13.09.2021, 09:01 Wersja do druku

Człowiek w centrum

"Matka Joanna od Aniołów" Jarosława Iwaszkiewicza w reż. Jana Klaty z Nowego Teatru w Warszawie na 45. Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Żywa”. Pisze Paweł Kluszczyński z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Maurycy Stankiewicz

45. Opolskie Konfrontacje Teatralne otworzyła „Matka Joanna od Aniołów” w reżyserii Jana Klaty. Ze względów technicznych przedstawienie zostało pokazane w siedzibie Nowego Teatru w Warszawie. Pandemia i gruntowny remont siedziby gospodarza festiwalu, Teatru im. Jana Kochanowskiego, sprawiły, że odbywa się w tym roku po dwuletniej przerwie i jest jednocześnie finałem V i VI edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”. W ramach trwającego siedemnaście dni przeglądu będzie można zobaczyć w Opolu dziesięć spektakli konkursowych – z Tarnowa, Gdańska, Lublina, Poznania, Krakowa, Olsztyna, Gniezna. Powalczą one o Nagrodę Główną im. Wojciecha Bogusławskiego (na przygotowanie kolejnej premiery z klasyki polskiej) i inne laury, na przykład za reżyserię, scenografię czy muzykę. Organizatorzy przygotowali liczne wydarzenia towarzyszące: Silent Disco, koncerty, dwie premiery opolskiego teatru (autorskie spektakle Anny Karasińskiej i Norberta Rakowskiego), plenerowa wystawa finalistów i laureatów VI edycji Konkursu Fotografii Teatralnej.

Świat, który oglądamy w „Matce Joannie od Aniołów” Jana Klaty jest tylko z pozoru światem ludzi natchnionych przez Boga lub opętanych przez diabła. Sakralność jest punktem wyjścia do rozmowy o człowieku, jego pragnieniach, dążeniu do doskonałości, wywyższaniu się, chęci życia w pamięci kolejnych pokoleń. Klata nie daje prostych odpowiedzi, krążąc wokół wydarzeń w klasztorze naprowadza na pewne konkluzje, jednak rozstrzygnięcie, czym jest dobro i zło pozostawia do rozwagi widzom. 

„Matka Joanna od Aniołów” to opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza, którego akcja dzieje się w XVII wieku na wschodzie Polski. W prowincjonalnym Ludyniu mniszki uległy działaniom złego ducha. Proceder zaczął się od przeoryszy Matki Joanny od Aniołów. Mimo kolejnych egzorcyzmów, które stały się atrakcją dla gawiedzi, siostry wciąż są opętane. Do Ludynia zostaje sprowadzony młody jezuita, Ksiądz Suryn, który ma być przewodnikiem duchowym matki przełożonej. Ich spotkania początkowo wydają się pomagać zakonnicy, demony powoli odchodzą, ale rośnie niepokój kapłana. Z czasem ich relacja zacieśnia się. Siostra wyznaje, że nie zależy jej na pozbyciu się diabłów, dzięki nim stała się wyjątkowa. Woli być potępioną, ale znaną, niż jedną z wielu zakonnic. Chyba że ogłoszono by ją świętą. Suryn owładnięty jej czarem woli przyjąć na siebie diabelskie jarzmo, niż pozwolić na utracenie jej duszy. Pieczętuje oddanie siebie szatanowi, mordując parobków.

W „Matce Joannie od Aniołów” Klaty wiara jest pojmowana jako parabola mocy sprawczej. Kto okaże się silniejszy, wygrywa. Takie podejście do tematu to daleki od kanonicznego obraz chrześcijaństwa. Symboliczną drabiną wiodącą do szczytu są monumentalne schody w centrum sceny (scenografia: Justyna Łagowska). Z ich bielą kontrastują krwiste kurtyny budujące głębię sceny, w posadzce odbija się kościelne sklepienie. Zatem, czy dochodząc do samej góry jest się na piedestale doskonałości, czy może to zupełnie odmienne miejsce? Droga ku górze nie jest łatwa, niektórzy tracą równowagę i lecą bezwiednie w dół.

Bartosz Bielenia wcielając się w księdza Suryna tworzy postać zadufanego podrostka, który pyszni się wiedzą i wiarą. W pierwszych minutach spektaklu niespiesznie przechadza się wzdłuż kurtyny, prowadzi monolog, w którym udowadnia sobie swoją przewagę nad złym. Wydaje się, że chce tym samym podnieść poczucie własnej wartości. Pozostaje w pozie silnego w wierze kapłana, któremu szatan nie straszny. Widać to dokładnie w rozmowie z proboszczem Brymem (Roman Gancarczyk). Słucha rubasznego księdza z prowincji, jednak z wyrazu twarzy można wyczytać, że nie bierze jego słów do siebie. Podobnie jest przy pierwszych spotkaniach z Matką Joanną (Małgorzata Gorol), choć ta relacja odmienia jego pewność siebie. Przełomowym wydaje się spotkanie z Cadykiem (Jacek Poniedziałek), wtedy traci kontrolę nad sobą. Orientuje się, że Reb Isze nie wyjawi mu co dobre, a co złe. Ostatnia scena, to obraz człowieka, który stracił wszystkie bariery skrzętnie budowane przez lata formacji. Taniec śmierci w jego wykonaniu to w pewnym sensie też taniec wolności, wyzbył się wszystkiego, nie musi dłużej w skupieniu ważyć słów, tonować gestów. Mimo, że jest pod władzą demonów, stał się wolny.

fot. Maurycy Stankiewicz

Podobnie jest z przeoryszą, dzięki opętaniu wyszła z szeregu, stała się kimś w opanowanym przez mężczyzn katolickim świecie. To, że rozmiłowała się w byciu pod władzą demonów jest sprzeczne z wiarą, jednak i tu zaczyna dominować jej człowieczeństwo – Matka Joanna próbuje usadowić się na piedestale, nie chce anonimowości. Skoro nie może stać się świętą, to potępienie na wieki jest jej exegi monumentum.

Niejako równolegle do relacji Matka Joanna – ksiądz Suryn Klata buduje obraz współczesnego Kościoła, a raczej ludzi, którzy mają być jego solidnym fundamentem. Ta opoka sklecona jest jednak z błyskotek i zdobnych szat. Kler stroi się, odprawia religijne rytuały z przesadnym nadęciem, traktuje wysokie stanowiska jako przewagę nie duchową a materialną. Papież (Marcin Czarnik), do złudzenia przypominający serialowego Młodego Papieża, jest skupiony na swym śnieżnobiałym stroju. W homilii nie potrafi powiedzieć nic poza symbolicznym „zapomnieliśmy”. To odniesienie nie tylko do wiernych, ale i duchownych. Czy religijne obrzędy i coraz bardziej komercyjne święta mają jeszcze coś z ducha pierwszych chrześcijan?

Finałowy monolog Ewy Dałkowskiej ustawiony jest w kontrze do tego przekazu. Siostra Małgorzata Akruczy jest jedyną zakonnicą wolną od opętania. W słowach skierowanych do publiczności mówi, że niezależnie od poczynań duchownych, ich słabości i niegodnych zachowań, należy pozostać w wierze, nie podważać autorytetów. Stawia pod wątpliwość krytyczny względem kleru przekaz spektaklu, to ta odrobina wody w szklance, do której Suryn porównuje duszę ludzką. Czy ta kropla zatruje jej nową zawartość, czy może trzeba chwilę poczekać, żeby szklanka wyschła? To pozostaje pytaniem otwartym.

Niewątpliwą zaletą tej inscenizacji jest popowy sznyt. W trakcie egzorcyzmów widzimy ekstatyczny taniec zakonnic, które przypominają gwiazdy kultury masowej. Mimo, że są sceny przeciągnięte do granic wytrzymałości widza, pomaga to jednocześnie skupić się na detalach inscenizacji. Kiedy w prologu parobkowie Kaziuk i Juraj sprzątają scenę z drewnianych krzyży, w które zostały powbijane siekiery, słychać męczące metaliczne dźwięki na zmianę z głuchym dudnieniem. Można wyobrazić sobie ogrom zła wyrządzonego w czasie wojen, wypraw krzyżowych, inwazji chrześcijaństwa. 

***

„Matka Joanna od Aniołów”

na podstawie opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza

reżyseria, scenariusz, opracowanie muzyczne: Jan Klata 

Nowy Teatr W Warszawie, premiera 30 listopada 2019, pokaz w ramach 45. Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Żywa”, 9 września 2021

***

Paweł Kluszczyński – rzemieślnik kultury, z wykształcenia technolog chemik, z pasji autor recenzji, felietonów, dramatów, poezji, bajek, bloga ijestemspelniony.pl; zawodowo od zawsze związany z teatrem, finalista VII Edycji Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego dla młodych krytyków teatralnych.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne