„Jadwiga” Piotra Rowickiego w reż. Anny Gryszkówny w Mazowieckim Instytucie Kultury w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.
Ocena Recenzenta: 8/10
Tworząc teatr biograficzny i wybierając jako formę wypowiedzi monodram, Agnieszka Przepiórska przypomina i przybliża widzom postacie kobiet niezwykłych, często niesłusznie zapomnianych. Jedną z nich jest poetka Jadwiga Strancmanówna, urodzona w Warszawie w 1919 roku, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Debiutowała dopiero w wieku sześćdziesięciu lat, a mimo to zdołała zachwycić czytelników niezwykłą wrażliwością i wyczuleniem na barwy otaczającego świata — pomimo postępującej, nieuleczalnej ślepoty.
Opowiadając o niej, Agnieszka Przepiórska wykorzystuje wprawdzie wątki autobiograficzne, ale przede wszystkim stara się zajrzeć w zakamarki duszy kobiety, matki, babki, dziennikarki i poetki — podobnie jak w swoich wcześniejszych jednoosobowych spektaklach. Ich bohaterkami czyniła kobiety próbujące zachować niezależność i poczucie sprawczości, z odwagą realizujące swoje plany i pasje w środowisku zdominowanym przez mężczyzn.
Warto wiedzieć coś więcej o Jadwidze Stańczakowej, zanim wysłucha się monodramu autorstwa Piotra Rowickiego — garść informacji o życiu poetki, podana w formie retrospekcji i wspomnień z dzieciństwa, może bowiem nie wystarczyć. Spektakl w reżyserii Anny Gryszkówny, złożony z wierszy, urwanych słów i refleksji nasyconych podskórnym lękiem, a zarazem wielką siłą, tchnie ulotną, bolesną nostalgią — piękną i tajemniczą.
Kiedy Jadwiga pisała o swojej chorobie i pogłębiającej się niepełnosprawności, często czyniła to z dystansem i ironią. Nie skarżyła się, choć ze słów przebijał ból, a czasem także gorycz. Wcielając się w postać bohaterki, Agnieszka Przepiórska gra bardzo intensywnie, zestawiając obrazy, pomiędzy którymi brakuje łatwo uchwytnego związku, a które jednocześnie kipią wielkim apetytem na życie i radością z codzienności. Zespala się z postacią, dzięki czemu bez trudu odczytujemy myśli i uczucia autorki „Ślepaka”.
Przepiórska ukazuje burzę uczuć miotających Jadwigą, podkreśla jej relacje ze znanymi osobami, zwłaszcza z Mironem Białoszewskim. Gdy ten odradzał jej pisanie wierszy, miała odpowiedzieć: „Mam cię w dupie! Chcę pisać i będę pisała”. Podziw budzi sprawność fizyczna aktorki (recytowanie w pozycji stania na głowie nie jest łatwe), nienaganna dykcja oraz znakomite wyczucie sceniczne. Umiejętnie wchodząc w rolę, oddaje poczucie humoru Jadwigi, jej zamiłowanie do medytacji oraz specyficzny, liryczny autobiografizm — poetka z upodobaniem portretowała członków rodziny i znajomych.
Przepiórska pokazuje także niezłomność i szczerość bohaterki, która nie bała się głośno mówić o chorobach takich jak depresja — co w tamtych czasach było postawą wyjątkową.
Całość jest skondensowana, nasycona emocjami, lecz zachowująca umiar — podobnie jak poezja Stańczakowej i jej siedemnastosylabowe miniatury. „Chciałabym pisać bez słów. Haiku prawie mi to spełniły” — pisała poetka. Mieszankę euforii i żalu zawsze otulała nadzieją, co umacniało ją jako twórczynię świadomą. Podkreślają to symboliczna scenografia Matyldy Kotlińskiej oraz muzyka Piotra Skotnickiego.
Stańczakowa nigdy nie odeszła od swojego sposobu postrzegania świata i poezji, jaką podpowiadało jej serce. Pozostała wierna sobie i własnej wrażliwości, wzbogacając surowość wierszy plastyczną zmysłowością. Nie chciała być „tą niewidomą od Białoszewskiego” — i właśnie taką ją widzę w niezwykłym, pełnym energii, a zarazem spokoju monodramie Agnieszki Przepiórskiej.