02.11.2020, 09:59 Wersja do druku

Coming out proletariusza

„Koniec z Eddym” Édouarda Louisa w reż. Anny Smolar w Teatrze Studio w Warszawie. Pisze Rafał Węgrzyniak w portalu Teatrologia.info.

fot. Bartek Warzecha

Anna Smolar w wydanej we Francji w 2014 autobiograficznej powieści Edouarda Louisa En finir avec Eddy Bellequele, w poprzednim rokuopublikowanej w Polsce jako Koniec z Eddym, dostrzegła materiał na spektakl o „trudnym procesie coming outu” i zarazem o „porzucaniu własnej tożsamości klasowej”. Marksiści w proletariuszach widzieli niegdyś reprezentantów klasy, która na drodze rewolucji doprowadzi do powstania sprawiedliwego porządku społecznego. Neomarksiści natomiast przedstawicieli mniejszości seksualnych traktują obecnie jako siłę, która jest w stanie przyspieszyć proces społecznej emancypacji i kształtowania kultury już niemającej charakteru represyjnego. Opowieść o chłopaku z prowincjonalnego miasteczka dorastającym w robotniczej rodzinie, który uświadamia sobie, że jest homoseksualistą, dokonuje coming outu i zmienia tożsamość stając się modnym pisarzem i celebrytą, łączy niejako przekonania starej i nowej lewicy. A Anna Smolar, której dziadek był jeszcze członkiem Komunistycznej Partii Polski i Wszechzwiązkowej Partii bolszewików, natomiast ojciec w czasach PRL był od 1968 działaczem lewicowego nurtu opozycji demokratycznej, a do lipca 2020 zarządzał w Polsce Fundacją Stefana Batorego Georga Sorosa, wręcz jest predestynowana do łączenia tych obydwu nurtów lewicy. Tak jak dzięki dorastaniu we Francji może wprowadzać na polskie sceny dzieła z kręgu tamtejszej literatury. Ale w przypadku Końca z Eddym dokonała jego transpozycji w polskie realia, szukając odpowiedników panującej we Francji homofobii. Stereotypowymi przejawami francuskiej kultury są zaś w jej inscenizacji wizyta w restauracji z rytualnym próbowaniem wina oraz perwersyjne zabawy erotyczne w osiemnastowiecznych kostiumach.

Adaptacja powieści Edouarda Louisa przygotowana przez Smolar w warszawskim Studio jest dość swobodna, gdyż ma oczywiście charakter postdramatyczny. Wypełniają ją bowiem w znacznym stopniu improwizacje i etiudy aktorskie powstałe na kanwie epizodów z powieści. Oglądamy więc Eddiego zmuszanego przez nauczyciela do kopania piłki i biegania, jego siostrę dowiadującą się, że zamiast studiować iberystykę będzie musiała podjąć pracę w piekarni albo zmagania matki i syna z chorym ojcem, którego daremnie próbują ułożyć na tapczanie. Przede wszystkim, aby wydobyć kulturową płeć i płynną tożsamość protagonisty powieści, Smolar powierzyła jego granie dwójce aktorów o przeciwstawnej seksualności: silnemu mężczyźnie Danielowi Doboszowi i delikatnej kobiecie Soni Roszczuk. Zabieg ten służy także zatarciu drastycznych elementów opowieści. W epilogu bowiem, gdy dochodzi do inicjacji seksualnej zgodnej z orientacją narratora i protagonisty, pośrodku sceny obejmują się i całują bynajmniej nie dwaj mężczyźni, lecz dwie kobiety, czyli Roszczuk i Dominika Biernat grająca zazwyczaj siostrę Eddiego. Chociaż wcześniej w ramach pozorowanej próby identyczną scenę jakoby heteroseksualnego miłosnego zbliżenia odgrywał Dobosz z performerem, tancerzem i aktorem, Robem Wasiewiczem. Odtwarzający ojca protagonisty Wasiewicz w długim monologu opowiada o swych problemach z przeistaczaniem się na scenie w uosobienie znienawidzonego patriarchatu, czyli stosującego przemoc w rodzinie i wobec zwierząt – bo mordującego kota – uzależnionego od alkoholu robotnika. Jest to postać karykaturalna i mająca wzbudzać na zmianę pogardę i współczucie. Ojciec jak niemal wszystkie postacie na scenie – z wyjątkiem Eddiego w obu wcieleniach – ma sztucznie podwyższone ramiona i przez całą drugą część spektaklu udaje ból pleców spowodowany ciężką pracą fizyczną w fabryce.

Elementy stylu camp do spektaklu rozgrywającego się w kręgu ludzi pospolitych – rzecz jasna z wyjątkiem wrażliwego i utalentowanego Eddiego – ma zapewne wprowadzać śpiewanie wybranych kwestii niczym w operze. Jednak przedstawienie Anny Smolar jest przede wszystkim wykoncypowane i wtórne, więc pozbawione emocjonalnej siły i nużące. Ponieważ grają w nim Ewelina Żak i Marcin Pempuś parokrotnie zastanawiałem się czy nie znalazłem się w niegdysiejszym teatrze wałbrzyskim. Kiedy męski odtwórca Eddiego zaczął prowokować siedzące na widowni kobiety, składając im seksualne propozycje, miałem poczucie jakbym przebywał w Powszechnym w Warszawie. Przeniknięta autoironią konferencja prasowa z udziałem hipsterów przypominała mi z kolei sposób bycia na scenie aktorów z Nowego.

Spektakl powstały w Studio dowodzi, że teatr ten stał się kolejnym bastionem lewicy w Warszawie, powielającym obowiązujące w owym kręgu schematy ideologiczne i estetyczne. Aktorzy wyszli do ukłonów trzymając namalowane na planszach czerwone błyskawice. Koniec z Eddym okazał się więc jeszcze jednym elementem prowadzonej przez lewicę wojny kulturowej.

Tytuł oryginalny

Coming out proletariusza

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Rafał Węgrzyniak

Data:

28.10.2020