26.08.2021, 10:50 Wersja do druku

"Chaplin" w świecie Chagalla – o spektaklu Teatru Lalkowego w Koszycach

"Chaplin" w reż. Braňo Mazúcha z Teatru Lalkowego w Koszycach (Słowacja) na Międzynarodowym Festiwalu Sztuk Trans/Misje Trójmorze w Rzeszowie. Pisze Tomasz Domagała w oficjalnym dzienniku festiwalu.

fot. mat. organizatora

Wchodzi ich czworo, ubranych w szare kostiumy, przypominające robotnicze uniformy. Siadają na proscenium i wyjmują spod nich połówki bochenków chleba. Odwijają je z szeleszczącego papieru i zaczynają w ciszy pałaszować. Zwykli zjadacze chleba, lalkarze. Tuż za nimi wchodzi wyfiokowany mężczyzna z futerałem na skrzypce, wita się z „robotnikami”, krząta wokół sceny, by w końcu znaleźć swoje miejsce. Gdy otwiera futerał, okazuje się, że zapomniał skrzypiec. Wybiega z sali, wraca z instrumentem, sadowi się po prawej stronie sceny i upomina nas, widzów, w kwestii telefonów komórkowych. Muzyk, artysta. Dopiero teraz rozpocznie się przedstawienie: aktorzy udadzą się za ustawioną na proscenium zastawkę w kształcie filmowych kadrów (w końcu to spektakl o Charlie’em Chaplinie) i rozpoczną właściwe – jak nam się przynajmniej wydaje – przedstawienie. Pojawia się muzyka, ale sam wątek teatru w teatrze odsuwa się na drugi plan.

Wypada się tu na chwilę zatrzymać. W teatrze lalkowym, gdy opowieść zostaje w całości opowiedziana za pomocą marionetek, a więc lalek poruszanych od góry za pomocą sznurków i drucików, do pokonania zawsze pozostaje problem widoczności sterującego nimi aktora. Jednym z najpowszechniejszych rozwiązań, jakie się spotyka w tego typu spektaklach, to zabieg sugerujący, że lalkowi bohaterowie są aktorami w jakimś większym teatrze świata, być może boskim, a na pewno kosmicznym. W ten sposób łatwo wprowadzić na scenę metafizykę. Świetny reżyser Brano Mazuch nie idzie na łatwiznę – od razu stwarza aktorom opisany już przez mnie kontekst, wprowadzając interesujący wątek życia artystów poprzez ich funkcjonowanie w teatralnej hierarchii. Co ciekawe, będzie on do końca spektaklu dyskretnie towarzyszył opowieści o Chaplinie, rozbrajając skutecznie bombę relacji aktora i lalki.   

Na scenie pojawia się więc tytułowy bohater, ale ci, co myśleli, że opowieść się wreszcie zacznie, jeszcze muszą poczekać. Najpierw bowiem zostaje nam przedstawiony narrator – dorosły Chaplin, którego gra duża marionetka w opozycji do bohatera, obecnego na scenie w postaci o połowę mniejszej marionetki. Jako że jest to historia o miłości, ukochana Chaplina również pojawi się w dwóch osobach, tej mniejszej sprzed lat i tej większej, po przejściach, obecnej tu i teraz. Nie ma sensu opowiadać tu fabuły, wspomnę więc tylko, że jest ona niezwykle pięknie opowiedziana, a momentami nawet wzruszająca. No i oczywiście znakomicie zagrana! Aktorom Koszyckiego Teatru Lalkowego (Jana Bartošová, Kristína Medvecká Heretiková, Jana Štafurová, Miroslav Kolbašský, Peter Creek Orgován) kłaniam się nisko.

Na uwagę zasługuje bez wątpienia także scenografia i cała strona wizualna spektaklu. W scenie ślubu użyto na scenie wiatru w tak genialny sposób, że wyglądała ona jakby żywcem przeniesiona z obrazów Marca Chagalla. Jako że poetyka obrazów urodzonego na Białorusi żydowskiego mistrza kubizmu w jakiś niepojęty sposób oddaje duchowy pejzaż całej Europy Środkowo- Wschodniej, świat przedstawiony w Chaplinie nagle stał się jakiś bliski, swojski, a przez to poruszający. Oczywiście inspiracji malarskich było tam więcej, ale ta wydaje mi się w Rzeszowie najbardziej czytelna.

Słowacki spektakl zostaje pod powiekami. To 55 minut snu, który śnił się nam ze sceny z zaskakująco żelazną (jak na sen) logiką, ale i zanurzał nasze serca w surrealistycznych, pięknych obrazach lalkowego teatru. Do dziś się z tego snu nie mogę obudzić. Nie mogę, bo nie chcę.

Tytuł oryginalny

Zapiski oficera Armii Trójmorza – oficjalny dziennik FST Trans/Misje 2021

Źródło:

domagalasiekultury.pl
Link do źródła