co żaden inny wieloryb nie odpowiada na jego zawołania. Naukowcom także do dzisiaj nie udało się go odnaleźć. Jedynym śladem po jego obecności są rejestracje niespotykanych dźwięków, które wydaje gdzieś w głębinach oceanu. Badacze pracujący nad odnalezieniem morskiego stworzenia dostawali wiele listów od osób, które utożsamiały się z jego niemożnością porozumienia się z otaczającym światem1. Historia najsamotniejszego wieloryba na świecie, jak nazywany jest Pięćdziesiąt Dwa, zainspirowała już wiele dzieł kultury, w tym filmy, książki i utwory muzyczne. Nie mówiąc już o internecie, który pełen jest artykułów i postów na ten temat.
Bernadowski tłumaczy, że od kiedy po raz pierwszy usłyszał tę historię, nie chce go ona opuścić. Ma poczucie, że to właśnie on jest w stanie nawiązać kontakt z wielorybem. Teraz więc proponuje nam przedstawienie swoich dotychczasowych badań, mających umożliwić mu kontakt z Pięćdziesiąt Dwa. Struktura spektaklu Błaszczak i Bernadowskiego w całości opiera się na tej rzekomej pasji głównego bohatera. Aktor wyświetla ekran swojego laptopa i prowadzi nas przez foldery pełne wykresów, grafik, filmów oraz dźwięków składających się na archiwum dostępnej wiedzy o wielorybie. Razem przeglądamy mapy wód, gdzie najpewniej przebywał Pięćdziesiąt Dwa, porównujemy na wykresach wysokość wydawanych przez niego dźwięków z odgłosami innymi płetwali, przekonujemy się, jak brzmi ta częstotliwość dla ludzkiego ucha (tutaj zabrakło ostrzeżenia o bardzo głośnych dźwiękach). Bernadowski stwierdza nawet, że potrzebuje opinii eksperta i pokazuje nam wymianę mailingową ze znanym profesorem. Prawdziwe naukowe odkrycia mieszają się z tymi absurdalnymi, jak sprawdzanie, czy dzięki krótkofalówce w foliowym woreczku możemy dogadać się z podwodnym stworzeniem lub tłumaczenie tubalnych wielorybich dźwięków na ludzką mowę.
A wszystko w atmosferze „zrób to sam”. Bernadowski nie korzysta z gotowego nagrania lub prezentacji, a na naszych oczach szuka konkretnych plików i zakładek w wyszukiwarce, czy pisze na czacie live do osób oglądających z nami ryby w oceanie po drugiej stronie kuli ziemskiej. Czasem coś się zgubi, zawiesi albo nie otworzy tak, jak powinno. Niezręczność wywołuje nie tylko śmiech na widowni. Taki zabieg nadaje autentyczności przedsięwzięciu, poczucia udziału we wspólnej misji oraz przywiązuje do bohatera, a jego entuzjazm zaraża nawet tych, którym do morskich klimatów daleko. Niezależnie od tego, czy pasja Bernadowskiego jest prawdziwa, samo przedstawienie kogoś, kto tak bardzo wchodzi w pewien temat, jest ważnym elementem w teatralnej propozycji dla młodzieży. W przyspieszającym świecie także dorosłym coraz trudniej znaleźć przestrzeń na hobby. Pokazanie, ile radości daje zainteresowanie się czymś niezwiązanym z pracą zarobkową czy szkolnymi obowiązkami pomaga pamiętać o tym istotnym aspekcie codzienności.
Dramaturgia i język spektaklu nie przypominają ani monodramu, ani stand-upu, a raczej wystąpienie na gali Ted Talka, będące spotkaniem z ciekawym, może trochę ekscentrycznym, człowiekiem. Najlepiej, jeśli skończyłoby się morałem lub piękną myślą, stanowiącą inspiracją dla naszych własnych życiowych poszukiwań. Moment ten jednak nie następuje, bo sprawa dotarcia do wieloryba okazuje się dużo bardziej skomplikowana.
Chociaż Bernadowskiemu udaje się wynaleźć translator mowy ludzkiej na wielorybią, jego podróż nad kalifornijski brzeg Oceanu Spokojnego kończy się niepowodzeniem. Na ekranie widzimy film, na którym aktor w żółtym żeglarskim płaszczu stoi po pas w wodzie (niebywale przypominającej Bałtyk) i czyta przez translator powierzone mu listy. W następnych kadrach bohater wypływa w małej łódeczce pełnej sprzętu w morze i tak próbuje złapać kontakt ze zwierzęciem. Absurdalne i pełne sytuacyjnego humoru sceny kończą się, a bohater wraca pokonany.
Misja ratunkowa
Twórcy Good waves only mierzą się nie tylko z naukowym fenomenem, ale i kulturowym mitem, co także staje się materiałem badawczym dla Bernadowskiego. Aktor opowiada o internetowych społecznościach, zafascynowanych Pięćdziesiąt Dwa, ale i pokazuje nam wiadomości, jakie przez lata otrzymywał od znajomych, żeby w ich imieniu dostarczył je wielorybowi. Wyciąga kilka z nich z foliowej koszulki na dokumenty i prosi chętne osoby na widowni o głośne przeczytanie. Słuchamy słów współczucia i pocieszenia dla Pięćdziesiąt Dwa, ale także zapewnień zrozumienia i utożsamienia. Pojawiają się też prośby o rady i pomoc. Może podwodny olbrzym, specjalista w temacie, wie, jak poradzić sobie z towarzyszącym samotności smutkiem? Każdy list czy wiadomość jest podpisana i opatrzona wiekiem autora. Zarówno młodzież, jak i osoby w wieku przedemerytalnym, czują czasem, że nie mają do kogo się odezwać. To samo pokazuje kolejna scena, w której Bernadowski ustawia krzesła w półkole, po czym kładzie na każdym radio. Sprzęty odtwarzają nagrania osób opowiadających o swoim doświadczeniu samotności. I znowu, wiek i etap życia są rozmaite. Mamy osoby uczące się, studiujące czy robiące już zawrotną karierę. W swoich wypowiedzi dochodzą do podobnych wniosków, uzupełniają się, ale także sobie przeczą.
Bernadowski zaczyna przekręcać radia do siebie, stykać ich anteny, tak, jakby to one same były przyznającymi się do samotności ludźmi, którym należy pokazać, że inni są na wyciągnięcie ręki. Bohater od samotności próbuje ratować, mimo że także ją powoduje. Do Bernadowskiego dzwoni dziadek. Aktor odbiera i próbuje wytłumaczyć, że jego brak wizyty wynika z zawalenia pracą. Mężczyzna, zawiedziony, odpowiada wnukowi, że żałuje, że sam nie jest wielorybem. Misja ratunkowa bohatera dotyczyła nie tylko ludzkich i zwierzęcych losów, ale także samego siebie. Bernadowski stawia kamerę nad miską z wodą, do której wrzuca małe plastikowe ludziki. Figurki unoszą się na powierzchni, ale nie są w stanie się spotkać. Każda pływa samotnie i nawet jeśli wpada na inną, to tylko po to, by się znowu oddalić. Jedna z nich ubrana jest w żółty płaszcz bohatera. W akwarium obserwowanym okiem kamery pływa coś w kształcie wieloryba. Poruszające się światło latarki nie pozwala nam dojrzeć szczegółów. Aktor wrzuca do wody nadesłane mu listy. Wywołana patykiem burza je rozpuszcza, a w miejsce Pięćdziesiąt Dwa pojawia się znowu figurka w żółtym płaszczu, pozostawiona samotnie na dnie oceanu.
Nieoczywistości samotności
Autorzy Good waves only opowiadają o problemie samotności, ale nie sugerują, że wiedzą, jak go rozwiązać. Wykorzystując historię najsamotniejszego wieloryba na świecie pokazują złożoność tego doświadczenia. Samotność jest czymś codziennym, występującym w różnych barwach i okolicznościach. Kogoś nią ogarniętego trudno z niej wydobyć tak samo, jak odnaleźć tajemniczego wieloryba. Co więcej, samotność potrafi być zaraźliwa.
Przedstawienie nie podchodzi do kwestii naukowo. Brak w nim badań czy analizy konkretnych czynników społecznych, które wpływają na to zjawisko. Good waves only to kolaż ludzkich przeżyć związanych z samotnością, także takich, w których jest ona wyborem. Po prostu pozwala posłuchać i popatrzeć, a przede wszystkim poczuć, że ktoś ma tak samo, jak ja. Nie musimy być samotni w przeżywaniu samotności.
W ostatniej scenie Bernadowski siada na krześle obok radia, z którego leci jego własny, nagrany wcześniej w trakcie akcji spektaklu, głos. Rozmawiając sam ze sobą, rozmawia ze swoją własną samotnością, pozwala jej po prostu być. Zatrzymanie i doświadczenie własnych emocji to czasem najlepsze, co możemy sami sobie dać.
Dinozaury internetu
[Nazwa użytkownika] Fundacji w To mi Graj jeździ po różnych mniejszych ośrodkach województwa śląskiego (mnie przypadł pokaz w Ornontowicach). Wraz z kolejnymi przebiegami zmienia się więc nie tylko publiczność przedstawienia, ale również przestrzeń, w której jest ono grane. Kolejne sale ośrodków kulturalnych stają się przestrzenią dla internetowego Talk Show. Zaproszeni influencerzy i influencerki opowiadają o swoich świetlanych karierach. Co, jeśli jednak na jaw wyjdą ich mniej zaszczytne czyny?
Wśród migotu neonowych napisów, święcących obrazków i kolorowych świateł, na scenę wychodzi prowadząca, grana przez Agnieszkę Batóg. Aktorka ubrana w tiule mówi z charakterystyczną manierą kogoś, kto cały czas próbuje nam coś sprzedać. Jej reakcje i gesty są przesadzone i idealnie wpasowują się w estetykę z instagramowych reklam. Prowadząca zaprasza po kolei swoich gości, reprezentujących różne zakątki internetu. Alina Bachara gra krytyczkę teatralną, słynącą z ostrych jak brzytwa, niszczących cudze kariery recenzji. Tomasz Krasicki to śledczy internetowy, informujący obserwujących nie tylko o gwiazdorskich dramach, ale i tajemniczych przekrętach znanej firmy. Marcin Drzazga wciela się w postać influencerskiego gracza-prowokatora, którego główna twórczość polega na wywoływaniu tzw. „gównoburz”, oskarżaniu innych o to samo lub przepraszaniu za udział w kolejnych. To on mówi najbardziej dziaderskie żarty, zaczepia swoje koleżanki po fachu i zasypuje je niezręcznymi tekstami. Goście programu sami nazywają siebie „dinozaurami internetu”, tymi, którzy wybili się jako pierwsi i stworzyli funkcjonujący do dzisiaj system.
W pierwszej części spektaklu zaproszeni goście, stojąc przy świecących od kolorowych ekranów pulpitach, opowiadają o swojej pracy: najważniejszych momentach kariery i planach na przyszłość. Pytania prowadzącej, z początku życzliwe i zachęcające do chwalenia się sukcesami, z czasem coraz bardziej domagają się odpowiedzi na temat kontrowersyjnych skutków influencerskich działań. Goście, rozpaczliwie próbujący bronić się przed atakiem, zaczynają także sobie nawzajem podstawiać nogi, wypominając wypowiedzi, które w przeszłości doprowadziły do fal hejtu lub innych poważnych życiowych konsekwencji. Internetowa krytyczka złamała kilka reżyserskich i teatralnych karier, ale broni się prawem do szczerej recenzji i chęcią zadbania o poziom teatralnych propozycji. Internetowy śledczy doprowadził do zamknięcia fabryki łamiącej prawa pracownicze, ale tym samym z dnia na dzień pozbawił stanowisk setki zatrudnionych w niej osób. Twórcy pozwalają wybrzmieć tym dylematom, ale nie faworyzują żadnej z racji. Influencerzy i influencerki kłócą się coraz bardziej, ale ich dalsze konfrontacje przerywa blok reklamowy.
Strefa marzeń
Przed przerwą prowadząca zapowiada prezentacje filmu przygotowanego dla gości, który ma przedstawiać ich alter ego, wykonane przez AI. Tak przechodzimy do strefy marzeń. Na ekranie za podiami pojawiają się wcześniej przedstawione nam postacie, przebrane w bajkowe kostiumy rycerza, jednorożca czy aniołka. W wyimaginowanym świecie znika ich złość i chęć krytyki. Są weselsi i spokojniejsi, z radością mówią, że odejście od opiniowania innych dało im więcej czasu na refleksje nad samymi sobą. Druga senna sekwencja dzieje się już na scenie, na którą powraca prowadząca, tym razem w stroju elegancko ubranej nauczycielki. Agnieszka Batóg uśmiecha się ciepło i czyta skierowany do publiczności manifest pełen zapewnień o prawie każdego do poczucia bezpieczeństwa, uszanowania, mówienia o swoich potrzebach i zgłaszania, gdy dzieje się źle w relacjach z innymi ludźmi. Apel jest jak list twórców i twórczyń do siedzącej na widowni młodzieży, reprezentujący to, co chcieliby, by młoda widownia usłyszała w murach szkoły, także w kontekście obecności w internecie. Jest po prostu spotkaniem z dobrym słowem i rozumiejącym spojrzeniem.
Przestrzeń otwartości
Na widowni zapala się światło, a aktorzy i aktorki schodzą ze sceny i siadają naprzeciw publiczności. Twórcy i twórczynie postanowili rozmowę po spektaklu przenieść do jego środka. Chcą zapytać publiczność o ich doświadczenia z hejtem, historie, które sami słyszeli lub przeżyli. Chociaż ten moment jest nieprzewidywalny i może wywołać trudne do zaopiekowania w formule spektaklu sytuacje, już jego druga część zostaje dobrze ustrukturyzowana scenariuszem. Aktorzy i aktorki zapraszają publiczność do zabawy w głuchy telefon. W ten prosty i w bezpiecznie angażujący publiczność sposób pokazują mechanizm plotki, wykrzywiającej się z każdym kolejnym słyszącym ją uchem. Prowadzący zwracają uwagę, że rozsiewana plotka rzadko pokrywa się z rzeczywistością, a jednocześnie kształtuje ją najmocniej.
Ostatnia część spektaklu to film, w którym, chociaż nadal w stroju jednorożca i aniołka, Alina Bachara i Tomasz Krasicki już w swoim imieniu opowiadają o doświadczeniach z internetowym hejtem. Sama świadomość tego, że dodanie czegoś na media społecznościowe może prowadzić do niepożądanych reakcji, wywołuje w nich niechęć do dzielenia się z innymi tym, co dla nich ważne. Materiał pełen jest „bloopersów”: cięć, przejęzyczeń, zacięć, wybuchów śmiechu, wspólnej zabawy. Tak żegnają nas twórcy i twórczynie[Nazwy_Użytkownika]. Tak samo, jak autorzy Good waves only, nie próbują udawać, że mają gotowe rozwiązania. Pozwalają po prostu wybrzmieć słowom pełnym troski oraz poczuć, że ktoś może mieć tak samo, jak ja. Strachem i trudnym doświadczeniem warto się podzielić i wspólnie z nim posiedzieć, bo to czasem najlepsze, co możemy zrobić.
Oczywiście, takie postawienie sprawy jest możliwe tylko dzięki nieprzedstawianiu skrajnych sytuacji długotrwałej przemocy. Tak samo jak Good waves only, [Nazwa użytkownika] pokazuje codzienność, w której każdy ma doświadczenia z hejtem, czy to jako ofiara, czy (czasem nieświadomy) sprawca. Przedstawienia kontrastują z nurtem spektakli profilaktycznych, mających na celu „ostrzec” młodzież przed niebezpiecznym światem, poprzez hiperbolizacje zagrożeń lub sprowadzanie każdej sytuacji do skrajności. Oba zespoły pokazują, że zarówno temat samotności, jak i hejtu w internecie, jest problemem powszechnym, dotykającym nie tylko te osoby, które postrzegalibyśmy jako wykluczone z konkretnej społeczności.
Tradycja i nowatorskość w teatrze dla młodzieży
Kiedy zapytałam młodzież, z którą pracuję teatralnie na co dzień, jakie podejście twórców i twórczyń do teatru dla młodych wydaje im się najwłaściwsze, wskazali oni na projekty tworzone przez nich samych lub te, w których biorą udział jako grupa ekspercka we współpracy z zawodowymi osobami artystycznymi.
Niestety, taki model pracy, chociaż prowadzący do ciekawych procesów i świetnych propozycji repertuarowych, nie jest prosty do wdrożenia. Zapraszanie młodzieży do projektu wiąże się z dużą odpowiedzialnością, wymuszającą zaangażowanie także osób zajmujących się dbaniem o ich dobrostan – czy to w postaci działań z zakresu pedagogiki teatru, czy, jeśli temat tego wymaga, wsparcia psychologicznego. Kluczową kwestią jest także odpowiednie zamknięcie wspólnej pracy i, jeśli to potrzebne, dalsze wsparcie i kontakt (ustalenie jego zakresu i zasad) lub przekierowanie do innych inicjatyw. Nie wspominając o problemach logistycznych, takich jak trudność w organizacji prób i opieki, czy kluczowa kwestia wynagrodzeń. Wyzwania prac partycypacyjnych świetnie opisuje Agata Siwiak w swoim tekście o wymownym tytule „By móc podać komuś maskę tlenową, sam/a musisz już z niej korzystać”. O konieczności wsparcia osób twórczych, artywistek i artywistów, zajmujących się procesami angażującymi o charakterze performatywnym2. Autorka pokazuje, jak takie procesy potrafią być obciążające nie tylko dla osób uczestniczących, ale przede wszystkim osób artystycznych, szczególnie w sytuacji, w której tworzony spektakl porusza trudne tematy i angażuje osoby po przejściach. Projekty partycypacyjne, wypróbowujące nowe sposoby współpracy, są więc znaczącym i ciekawym elementem życia teatralnego, ale nie powinny być jedynym. Propozycje repertuarowe dla młodych nie mogą powstawać tylko w miejscach z zasobami pozwalającymi na przeprowadzenie w sposób bezpieczny tak skomplikowanych procesów. Potrzeby są zbyt duże.
Chociaż jako pedagożka teatru sama praktycznie tworzę z młodzieżą, uważam, że tak samo ważnym doświadczeniem jest zapraszanie młodych zainteresowanych teatrem do przebywania na widowni, poznawania takiej formy uczestnictwa w życiu teatralnym. Oglądanie spektakli i poznawanie propozycji innych tworzących nie tylko rozwija kompetencje kulturowe, ale inspiruje do własnej pracy.
Good waves only i [Nazwa_użytkownika] to spektakle stworzone przez dorosłych, które zapraszają młodzież do spojrzenia na omawiane tematy właśnie z perspektywy ich twórców i twórczyń. Osoby nastoletnie w obu przedstawieniach zostają zaproszone do włączenia swoich przemyśleń, czy to w formie puszczanych nagrań i czytanych listów, czy umożliwienia wypowiedzi osobom na widowni. To nie w nich leży jednak źródło poruszanych tematów. W Good waves only samotność jest doświadczeniem wielu pokoleń, W [Nazwie_użytkownika] spotykamy dinozaury internetu ̶ dorosłych mierzących się z odpowiedzialnością internetowej sławy. Te perspektywy są wyraźne zaznaczone. Nikt nie udaje, że mówi do młodzieży ich językiem (co wydaje mi się kluczowe szczególnie w kontekście przedstawienia świata internetu), czy rozumie ich sposób postrzegania świata. Dorośli w kreacjach obu zespołów nie mają monopolu na wiedzę i prawdę. Sami borykają się z problemami, o których mówią. Sposobem komunikacji z młodzieżą jest tematyka, a nie poczucie wspólnoty doświadczeń i przeżyć. Szczerość, która płynie z takiego postawienia omawianych kwestii, sprawia, że przedstawienia mogą trafić do młodej widowni nie przez udawanie, że „wiemy, jak wy macie”, a zadanie pytania: „my mamy tak, a wy”?
Chociaż to rozwiązanie może się wydawać tradycyjnym spojrzeniem na teatr młodego widza – w porównaniu z nowymi, bardziej partycypacyjnymi działaniami – to dzięki swojej szczerości zyskuje dużą siłę oddziaływania. Dodatkowo, nie tak nowatorski proces twórczy ułatwia jego przebieg, możliwy dzięki temu do realizacji nawet przy mniejszych zasobach. Good waves only i [Nazwa_użytkownika] to bardzo dobrzy reprezentanci swojego gatunku, mogący inspirować inne ośrodki.
Good waves only
Tekst i reżyseria: Aga Błaszczak, Paweł Bernadowski
Dramaturgia: Aga Błaszczak
Występuje: Paweł Bernadowski
Scenografia i kostiumy: Marta Kodeniec
Muzyka: Rafał Ryterski
Produkcja: Natalia Czekalska
Plakat: Aleksandra Ołdak
Głosy: Malwina Czekaj, Helena Czepiec, Jadwiga Domka, Maciej Kulmacz, Filip Pardyak
[Nazwa_użytkownika]
Scenariusz, reżyseria: Krzysztof Bętkowski
Muzyka, udźwiękowienie: Jacek Batóg, Tymoteusz Staniek, Piotr
Ruch sceniczny: Iwona Tchórzewska
Scenografia: Barbara Wójcik Wiktorowicz, Bartłomiej Studziński
Kostiumy: Agnieszka Batóg
Obsada: Alina Bachara, Agnieszka Batóg, Marcin Drzazga, Tomasz Krasicki
Video: Tadeusz Żalik, Tymoteusz Staniek, Jacek Dombrowski
Grafika: Wojtek Kres, Krzysztof Bętkowski
Realizacja techniczna: Radosław Latoszek, Janusz Keller, Szymon Schaefer
Zdjęcia: Krzysztof Bętkowski
Producent: Krzysztof Bętkowski
Produkcja: Fundacja W TO MI GRAJ
1 Zob. P. Cieśliński, Najbardziej samotny wieloryb na świecie, https://wyborcza.pl/7,75400,17907500,najbardziej-samotny-wieloryb-na-swiecie.html [dostęp z dnia 19.11.2023].
2 Zob. Agata Siwiak, „By móc podać komuś maskę tlenową, sam/a musisz już z niej korzystać”
O konieczności wsparcia osób twórczych, artywistek i artywistów, zajmujących się procesami angażującymi o charakterze performatywnym, „Didaskalia. Gazeta Teatralna” nr 171, 2022.