15.09.2020, 11:52 Wersja do druku

Dajesz, Paderewski! Musical o celebrycie, który wyzwolił swój kraj i stał się premierem

"Virtuoso" Matthew Hardy'ego w reż. Jerzego Jana Połońskiego w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Pisze Marta Kaźmierska w Gazecie Wyborczej - Poznań.

fot. Michał Kordula

Kaszel pana na widowni dwa rzędy za tobą budzi dreszczyk. Nawet nie próbuj zapomnieć o pandemii. Gumka przytrzymująca maseczkę w trzeciej godzinie przedstawienia mocno pije w uszy. A podobizna Ignacego Paderewskiego, przyklejona na drzwiach toalety, dobrze radzi ci w przerwie: "myj ręce".

Do sobotniej premiery Teatru Muzycznego – musicalu „Virtuoso” o Ignacym Janie Paderewskim – życie dopisało ciekawy kontekst. Epidemiologiczny.

Kiedy poznański zespół rozpoczynał przygotowania do projektu, nikt nawet nie myślał o koronawirusie. Trzy lata później pandemia nie pozwoliła przyjechać na polską premierę amerykańskim współtwórcom, w tym autorowi scenariusza, muzyki i słów – Matthew Hardy’emu. Nowojorczykowi, na co dzień pracującemu na Broadwayu.

Pianista puka do prezydenta

Gdy w grudniu 1918 r. z portu w Gdańsku zmierzał pociągiem do Poznania Ignacy Jan Paderewski, świat dziesiątkowała grypa hiszpanka. Polska niepodległość – i nowo powstający rząd – formowały się w cieniu tej śmiercionośnej choroby.

Wątków poświęconych pandemii na scenie jednak brak. O przyjeździe znanego pianisty i polityka do Poznania pada w spektaklu jedno zdanie. Nadzieje wywołane obecnością przyszłego premiera, doprowadziły do powstania, którym Wielkopolanie wywalczyli sobie niepodległość. Granice państwa polskiego mogły się kształtować dzięki kończącemu I wojnę światową rozejmowi, podpisanemu 11 listopada 1918 r.

Kilka miesięcy wcześniej swój program pokojowy, zakładający m.in. odrodzenie się państwa polskiego, ogłosił Thomas Woodrow Wilson, prezydent Stanów Zjednoczonych. Twórcy „Virtuoso” przypominają, że przywódcę światowego mocarstwa namówił do tego wystąpienia właśnie pianista z Polski.

Jak to w ogóle możliwe?

fot. Michał Kordula

Zrobił im show

– To o nim jako pierwszym gazety pisały, co je na śniadanie, w co się ubiera – mówi o Paderewskim Przemysław Kieliszewski, dyrektor Teatru Muzycznego. – Był pierwszym celebrytą ponad 120 lat temu. Na jego punkcie zapanował w Stanach Zjednoczonych prawdziwy szał – przypomina.

Właśnie ten fenomen popularności artysty, „paddymanię”, twórcy spektaklu biorą pod lupę. Nie stronią przy tym od pikantnych szczegółów. Kobiety, które „Paddy” spotyka na swojej drodze, klepią go po pośladkach. – Dajesz, Paderewski! – zachęca do występów początkującego pianistę Helena Modrzejewska, polska aktorka, także emigrantka, która zdążyła wyrobić sobie na Zachodzie markę. – Zrób im show! – radzi.

I tak skromny muzyk grający melancholijnego Chopina i mający świadomość swoich technicznych braków (Paderewski nauczył się grać na fortepianie stosunkowo późno) zamienia się w showmana. Króla rozrywki. Lwa Paryża, a potem także innych światowych stolic. Uczy się, jak zarzucać frak, by widzowie oniemieli już przed występem. Na artystycznych salonach poznaje kolejne kobiety. Poślubia rozwódkę, byłą żonę swojego przyjaciela. Ucieka przed psychofankami, które dosłownie rzucają się na niego podczas koncertów, by zdobyć pukiel z jego czupryny. – Boję się, że obetną mi ucho albo coś więcej – wyznaje pianista.
W muzyce jest głos

Głupoty? Otóż nie do końca. Jak pokazują twórcy „Virtuoso”, Paderewski dostrzegł w swoim celebryctwie szansę na ugranie czegoś więcej. Nie tylko dla siebie. „W muzyce jest wolnej Polski głos” – śpiewa w spektaklu Janusz Kruciński (w drugiej obsadzie Paderewskiego gra Marcin Januszkiewicz).

– Co to za kraj, którego premierem jest pianista? – dziwią się paryżanie. Ale potem słuchają przemówienia człowieka, który mówi nie tyle o interesach własnego kraju, co o miejscu Polski w Europie. O sile międzynarodowej współpracy.

To gorzka scena. Przypomina, jak bardzo politycznie kręcimy się w kółko. I jak bardzo losy milionów wyznaczają wciąż personalne ambicje i fobie pojedynczych osób. Czy, jak kto woli, mężów stanu.

– Dmowski nazywa cię starym pierdołą – mówi sceniczny Paderewski w rozmowie z Piłsudskim.

– Ja go nazywam skurwysynem – odpowiada marszałek.

– On mnie nazywa pawiem. Ale razem możemy wiele zdziałać – puentuje muzyk, który przez lata starań o „sprawę" stał się wytrawnym dyplomatą.

Polskim premierem był niespełna rok. Od stycznia do grudnia 1919 r. Sam podał się do dymisji. Krytykowany był m.in. za to, że wpływ na jego decyzje miała żona, Helena. Jedna z wielu silnych kobiet w jego życiu.
O Polsce gościnnej

– W ostatnim czasie patriotyzm stał się mocno obciachowy, kojarzy się z kibolami. Chcieliśmy to odwrócić i pokazać, że mamy być z kogo dumni – mówił po sobotniej premierze Jerzy Jan Połoński, reżyser spektaklu.

Wiem, co miał na myśli, ale uważam, że kiboli akurat na spektakl „Virtuoso” warto byłoby zaprosić. Jeśli trzeba – przywieźć autobusami. Podobnie jak widzów spoza dużych miast, głosujących na antyeuropejską partię rządzącą.

Powinni przyjść do teatru choćby dla tej sceny, w której Paderewski – tak czczony dziś podczas oficjalnych świąt państwowych – mówi o Polsce gościnnej. Otwartej dla ludzi, którzy zostali skądś wygnani.

Tytuł oryginalny

Dajesz, Paderewski! Musical o celebrycie, który wyzwolił swój kraj i stał się premierem

Źródło:

Gazeta Wyborcza - Poznań online

Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku są dostępne w internetowym Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tekstów w języku polskim w sieci. Skorzystaj z prenumeraty Gazety Wyborczej.

Autor:

Marta Kaźmierska

Tematy w toku