EN
20.02.2021, 09:26 Wersja do druku

Częstochowa. "Cudowna terapia" w Teatrze Mickiewicza lekiem na pandemiczne nastroje

Wraz z premierą "Cudownej terapii" teatr w Częstochowie wznowił działalność. Fakt, że bilety na wszystkie pokazy rozeszły się na pniu, pokazuje, jak bardzo tęsknimy za normalnością. Nawet jeśli trzeba w niej nadal zakładać maski (a raczej maseczki) i jest to dobro limitowane.

fot. Piotr Dłubak/mat. teatru

Pandemia koronawirusa daje się we znaki wszelkim branżom, dotkliwa jest także dla kultury. Jej instytucje od marca 2020 r. funkcjonują na zasadzie sinusoidy. Ten los podzielił też Teatr im. Mickiewicza w Częstochowie. Po raz pierwszy po dłuższej przerwie wrócił do grania w czerwcu. Dzięki temu pod koniec minionego sezonu udało się pokazać kilka spektakli. Potem we wrześniu możliwa była inauguracja sezonu 2020/2021, zaistniała nawet jedna premiera, a właściwie prapremiera - „Fałszu” w reżyserii André Hübnera-Ochodlo. Z frekwencją, a limit wynosił 25 proc. dostępnych miejsc, bywało jednak różnie.

Kolejny krach nastąpił w listopadzie, gdy Polska znów pozamykała się na cztery spusty i w tym stanie (przynajmniej jeśli chodzi m.in. o kulturę) trwała do lutego. 12 lutego rząd warunkowo pozwolił na wznowienie działalności teatrów. Warunkowo, bo na dwa tygodnie z zachowaniem reżimu sanitarnego i z możliwością wykorzystania 50 proc. miejsc na widowni (w Częstochowie na Dużej Scenie oznacza to ok. 190 miejsc).

Częstochowska scena była na takie „zielone światło” doskonale przygotowana. Dwa premierowe tytuły gotowe były jeszcze w ubiegłym roku i tylko czekały na to, by pokazać się publiczności. Teatr na początek wybrał komedię „Cudowna terapia”, którą według sztuki Daniela Glattaera zrealizował Tomasz Man. Bilety na wszystkie zaplanowane spektakle, nie tylko na oficjalną premierę, sprzedały się na pniu (pisaliśmy o tym TUTAJ). Reakcja publiczności pokazała, jak bardzo złaknieni jesteśmy normalności. I to nie tylko tej teatralnej. Nawet jeśli trzeba w niej nadal zakładać maski (a raczej maseczki) i jest to dobro limitowane.

Tytuł na poprawę pandemicznych nastrojów

„Cudowna terapia” nie jest spektaklem skomplikowanym. Joanna i Valentin, małżonkowie ze sporym stażem, przechodzą kryzys. I to głęboki. A to paradoks, bo poznali się podczas zajęć z nurkowania. Życie na powierzchni okazało się jednak trudniejsze niż to podwodne. Aktualnie realizują się głównie w zakresie wzajemnego obwiniania, ataków i uników. W tej kwestii stanowią niezawodny duet. Próbują jednak jakoś problem (a właściwie „to”, o czym nie rozmawiają i rozmawiać nie potrafią) rozwiązać. I tak z inicjatywy Joanny trafiają na terapię małżeńską.

Przebieg jest dosyć oczywisty, choć z zaplanowanym zwrotem akcji i lekką przewrotnością finału. Szczegółów jednak nie będę zdradzać, by nie psuć przyjemności oglądania. Bo „Cudowna terapia” to przyjemność. To tytuł na te czasy, na dzisiejsze problemy, na wywrotowość w kontaktach międzyludzkich, na odosobnienie, na moc nie najlepszych emocji, nastrojów i wiadomości. Na pokrzepienie. Stąd nie ma się co krzywić na pewną prostotę przekazu, tylko dać się cudownie poleczyć.

Przy prostym, czytelnym przekazie, „Cudowna terapia” to spektakl pomysłowy i spójny. Widać, że tworzyło go zgrane, rodzinne trio. Man oprócz reżyserii odpowiadał za muzykę, jego żona – Anetta Piekarska-Man za scenografię i kostiumy, a ich córka – Zuzanna Piekarska za animacje. Całość stanowi komplet, w którym wszystko się zgadza. Nie ma szarży, która sprawiła, że poprzedniego spektaklu, który reżyser realizował w Częstochowie, czyli „Amazonii”, nie wspominam zbyt dobrze. Tamten wyparłam z pamięci, zaś na „Cudowną terapię” chętnie wrócę.

Na scenie czuje się radość grania

Tekst nie jest w Częstochowie obcy. Pod koniec minionych wakacji, gdy jeszcze lokale gastronomiczne mogły przyjmować gości, „Czytanie Współczesnego Dramatu” z tekstem Glattaera w roli głównej odbyło się w klubokawiarni Pestka. Tamta wersja, realizowana jeszcze, gdy tej teatralnej nie było nawet w planach, była jednak dość długa. Czytanie zajęło ponad dwie godziny. Man dokonał zręcznych skrótów, poprawił tempo i zamknął całość w niespełna półtoragodzinnej ramie. Dla tej historii to idealny wymiar, w dłuższej wersji byłaby nużąca.

Obsada także dobrana została w punkt. Małżonków grają Teresa Dzielska i Adam Hutyra. W momentach, gdy parodiują się wzajemnie, są rewelacyjni. Trudno pohamować śmiech. Nie znaczy to, że nie potrafią też nieco wzruszyć. Jest to dobrze wyważone. Terapeutę gra zaś Marek Ślosarski. Gościnnie, ale ponieważ przed laty współtworzył częstochowski zespół aktorski, nadal jest „tutejszy”. Jego powrót na scenę najpierw przy okazji pierwszorzędnej roli w „Czyż nie dobija się koni?”, a potem w „Testosteronie” (gdzie był jeszcze lepszy), to bardzo dobra decyzja teatru.

W przypadku całej trójki czuje się radość grania. Ile bowiem można stać w boksach startowych, czekając na sygnał, że można już wrócić na scenę? Ci aktorzy wrócili w bardzo dobrej formie.

fot. Piotr Dłubak/mat. teatru

W marcu znów spotkamy się w teatrze?

Dla tych, którzy nie zdołali uczestniczyć w lutowej terapii, teatr zaplanował cztery spektakle w kolejnym miesiącu – 10, 26, 27 i 28 marca. Oczywiście wszystko z nadzieją, że nadal będzie można grać. Sprawy się ważą, pogłoski zewsząd nadchodzą niekoniecznie optymistyczne. Póki można, korzystajmy, że wolno nam oglądać spektakle na żywo.

Na ten moment można jeszcze wybrać się na czwartkowy „Fałsz” i weekendowy „Testosteron”. Na koniec miesiąca przewidziano zaś trzy spotkania z „Królową Śniegu”. Widowiskowy spektakl, nad którym prace trwały długo i były niezwykle wymagające, nie miał dotychczas szczęścia. Premiera odbyła się 29 lutego 2020 r. Przedstawień zaplanowano wiele, publiczność chętnie rezerwowała i kupowała bilety. Niestety, już w połowie marca nastąpiło wspomniane pierwsze zawieszenie działalności i wszystkie repertuarowe plany trzeba było zrewidować.

Ciesząc się z tej limitowanej wolności, miejmy nadzieję, że w marcu teatralne życie nie zostanie zawrócone. Zwłaszcza że według planów miesiąc otworzyć ma kolejna premiera, czyli „Dziewiąty dzień księżycowy” Ołeksandry Hromowej w reżyserii Michała Zdunika, promowany jako „Tragikomedia w trzech aktach”.

Tytuł oryginalny

"Cudowna terapia" w teatrze w Częstochowie lekiem na pandemiczne nastroje

Źródło:

„Gazeta Wyborcza - Częstochowa” online

Link do źródła

Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku są dostępne w internetowym Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tekstów w języku polskim w sieci. Skorzystaj z prenumeraty Gazety Wyborczej.

Wątki tematyczne