02.11.2020, 09:16 Wersja do druku

Zapamiętajmy: Zbigniew Poprawski

Kilka dni temu odszedł Zbigniew Poprawski – aktor Teatru Rapsodycznego Mieczysława Kotlarczyka, współpracownik Teatru Jednego Aktora Danuty Michałowskiej, dramatopisarz, lalkarz, dyrektor katowickiego Ateneum w końcu lat 70., etatowy reżyser teatru lalek Banialuka w Bielsku-Białej i krakowskiej Groteski, w latach 60. i 70. jeden z najpopularniejszych w Polsce autorów sztuk dla dzieci, etnograf-amator, redaktor Ośrodka TV Kraków, zafascynowany muzyką i szeroko rozumianą obrzędowością, artysta wielu pasji. Miał dziewięćdziesiąt lat.

fot. Jarema Pogwizd

Jego nazwisko niewiele dziś mówi młodym lalkarzom. W XXI wieku rzadko już reżyserował, ostatni raz jesienią 2005 w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach, gdzie wystawił Wesołe historie Ewy Szelburg-Zarembiny, a kilka miesięcy później współpracował jeszcze raz z Danutą Michałowską w Teatrze Szkolnym krakowskiej PWST. Sztuki Zbigniewa Poprawskiego, ongiś goszczące w repertuarach teatrów lalkowych całego kraju, dziś też trafiają na scenę sporadycznie. Warto go jednak zapamiętać, bo choć nie należał do leaderów polskiego lalkarstwa, miał swoje wielkie dni i okresy środowiskowych sukcesów.

Przed laty, na prośbę mojej żony przygotowującej wówczas książkę o dramaturgii lalkowej (Halina Waszkiel, Dramaturgia polskiego teatru lalek, AT, Warszawa 2013), Zbigniew Poprawski przystąpił do spisania swojego artystycznego życiorysu. Opisał wspomnienia ze swych najwcześniejszych lat, pierwszych spotkań z teatrem i młodzieńczych fascynacji. Jak wielu jego rówieśników, także Poprawskiego spotkanie z teatrem zapoczątkowała szopka. Miał cztery lata, kiedy w 1934 roku ojciec zaprosił szopkarzy do domu. „W Bożonarodzeniowym okresie w Krakowie roiło się od rozmaitych kolędniczych grup – przebierańców i szopkarzy, często murarzy, bezrobotnych w sezonie zimowym, dorabiających sobie twórczo. Ich szopki, jako budowlańców, mających praktycznie do czynienia z krakowską architekturą, bywały piękne i misterne. Przyszło więc dwóch – jeden animator, drugi harmonista, użyczający również głosu postaciom – z wielką, okazałą szopką. Po wokalno-muzycznym zbudowaniu nastroju, na dole ‘budowli’ rozsunęła się czerwona kurtynka… Na drewnianej scence z wydrążonymi rowkami (jak potem zauważyłem), żeby lalki mogły się zatrzymać i poczekać na kolejne postacie, rozpoczął się spektakl. Po zabawnych intermediach w slapstickowej konwencji, przyszła pora na kulminacyjny dramat Herodowy (Herod, Śmierć, Diabeł) z takim prawdopodobnie tekstem:

HerodMoja Śmierciczko, nie bądź takiej złości

Dam ci złota, purpury, okryj chude kości.

ŚmierćJa w purpurach nie chodziła i chodzić nie będę,

A takim królom głowy ścinałam i ścinać będę.

I ciach! spadła głowa Heroda, dyndając na sznurku na zewnątrz proscenium.

DiabełZa swe niegodziwe zbytki

Choć do piekła, boś ty brzydki!

Proszę sobie wyobrazić emocje czterolatka, traktującego prymitywne kukiełki jak żywe osoby… Na szczęście harmonista zakończył spektakl wesołym krakowiakiem.”

„Aktorskie” epizody z teatrem w tle zapamiętał Poprawski także z okresu przedszkolnego, z Ochronki (przedszkola) im. Dzieciątka Jezus prowadzonej przez siostry zakonne, a już po wojnie i uzyskaniu matury oraz kwalifikacji bibliotekarza-księgarza, w 1948 został przyjęty do Zespołu Żywego Słowa pod kierownictwem Marii Rokoszowej, działającego pod auspicjami Spółdzielni Wydawniczej „Czytelnik”. W czteroosobowym zespole amatorów, w którym znalazł się i Zbigniew Cybulski, objeżdżał Kraków i południową Polskę, „zwalczając analfabetyzm i krzewiąc kulturę słowa” recytacjami Mickiewicza, Puszkina, Sienkiewicza i Prusa oraz państwowotwórczej prozy współczesnej. 

W 1950 roku, jako dwudziestolatek, Zbigniew Poprawski trafił do krakowskiej Groteski Władysława i Zofii Jaremów. Zaczął się uczyć nowego zawodu – aktora-lalkarza. Był to wówczas bodaj najlepszy zespół lalkarski w Polsce, z Franciszkiem Pugetem, Stanisławem Rychlickim, Leszkiem Śmigielskim, Juliuszem Wolskim, Tadeuszem Walczakiem, Romaną i Stefanem Stojakowskimi, Alfredem Ryl-Krystianowskim, w zespole aktorskim – jak Poprawski – rozpoczynała niemal jednocześnie Leokadia Serafinowicz. Jaremów otaczała plejada artystów, z wybitnymi scenografami: Kazimierzem Mikulskim, Jerzym Skarżyńskim, Lidią Minticz na czele. Poprawski przez siedem sezonów w Grotesce przeszedł bez wątpienia prawdziwą edukację lalkarską. Uczył się gry rozmaitymi lalkami, występował w masce, poznawał lalkarskie rzemiosło z rąk mistrzów, uczestniczył też w bujnym i pełnym napięć życiu teatralnym Krakowa, zwłaszcza od momentu powstania Oddziału Lalkarskiego przy krakowskiej PWST. Zagrał (czasem mniejsze, czasem większe role) w kilku spektaklach Władysława Jaremy, które przeszły do historii. Był Żołnierzem w maskowych Nowych szatach króla, Lucjuszem w słynnych Igraszkach z diabłem, tytułowym Lwem w Sambo i lew, wystąpił w maskowej Babci i wnuczku, czyli Nocy cudów Gałczyńskiego, spektaklu, który zmienił myślenie o lalkarstwie w połowie lat 50., czy Orfeuszu w piekle Zofii Jaremowej.

W Grotesce lat 50. Poprawski poznał lalkarstwo wszechstronnie. Trudno powiedzieć, jakim był aktorem-lalkarzem. Lalkarskim rolom nie poświęcano miejsca w recenzjach, nikt z tamtejszego krakowskiego środowiska nie pokusił się o spisanie wspomnień, coraz mniej wśród nas świadków ówczesnych wydarzeń, a legendy, którymi się wciąż karmimy, rzadko wykraczają poza dokonania dyrektorów czy reżyserów. Tak czy inaczej, Zbigniew Poprawski, czy to z braku dostatecznej satysfakcji (wszak nie zajął w zespole Groteski miejsca pierwszoplanowego), czy to z tęsknoty za nowymi wyzwaniami, w sezonie 1957/1958 związał się z reaktywowanym przez Mieczysława Kotlarczyka Teatrem Rapsodycznym. Był aktorem Kotlarczyka przez kilka sezonów. Zagrał m.in. Odysa w Odysei, Księdza w Dziadach,Króla Marka w Dziejach Tristana i Izoldy, tu zaprzyjaźnił się i związał z Danutą Michałowską i odszedłszy w 1961 z Teatru Rapsodycznego współpracował z nią w zakresie reżyserskim w następnych latach.

W początku lat 60. Zbigniew Poprawski zainteresował się kolejną profesją – zadebiutował jako dramatopisarz. Na ministerialny konkurs na sztukę lalkową napisał Misie Ptysie. Jury, obok nagród dla Jerzego Jesionowskiego i Zbigniewa Wojciechowskiego (Która godzina?), przyznało trzy wyróżnienia, które otrzymali Leon Moszczyński (Złoty klucz), Juliusz Wolski (Chłopcy z ulicy Parkowej) i właśnie Poprawski. Wszystkie sztuki trafiły na scenę, ale sukces Misiów Ptysiów był wyjątkowy. Rzecz adresowaną do najmłodszych dzieci (a o ten repertuar zabiegali lalkarze najbardziej) już w 1964 wystawił Włodzimierz Dobromilski w szczecińskiej Pleciudze, a później znalazła się w repertuarze kilkunastu innych teatrów lalek. Zainteresowanie Poprawskiego repertuarem dla dzieci przyniosło w kolejnych sezonach dwadzieścia kilka sztuk jego autorstwa, wśród nich największą popularnością cieszyły się: Kotek ProtekKaczka DziałaczkaTuroń i WaluśŻyrafa czy TulipanChodzi Turoń, paszczą kłapieBal u króla Lula i inne.

Sukces dramaturgiczny Zbigniewa Poprawskiego, uzupełniający wcześniejsze doświadczenia aktorskie i lalkarskie, pchnął go bez wątpienia w stronę reżyserii. Wcześniej już zajmował się tą dziedziną we współpracy z Danutą Michałowską, w 1965 zadebiutował sam jako reżyser. W Teatrze im. Andersena w Lublinie wystawił PłaszczGogola we własnej adaptacji, ze scenografią Wandy Fik. W późniejszych latach kilkakrotnie wracał do tej realizacji, w Krakowie i Opolu. Jan Pieszczachowicz po krakowskiej premierze w 1967 roku pisał: „Lalki – z wyjątkiem radcy Baszmaczkina i krawca – są bez twarzy. Białe kule różnej wielkości, osadzone na mundurach, których rangę symbolizuje ilość guzików. Generał przypomina koszmarnego, egzotycznego pająka, z czaszką miedzianą, niby kopuła cerkiewki. W ten sposób znajdujemy się w świecie przerażająco anonimowym, gdzie poruszają się ludzie-marionety, zautomatyzowane, groźne w swym funkcjonowaniu... […] Efekty depersonalizacji, alienacji i obcości w królestwie carskiej hierarchii urzędniczej oddane są prawie bezbłędnie. Akcja rozgrywa się na różnych poziomach, a u szczytu wyłania się raz po raz bryła generała, niby idol, czuwający nad tym, aby nikt nie wymknął się swojemu przeznaczeniu.” Obrabowania Baszmaczkina z płaszcza dokonują „dwie ogromne ręce, nie należące do żadnej konkretnej postaci, ręce-symbole, obdzierające małego urzędnika ze wszystkich złudzeń.”

Mierzenie się z repertuarem dla dorosłych na scenach lalkowych nie było łatwe. Trudno było (jak i dziś!) przezwyciężyć powszechne postrzeganie lalkarstwa jako sztuki dla dzieci. Poprawski podjął w Banialuce jeszcze jedną próbę reżyserską na własnym tekście (Opowieści Lady Maybe), ale o sukces w tej kategorii nie było łatwo. Skupił się, jak niemal wszyscy ówcześni reżyserzy-lalkarze na repertuarze dziecięcym i w sumie zrealizował kilkadziesiąt spektakli w teatrach lalek całej Polski, inscenizując własne teksty i sztuki innych autorów. 

Twórczością reżyserską zajmował się przez kilka dekad niezależnie od tego, czy związany był etatowo z teatrami lalek, czy też realizował kolejne swoje pasje, jak kilkuletni okres pracy w telewizji krakowskiej (1968-1972), gdzie prowadził swój program „Zwyczaje i obrzędy”, dokumentujący ludowe i wciąż wówczas żywe tradycje. Te wszystkie swoje pasje umiał łączyć w lalkarstwie właśnie. Ileż zwyczajów i obyczajów udało mu się wpleść w pisane sztuki dla dzieci: Turonie, Pucheroki, szopki, gwiazdorzy… Ileż takich motywów, coraz bardziej odchodzących tradycji, wykorzystał na scenach teatrów lalkowych w realizowanych spektaklach: Chodzi Turoń, paszczą kłapieHej z nogi na nogęNa ten Nowy RokWielka nowinaZ gwiazdą i Turoniem…

Największą sławę przyniósł mu chyba spektakl Baśń o pięknej Pulcheryi i szpetnej Bestyi Jana Ośnicy, wystawiony w Banialuce w 1972 roku, wraz z Jerzym Zitzmanem (scenografia) i Bogumiłem Pasternakiem (muzyka). Sięgnął do bardzo rzadko wykorzystywanych w polskim lalkarstwie marionetek zawieszonych na sztywnym drucie. Skupił się na precyzji w podawaniu tekstu, nieco naiwnego, choć mistrzowskiego w literackiej stylizacji, rysującego wyłącznie czarno-białe charaktery. Podkreślał pewną sielankowość iluzjonistycznej scenografii, ale budował jednocześnie fascynujący baśniowy świat, który zachwycał widzów. Prawdziwy teatr teatralny, magiczny. Irena Wosatka („konsekwentna w roli ‘pierwszej naiwnej’, z odpowiednim do niej czystym, łagodnym i pełnym słodyczy głosem”) i Henryk Ćmok („liryczny, z odcieniem heroikomicznym”) zagrali piękne role Pulcheryi i Bestyi. Poprawski wrócił do tej inscenizacji w Szczecinie, w dekadę później zrealizował jej nową wersję w Krakowie, tym razem ze scenografią Jana Polewki i muzyką Antoniego Mleczki. Ta wersja została zapisana przez krakowską telewizję i w 1983 przyniosła Zbigniewowi Poprawskiemu i Grotesce nagrodę jury na Telewizyjnym Festiwalu Widowisk dla Dzieci i Młodzieży oraz wielką nagrodę telewizyjnej publiczności dziecięcej. Milionowej publiczności! 

Do Groteski, za czasów Fredy Leniewicz, Poprawski powrócił w latach 80. Przez kilka sezonów, do 1987, był etatowym reżyserem. Ta funkcja powoli zaczęła zanikać w strukturze teatrów lalek w nowej rzeczywistości. W latach 90. Poprawski reżyserował jeszcze w Rzeszowie, Kielcach, Katowicach. Sięgał często do własnych, choć nowych tekstów, ale popularności z lat 70. nie powtórzył.

Jeśli ktoś kiedyś pokusi się o obszerniejszy szkic o twórczości Zbigniewa Poprawskiego, trzeba będzie z pewnością sięgnąć i do rzeszowskiego spektaklu Hej z nogi na nogę, i będzińskiej Historii nie z tej ziemi i jamnik Doremi, białostockiego Teatru Garliekina i pewnie wielu innych przedstawień. Trzeba będzie prześledzić dokładnie jego twórczość dramatopisarską i zawarte w niej tropy prowadzące do wielu pasji artysty.

Tymczasem, zapamiętajmy tego twórcę. W tych dniach, kiedy wspominamy zmarłych, niech powrócą do nas lalkarze, którzy odeszli w minionym roku: Dagny Koczorowska-Kornacka z Pleciugi, Eliza Piechowska z BTL-u, Janusz Ryl-Krystianowski z Teatru Animacji, Maria Sowińska z Pinokia i Arlekina, Joanna Stasiewicz-Ignaciuk z Arlekina, Wiesław Zazula z Tęczy i oczywiście Zbigniew Poprawski. Pamiętajmy!

Tytuł oryginalny

Zapamiętajmy: Zbigniew Poprawski

Źródło:

www.marekwaszkiel.pl
Link do źródła

Autor:

Marek Waszkiel