13.10.2021, 09:52 Wersja do druku

Czy mogę od pana ogień?

"Nie piję, nie palę, chętnie zrobię z pani mamę" na podstawie "Polak sprzeda zmysły" Konrada Oprzędka w reż. Anny Gryszkówny w Teatrze WARSawy. Pisze Szymon Białobrzeski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Rafał Meszka

„Chcę kochać ludzi nie posągi bogów” zaśpiewał Ten Typ Mes w jednej ze swoich piosenek. Cytat ten, mimo że teoretycznie niezwiązany z samą sztuką, brzęczał mi w głowie jeszcze przez długi czas po wyjściu z Teatru WARSawy. W jednym zdaniu muzyk puentuje niemalże wszystkie opowieści zawarte w 80-minutowej sztuce teatralnej, którą dane mi było zobaczyć, opisując tym samym XXI-wieczny kryzys wiary w bliźniego.

Przedstawienie zaczyna się dość prostą historią kobiety, poszukującej godnego dawcy spermy, mogącego pomóc jej w drodze do macierzyństwa, aby przejść stopniowo do kolejnych to i kolejnych przypowieści o relacjach międzyludzkich czy może raczej pozaludzkich. Co przykre (choć często trafne), w świecie wykreowanym przez Konrada Oprzędka ludzie nie potrafią się komunikować, niezależnie czy wysyłają sobie bieliznę, uprawiają seks, pracują w korporacji czy tańczą ze sobą w klubie. W każdym miejscu widzimy bohaterów uprzedmiotawiających sobie inne osoby, z którymi dane jest im egzystować. Postacie wypowiadają dramatyczne monologi, zresztą rewelacyjnie zagrane, ale zza emocjonalnych przemówień wychodzi szereg uprzedzeń. W jednej ze scen kobieta jest sprowadzana przez mężczyznę do miana „szmaty”, ze względu na profilaktyczne pytanie o chorobę weneryczną, w drugiej zaś traktowana jak drewno do rąbania w sytuacji najbardziej intymnej. Zresztą od męskich modeli bije wręcz degeneracja porównywalna do tej ukazanej przez Davida Fostera Wallace’a w „Wywiadach z paskudnymi ludźmi”. Mamy bowiem do czynienia z przystojnymi samcami o ogromnym kapitale wiedzy i równie ogromnej frustracji płcią przeciwną. Nie lepiej kobiety patrzą na potencjalnych partnerów. Panowie są dla nich wyłącznie maszynkami do robienia dzieci bądź pieniędzy, z którymi nie da się naturalnie komunikować. Płeć piękna często prowokuje w celu podważenia męskich aspiracji i pokazania jego bezwartościowości. Reżyserka poprzez kolejne obrazy upadku ludzkiej godności zadaje nam pytanie – jak można wierzyć w Boga w świecie, w którym nie wierzymy już w samych siebie? Na naszych oczach zabijamy absolut, który kiedyś drzemał w drugim człowieku.

Dekadenckim historiom towarzyszy jednak niemała dawka czarnego humoru. Często są to zgrabne żarty, dotyczące polskiej codzienności, przywar czy mentalności. Z jednej strony przebija to bańkę pełną goryczy, zebranej po gęstych dialogach, z drugiej gryzie się z dość poważną tematyką całości. Podobnie sytuacja ma się z muzyką, która bywa wplatana do scenariusza w moim przekonaniu dość bezmyślnie. Nie zmienia to faktu, że same reinterpretacje znanych piosenek są niemalże fenomenalne. Każdy z aktorów może poszczycić się oryginalną barwą głosu i wyczuwalnym warsztatem. Najlepiej można to wychwycić w piosenkach wykonywanych zbiorowo tj. „Bezbłędnie” czy „Zapyta Bóg”. Katarzyna Faszczewska, Agnieszka Ozon, Adrian Kieroński i Robert Mróz Junior zaczynają współgrać, a utwory zyskują dzięki nim drugie życie. Można więc rzec, że trudno znaleźć w powyższych elementach cechy, które mogłyby zawieść potencjalnego widza. Problem leży jednak w braku zbalansowania zabiegów, na które porwali się twórcy. Brak tutaj ciągłości emocjonalnej, gdyż umyka ona wraz z kolejną zmianą formy. Tragedia ucieka nam w wyniku przaśnej otoczki, w której jesteśmy zamknięci do czasu końcowych ukłonów.

Należy również wspomnieć o oświetleniu. Było ono bowiem poprawne, aczkolwiek dalekie od perfekcji. Zazwyczaj zwracało uwagę na osobę mówiącą czy podkreślało daną scenę kolorystycznie. Niestety, nie pomagało w narracji, nie budowało suspensu, nie pokazało magii teatru. Cień zarysowujący dwoistość postaci czy jaskrawe światło prześwietlające nam duszę bohatera nie zaistniały, co pozostawiło mnie z lekkim niedosytem.

Zgodnie z treścią jednej z piosenek, zaśpiewanych w trakcie przedstawienia („Karwoski”), sztuka daje nam wgląd w społeczeństwo, które prosi o ogień, a ma dla siebie tylko popiół i krytykanctwo. Nie raz i nie dwa przekaz mija się z odbiorcą przez niedoskonałość techniczną czy nierówny ton, mimo wszystko myślę, że warto wybrać się na „Nie piję, nie palę, chętnie zrobię z pani mamę”. Warto przeżyć te 80 minut w uniwersum samotności, aby móc wyjść na zewnątrz i chronić się nawzajem przed podobnym scenariuszem.

Tytuł oryginalny

Czy mogę od pana ogień?

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Szymon Białobrzeski

Data:

12.10.2021