„Stara-Nowa Pastorałka” wg anonimowych misteriów staropolskich i kolęd oraz „Pastorałki” Leona Schillera w reż. Jerzego Machowskiego z Teatru Klasyki Polskiej w Warszawie w Dom Pracy Twórczej w Radziejowicach. Pisze Piotr Zaremba w „Rzeczpospolitej”, dodatku „Plus Minus”.
W wersji Jerzego Machowskiego pastorałki są zdumiewająco zabawne.
Pastorałki to scenki z pasterzami witającymi narodziny Jezusa. Leon Schiller nazwał tak swoje jasełkowe widowisko. W Radziejowicach odbyła się premiera „Starej-Nowej Pastorałki" według scenariusza i w reżyserii Jerzego Machowskiego. To spektakl Teatru Klasyki Polskiej.
Machowski zręcznie połączył tekst Schillera z innymi tekstami jasełkowymi, także ze staropolskimi intermediami niekoniecznie bożonarodzeniowymi, z kawałkami Biblii, a nawet fragmentami utworów Kochanowskiego czy Wyspiańskiego. Wyszło spod jego ręki pulsujące życiem widowisko, na dokładkę pełne kolęd. Zdumiewająco zabawne, dawni chrześcijanie mieli poczucie humoru. Naładowane radością z robienia teatru w stanie czystym, ale i z religijnej dobrej nowiny.
Zaczyna się od stworzenia człowieka - pełnym namaszczenia Bogiem jest Andrzej Mastalerz. Zabawnym Adamem - Ksawery Szlenkier, atrakcyjną Ewą - Natalia Gadomska. Potem Ewa zmienia się w cieplutką Marię. Zaczyna się wędrówka Świętej Rodziny do Betlejem. Józefa imituje z surową prostotą naturszczyka Henryk Gołębiewski, dawny aktor dziecięcych filmów. Aktorzy, zwykle w kilku rolach, grają to lekko, niemal komediowo, kładąc nacisk na umowność sytuacji i na naiwność wyobrażeń, bawiąc się samym językiem. Ale za naiwnością kryje się prosta mądrość tamtych, dziś zapominanych symboli i pojęć. Dawno nie widziałem teatru robionego z taką radością.
Czego tu nie ma? Wyśmienita, właśnie ludowo-naiwna scenografia Aleksandry Redy. I oddzielny bohater - muzyka na dawnych instrumentach, animowana przez Marię Pomianowską. Pani profesor, sama grająca na fidelach, staje się mistrzynią ceremonii. Muzycy z jej zespołu bawią się razem z aktorami.
Fabuła biegnie zygzakiem, raz jesteśmy w Judei, raz w Polsce. Pasterze to nasi górale, ale tak bywało w jasełkach. Ma się rodzić Jezus, ale postaci używają już języka chrześcijańskich pojęć. To także charakterystyczne dla tamtych widowisk. W tle mamy bożka lasu Sylwanusa z Kochanowskiego i rzymską wróżkę Sybillę. A Maria śpiewa w szopie modlitwę Konrada z „Wyzwolenia". I nagle robi się poważnie, bardzo polsko.
Aktorzy szaleją na scenie. Andrzej Mastalerz jest upierdliwym pasterzem Bartosem, a za chwilę posępnym królem Herodem. Jego temperament rozsadza widowisko. Ale to samo da się powiedzieć o młodym Filipie Orlińskim, Diable, Archaniele, Królu Dawidzie (bo i ta historia jest wpleciona) oraz Żaczku zamęczanym przez Bartosa (to jedna z najlepszych scen, kompletnie dygresyjna). Dawno nie widziana na scenie Agata Mastalerz gra smakowicie Karczmarkę, Sybillę i żonę Heroda. Nad wszystkim czuwają piękne Anioły: Marta Dylewska i Justyna Fabisiak. Ale ta ostatnia jest także zabawną Śmiercią ucinającą łeb Herodowi. Jej zmagania z Diabłem - Orlińskim to kolejna mistrzowska scena, pełna staroświeckiej choreografii i niemal postmodernistycznego absurdu.
Nie pomińmy ekipy Pasterzy: Robert Latusek, Leszek Zduń, Bartosz Turzyński, Ksawery Szlenkier bawią swoją nieporadnością, ale przecież oni to my, gdybyśmy tylko chcieli uwierzyć. Potem niektórzy z nich stają się Mędrcami ze Wschodu. Wymieńmy też Pawła Lipnickiego, monstrualnego Goliata walczącego z Dawidem, a potem Kozaka śpiewającego Dzieciątku ukraińską kolędę. Oby Grzegorz Braun nie oskarżył spektaklu o ukrainizowanie Polski.
W tym spektaklu możliwe jest wszystko: Hetman Heroda (wyborny Maciej Wyczański, także Turoń) obrzuca żydowskiego kupca (Dariusz Kowalski) antyżydowskimi inwektywami. A przecież sam musi być Żydem. Ale u Schillera Herod to niemal władca świata. Dodajmy, że Kowalski to także zapowiadacz, Prologus. Jego majestatyczne komentarze kontrastują ze słownymi gagami i z żywiołowymi kolędami, a przecież to jedna całość. Jedno i drugie wyraża ład, harmonię świata...
„Stara-Nowa Pastoralka", reż. Jerzy Machowski, Teatr Klasyki Polskiej