03.01.2011 Wersja do druku

Człowiek z billboardu

- Dobrze by było, gdyby Teatr Polski kojarzył się z moją osobą. Ale jeżeli się okaże, że moja wolność została ograniczona, przestanę być jego dyrektorem - mówi ANDRZEJ SEWERYN, dyrektor warszawskiej sceny.

MAGDALENA RIGAMONTI: Przeczołgali pana. ANDRZEJ SEWERYN: Kto? M.R.: No, jak to kto? Urzędnicy. Przecież we wrześniu miał pan zostać dyrektorem Teatru Polskiego i aż do teraz pana zwodzili. A.S.: - Nikt mnie nie przeczołgiwał. Sytuacja była bardzo prosta. Otrzymałem powołanie na stanowisko dyrektora warszawskiego Teatru Polskiego z dniem 1 września 2010 roku. W czerwcu poprosiłem o zawieszenie tego powołania, ponieważ nie było żadnego budżetu na produkcję, na działalność artystyczną. M.R.: To jak się pan umawiał? Na gębę? Przepraszam za słowo. A.S.: - W liście do władz napisałem, że jeśli do końca 2010 roku decyzje budżetowe pozwolą na realizację mojego programu, to od 1 stycznia jestem gotowy objąć stanowisko dyrektora. M.R.: Rozumiem, że teraz ma pan wszystko na papierze? A.S.: - Mam nadzieję, że efekty decyzji finansowych podjętych przez władze województwa znajdą się niebawem na koncie Teatru Polskiego. A ja mam wrażenie, że nasi u

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Człowiek z billboardu

Źródło:

Materiał nadesłany

Newsweek Polska nr 1/09.01.

Autor:

Magdalena Rigamonti

Data:

03.01.2011