29.06.2021, 10:45 Wersja do druku

Coś tu nie gra

fot. Robert Jaworski / mat. teatru

„Coś tu nie gra” Marcii Kash i Douglasa E. Hughes’a w reż. Krystyny Jandy w Och-Teatrze w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

Jesteśmy oto w teatrze i bardzo dobrze, bo widzowie fars uwielbiają podglądać teatr. Trwają próby do spektaklu, w którym jedną z głównych ról gra brat bliźniak startującego w wyborach polityka, który za moment ma się na miejscu zjawić, żeby wygłosić niesłychanie istotne przemówienie. Naturalnie qui-pro-quo związane z braćmi będzie główną osią nieporozumień, mamy także m.in. nie przepadający ze sobą zespół aktorski wraz z reżyserką-safistką, raczej fajtłapowatych tajniaków pracujących dla urzędującej premier, siąpiącego nosem reportera oraz asystentkę polityka, której francuszczyzna nie wiadomo czemu wywołuje salwy śmiechu (skądinąd bardzo dobra rola Marii Seweryn). Osobiście do łez uśmiałem się dwukrotnie, choć uprzedzam, że cudowną scenę przemówienia dogłębnie zrozumieją ci, którzy mieli z różnych powodów to „coś” w uchu. Odszczekuję także niniejszym wielokrotnie stawianą tezę, że jedynie pijana kobieta na w farsie śmieszy, Mirosław Kropielnicki w roli mającego w czubie aktora kradnie kolegom scenę na cały drugi akt.

Postać reżyserki Penelopy (Katarzyna Gniewkowska) wydała mi natomiast się zbyt lekko narysowana, a Judy, Sharkey i Gill, byli jak na farsę zbyt sieriozni, w ich przypadku (z różnych zresztą powodów) można było – ku uciesze widzów - pójść znacznie dalej po tzw. bandzie.

Więc – spędziłem w Ochu miły wieczór, ale jeśli mam być całkowicie szczery, to widywałem na tej scenie farsy lepsze.

Tytuł oryginalny

Coś tu nie gra

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr
www.rafalturow.ski
Link do źródła