Logo
Recenzje

Czarodziejska góra

19.05.2025, 15:24 Wersja do druku

„Czarodziejska góra” Tomasza Manna w reż. Krystiana Lupy z Jaunimo Teatras w Wilnie na I Festiwalu Teatralnym Lamentacje w Warszawie. Pisze Katarzyna Warnke.

fot. Laura Vansevičienė

Hans Castorp. Jego twarz znam bardzo dobrze. Ze swojego rysunku. Musiałam go narysować, bo byłam zakochana w nim, kiedy czytałam tę powieść. I razem z nim kochałam się w pani Chauchat. Chciałam tak, jak ona trzaskać drzwiami i budzić w Hansie napięcie każdym swoim gestem. Chciałam tak upinać włosy i żeby on marzył o ich rozpuszczaniu. Byłam nimi dwojgiem. Byłam miłością. Byłam też z Joachimem, kiedy umierał. Pamiętam zwłoki magicznie znikające z uzdrowiska. Stuknięcia zębów o termometr. Zachłystywanie się wolnością na spacerach z Settembrinim. Pamiętam oślepiające słońce na werandzie. I to wspaniałe uczucie, że to już wszystko, że nic więcej nie trzeba. Tak, to przerażające uczucie.

Castorp nie wierzy w formę, ale bez niej traci nawet konsystencję. Gdzie dziś jest forma? Jesteśmy w świecie, w którym forma wydaje się już niepotrzebna, wręcz anachroniczna. To zbytek. Chaos to nowa forma. Chaos informacji, bez-hierarchia, język bez znaczeń, teatr bez literatury, sztuka bez zachwytu. Tylko że kontestacja kontestowanego już nie cieszy.

Krystian Lupa prowadzi nas przez to przedstawienie, jak Wergiliusz, zwiedzając z nami kręgi ludzkich piekieł – od tych wewnętrznych, psychicznych, po biologiczne i społeczne. Piekła relacji ze sobą i ze światem. Szepcze przez cały niemal spektakl do mikrofonu, konkurując z aktorami, którzy utrzymują mimo wszystko i bezceremonialnie świat stworzony na scenie. Mówi nam po cichu, że można tak wolno i tak długo i że czas do nas należy. Że to nieprawda, że mamy się uprościć, przyciąć, bo świat zbyt szybko się kręci, jak na takie ceregiele. To nieprawda, mówi. I poza tym, jakie jeszcze mamy obowiązki wobec siebie i wobec świata?

Jeśli nie będzie nas stać na refleksję? Co wtedy jest możliwe?

Krystian idzie przez to przedstawienie też jak Celine, w podróż do kresu nocy. Bo nie potrzebuje drugiej wojny, żeby wiedzieć już wszystko. A tu człowiek zastanawia się nad trzecią… Wodospad, który zagłusza wykład stojącego nad grobem kochanka pani Chauchat, Pepperkorna, ogłusza też nas. Tumult wody zalewa scenę, zalewa nam oczy, woda wdziera się gwałtownie przez nasze uszy do głowy i w chwili, gdy i na scenie i na widowni nie ma nic oprócz tej nawałnicy, zaczynamy dostrzegać spadające zwłoki. Zamiast wody - to one huczą. Znamy te wychudzone twarze, te kości obleczone skórą, widzieliśmy te zdjęcia. Tylko, że naiwnie sądziliśmy, że to był tylko zły sen ludzkości. A tu się okazuje, że Pepperkorn to Kasandra. A nawet nie musi wieszczyć. Bo Auschwitz jest cały czas blisko, ten portal jest w nas. Wystarczy chwila nieuwagi.

Pan w pasiaku na początku, pan w pasiaku na końcu. Piżamka z innego sanatorium. No, to kto ma prawo do bycia człowiekiem? Jak to sobie tym razem urządzimy?

Teatr Polski jest taki piękny, taki kojąco europejski, z estetyką o silnie antycznych podstawach. Klasyczny, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Kultura Zachodu per se. W trakcie przedstawienia wielokrotnie doświetlana jest publiczność. Miękko. Czułe przypomnienie, że tu jesteśmy. Razem. Żadnych ataków, żadnego świecenia w oczy ostrym światłem końca.

Miarowe wyjście z mroku i taki sam powrót do niego. Humanizm. Percepcja jest wszystkim.

Widziałam na scenie oczywiście Francisa Bacona, jego kolory, jego ruch, jego szaleństwo, jego i Krystiana ramkę – i czerwoną, i białą. Widziałam niezwykle wyrafinowane kostiumy Piotra Skiby, ubrania tak posłuszne opowieści o ciele, tak epicko rozpięte między dwiema epokami, fin de sciecle i moderne, jakby ujmowały ten wściekły balans przed końcem świata.

Widziałam „Factory 2” na tej scenie, bo przecież łóżko Castorpa umieszczone było w klatce/pokoju w miejscu, gdzie kiedyś leżał w barłogu Tybetański Mnich i tam wchodziła Nico.

Widziałam trochę „Lunatyków”, jak przez mgłę, widziałam „Capri”, widziałam „Braci Karamazow” nawet.

Widziałam oczywiście na tej scenie Felliniego, wystarczył stół jako wybieg, trochę Nino Roty, trochę cyjanowego światła na twarze modeli. Co prezentują? Fantazję na koniec.

fot. Laura Vansevičienė

A co z tą miłością? Castorp jak odarty z romantyzmu Werter tonie w zapaści pożądania. Nie wyrażona miłość staje się, jak to pada na początku spektaklu w wykładzie, staje się chorobą. Niewyrażenie, nieprzeżycie, strach przed wyjściem z szafy społecznych oczekiwań, smutek własnej niewystarczalności, głęboki wstyd – to nasze prawdziwe grzechy, nasze piekła.

Mann rozprawia się z Goethem, Lupa rozprawia się z romantyzowaniem zła. Kameralistyka przeszłości i elektroniczna kameralistyka dziś – koją nasze nerwy, czy może raczej sprawiają, że nasze bariery wzniesione, żeby nie czuć, kruszą się.

Na widowni mnóstwo aktorek i aktorów Krystiana, reżyserów – uczniów, dyrektorów teatrów i tych, którym bywało „po drodze” z Lupą i tych, co im było „nie w smak”. I nowi wyznawcy, studenci. To kojące, żeśmy się zeszli na to przedstawienie. Że tym razem z zagranicy przyjechał Lupa. Że słyszeliśmy Manna nie po niemiecku, ale też nie po polsku. Bo w sumie nigdy ani Polska, ani Łotwa, ani Niemcy, ani Rosja nie interesowały Krystiana chyba. To raczej poszukiwania w stylu Leonarda da Vinci, rozpięte pomiędzy rozkładającymi się zwłokami a poezją spojrzenia ludzkiego.

Po wszystkich „rewolucjach” bez wdzięku, które w ostatnich latach przeszedł teatr polski, po tych bitwach obrzucania się końskim łajnem. Po tych wszystkich krytykach pozbawionych głębszej refleksji i co najważniejsze, za którymi nie idą żadne propozycje. Po szukaniu winnego, a nie widzeniu problemów systemowych. Po tym wielkim nieporozumieniu, że da się uprawiać sztukę bez ryzyka, bez osobistych kosztów, bez wzięcia na siebie i za siebie pełnej odpowiedzialności. Po infantylnych pomysłach na bezmyślne niszczenie przeszłości.

Złapałam oddech.

Dzięki, Krystian. Znowu dzięki.

***

Katarzyna Warnke – polska aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, reżyserka, dramaturżka i scenarzystka (ur. 2.08.1977 roku w Grudziądzu).

Ukończyła II Liceum Ogólnokształcące im. J.III Sobieskiego w Grudziądzu. W latach 1996-98 studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim w Warszawie.

Ukończyła wydział aktorski Akademii Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie (1998-2002). W roku 2000 debiutowała rolą Anusi w „Szkole żon” Moliera w reż. Ewy Kutryś u boku Krzysztofa Globisza w Teatrze Stu w Krakowie. W latach 2002-2007 aktorka Narodowego Starego Teatru w Krakowie, grała w przedstawieniach Kutza, Grabowskiego, Wajdy, Klaty, Borczucha. W latach 2007-2014 w zespole TR Warszawa w Warszawie pod dyrekcją Grzegorza Jarzyny. Ze spektaklami Krystiana Lupy („Factory 2”) i Grzegorza Jarzyny („Lew w zimie”, realizowanym w języku niemieckim w Burghteater Wien oraz „T.E.O.R.E.M.A.T.” wg Pasoliniego, a także „Między nami dobrze jest” Doroty Masłowskiej), odwiedziła wiele międzynarodowych festiwali, m.in. w Berlinie, Paryżu, Madrycie, Dublinie, Londynie, Adelajdzie w Australii, w Auckland w Nowej Zelandii, w Nowym Jorku, Los Angeles.

Pracowała jako dramaturżka z Krzysztofem Garbaczewskim („Opętani”, „Nirwana”, „Biesy”) oraz z Natalią Korczakowską („Pelikan, czyli pożegnanie mięsa”).

Popularna aktorka TV („Lekarze”, „Chyłka”, „Klara”, „Absolutni debiutanci”).

Ogromną popularność zdobyła rolami w blockbusterach „Botoks” i „Kobiety mafii” w reż. Patryka Vegi. Jej rola Anki („Kobiety mafii”) stała się ikoną popkultury.

Ikona mody, muza polskich projektantów (Gosia Baczyńska, Zień, MMC, Jemioł).

Autorka spektakli teatralnych (dramaturgia, reżyseria, scenografia) „Uwodziciel” w Teatrze Nowym Krzysztofa Warlikowskiego (premiera 2013r.) i „Men’s Talk” w Akademii Teatralnej w Warszawie (premiera 2023 r.), który otrzymał Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Szkół Teatralnych w Bratysławie.

Współautorka scenariusza i odtwórczyni głównej roli w nagrodzonym Szafirowymi Lwami na Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni (2024r.) filmie 0äRzeczy niezbędne” w reżyserii Kamili Tarabury. Film ten odbił się szerokim echem w środowisku feministycznym i filmowym ze względu na głębię analizy psychologicznej i społecznej osoby molestowanej w dzieciństwie przez ojca oraz nowatorskie i wiarygodne podejście do ukazywania ofiar/przetrwańców.

Feministka, celebrytka, wspierająca walkę o prawa kobiet i prawa mniejszości.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także