02.08.2021, 11:01 Wersja do druku

Cena słowa

"Niepokój" Iwana Wyrypajewa w reż. Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Pisze Wojciech Jerzy Kielar w portalu teatrologia.info

fot. Dominik Werner

Czy wybitny pisarz, noblista lub kandydat do tej nagrody, musi jednocześnie pełnić misję autorytetu moralnego zobowiązanego do pełnej poprawności politycznej? Temu, jakie oczekiwania społeczne narzucane są ludziom obdarzonym niezwykłym talentem literackim, poświęcono w ostatnich sezonach kilka istotnych filmów (Honorowy obywatel w reżyserii Gastona Dupranta i Mariano Cohna, Słodki koniec dnia w reżyserii Jacka Borcucha), a także spektakl Twórcy obrazów w reżyserii Artura Urbańskiego wystawiony na deskach Teatru Narodowego. Twórcy gdańskiego Niepokoju nie zadowolili się jednak rozważaniem jedynie tej kwestii. Ze sceny padają inne, nie zawsze wygodne pytania. Czy fikcja literacka zwalnia od odpowiedzialności etycznej? Czy rzeczywistość zewnętrzna może być bezkarnym polem doświadczeń, by w autorze obudzić pożądane emocje, a te następnie mogły być przekute w słowa?

Niepokój Iwana Aleksandrowicza Wyrypajewa jest polską prapremierą znakomitego dramatu współczesnego rosyjskiego pisarza, który zyskał popularność m.in. takimi sztukami jak Tlen czy Sny. Związki Wyrypajewa z Polską są dość rozległe. Nie tylko jego dramaty często goszczą na naszych scenach, a on sam reżyseruje spektakle w warszawskich teatrach, ale zamierza również w nadchodzącym sezonie otworzyć autorską szkołę teatralną dla reżyserów i dramatopisarzy. Rosyjski twórca najchętniej zagłębia się w złożoność ludzkiej psychiki i to łączy go niewątpliwie z zainteresowaniami reżysera spektaklu, Grzegorza Wiśniewskiego. Wiśniewski w swych przedstawieniach takich jak Król Ryszard III z Teatru im. Jaracza w Łodzi, Harper z Teatru im. Żeromskiego w Kielcach czy gdańskich produkcjach Bella Figura, Fedra i Lilla Weneda eksploatuje nie tylko skomplikowane sieci powiązań między bohaterami, ale także, jak zauważyła to Monika Mokrzycka-Pokora, analizuje „meandry ludzkiej psychiki z jej wielkością i kalectwem”. Oba te wątki obecne są w Niepokoju.

fot. Dominik Werner

Osią spektaklu jest wywiad młodego polskiego dziennikarza Krzysztofa Zielińskiego (Robert Ciszewski) z wybitną amerykańską pisarką Ullą Richte, przypuszczalną kandydatką do nagrody Nobla (Dorota Kolak). Rozmowie asystują, usiłując ją kontrolować, córka i prawniczka Ulli – Natalie Blumenstein (Katarzyna Dałek) oraz agent literacki Steve Racoon (Michał Jaros), a także fotograf Michael (Jan Napieralski).

Znakomita, chyba najlepsza w spektaklu, jest niema scena, która go otwiera. Dziennikarz oczekujący na wywiad mogący zadecydować o jego zawodowej przyszłości, stoi na proscenium nerwowo wpatrzony w publiczność. Ubrany jest w szary garnitur, na nogach ma skarpetki, w ręku stertę notatek. Niepewnie przestępuję z nogi na nogę. Niepokój aktora przed rozpoczynającym się spektaklem nakłada się na niepokój postaci, która od roku zabiegała o wywiad z pisarką. Ona sama siedzi tyłem w głębi sceny, niewidoczna dla Zielińskiego. To Ulla okaże się faktycznym reżyserem wywiadu, który za moment się rozpocznie. Przygotowała się do niego równie dobrze jak dziennikarz. W tekście Wyrypajewa poza piątką aktorów ujęty jest też „przyjemny męski głos prowadzącego”, który jednocześnie zastępuje didaskalia i komentuje, często przewrotnie, sceniczną akcję. Głos ten ma pełną wiedzę o bohaterach, wnika w ich psychikę. Wiśniewski te partie tekstu powierzył Kolak, rozbrzmiewają one z offu. Zmiana ta jest niezwykle istotna. Gra sił pomiędzy pozostałymi postaciami jest jedynie pozorna. Ulla rozdaje karty z taką łatwością i przebiegłością, z jaką Prospero zarządza swą armią duchów. Ani Steve i Natalie, ani tym bardziej Krzysztof nie mogą mieć wpływu na to, co zostanie powiedziane. Podporządkowując rzeczywistość fikcji i sytuując się poza moralnością, pisarka pozornie odkrywa się, balansuje na granicy kompromitacji, by – gdy w finale zademonstruje swe mroczne, bezwzględne oblicze – nikt ze zgromadzonych nie był w stanie dociec, czy rzeczywiście popełniła zbrodnię, czy pisze kolejną powieść. Spektakl kończy sekwencja wideo ukazująca twarz Ulli czytającej fragment swego najnowszego dzieła. Brzmi on niczym kommos na cześć autentycznych uczuć świadomie startych i przetworzonych, by ulepić z nich słowa. Tytułowy niepokój to cena dobrowolnego amputowania wrażliwości na rzeczywistość w zamian za wrażliwość na niemogące jej w pełni zastąpić tworzywo literackie.Wiśniewski buduje swój spektakl ascetycznie, skupiając się niemal wyłącznie na niezwykle intensywnej obecności aktorów na scenie. Cały zespół gra znakomicie technicznie: wszystkie frazy, zarówno mówione szeptem jak i wykrzyczane, są całkowicie zrozumiałe. Z różną skutecznością poszczególni aktorzy budują jednak wewnętrzną dynamikę swoich postaci i sieć interakcji.

Rolę Ulli Dorota Kolak kreuje przejmująco. Żongluje emocjami, myli tropy, sugestywnie manifestując swoją władzę poprzez dozowanie uprzejmości i okrucieństwa. Buduje postać nieprzeniknioną, równie autentyczną, gdy kłamie i gdy domaga się kolejnej szklanki whisky.

Mimo że Kolak stworzyła kreację, która z pewnością zapisze się w historii gdańskiej sceny na równi z jej rolami w Trojankach Jana Klaty i Marii Stuart Adama Nalepy, nie odebrała ona autonomiczności i wyrazistości pozostałym postaciom.

fot. Dominik Werner

Na szczególną uwagę zasługuje także rola Jana Napieralskiego. Fotograf Michael ma stosunkowo niewiele tekstu, jest dla rozwoju akcji postacią niemal peryferyjną. Napieralski jednak, epatując sensualizmem, nasyca scenę swoją obecnością. To on najpełniej wykorzystuje pozawerbalne środki wyrazu i wchodzi w przekonujące, umotywowane relacje z czwórką pozostałych bohaterów. Zachowuje się jak profesjonalny fotograf, jednocześnie jednak prowadząc własną grę. Świadomy swojego uroku, bezczelny i wyrachowany usiłuje uwodzić córkę Ulli, jednocześnie ją prowokując. Nagrywa kompromitujący fragment wywiadu (to inwencja reżyserska, ale tekst Wyrypajewa daje pole do takiej jego interpretacji) i próbuje szantażować Steve’a i Natalie, którzy ostatecznie muszą w nim dostrzec równoprawnego i niebezpiecznego gracza. Wieloznaczna i znakomita jest scena ukazująca martwego Michaela u stóp Ulli. Może być ona zarówno retrospekcja wizualizująca rzekomo zamordowanego przez nią serbskiego kochanka, jak i zapowiedź dalszych losów fotografa, który zaczął stąpać po niebezpiecznym gruncie.

Katarzyna Dałek i Michał Jaros tworzą postaci zbudowane na podobnym szkielecie. Elegancko ubrani, pewni siebie (a nawet zadufani) wierzą, że to oni sterują nie tylko wywiadem i karierą, ale samą Ullą. Gdy ta nie pozostawia im złudzeń, okazawszy okrucieństwo przy obcych względem własnej córki i zwolniwszy agenta, przekonująco przedstawiają oblicza ludzi, którym świat wymknął się z rąk. Kluczową rolę pełnią tu drobne gesty i mimika. Obydwoje Krzysztofa traktują protekcjonalnie. Dałek wiarygodnie odgrywa też niejednoznaczną relację z Michaelem – przesyconą erotycznym magnetyzmem i irytacją spowodowaną bezczelnością fotografa. Poza nielicznymi momentami, zabrakło jednak pogłębienia i rozwinięcia relacji na linii Steve-Natalie, a wydaje się, że tekst dramatu zostawia ku temu pole.Trudna rola przypadła w udziale Robertowi Ciszewskiemu. Udało mu się przekonująco oddać niepewność postaci o najniższym statusie spośród wszystkich występujących na scenie; chłopaka z dalekiego kraju, który podobnie jak Ulla nienawidzi własnej krwi i zdejmuje buty w mieszkaniu pisarki. Znakomicie ogrywa rekwizyty: niczym tarczą usiłuje bronić się w trudnych sytuacjach stertą notatek, nerwowo trzymana butelka wody służy mu za talizman. Słabiej, niestety, wypada w scenach wymagających przełamania postaci. Aktor nie wychodzi poza repertuar wygodnych dla siebie środków wyrazu, ani gdy wbrew ustaleniom ze Stevem pyta Ullę o jej skrywane polskie korzenie i antysemityzm, ani nawet gdy próbuje dusić agenta pisarki. Brak gradacji emocji powoduje, że jego nagły napad złości nie został wyraziście umotywowany i zdaje się być „odklejony” od struktury postaci. Krzysztof Zieliński jest gejem, o czym mowa na scenie. Ciszewski jednak w żaden sposób nie uwzględnia tej informacji w swojej koncepcji postaci. Gdy zmysłowy fotograf niemal go obejmuje, by zrobić korzystną fotografię Ulli, ten nie obdarza go ani uśmiechem, ani nawet spojrzeniem.Postaci w ciemnych strojach poruszają się na czterech podestach z dykty (scenografia Mirka Kaczmarka), których krzywizny potęgują wrażenie niepokoju. Balansowanie na nich wymaga pewnej ekwilibrystyki, podobnej do tej, jakiej wymaga próba przeprowadzenia – lub tym bardziej kontrolowania – wywiadu z Ullą. Każdy z tych podestów zdaje się jednocześnie stanowić osobną „wyspę” eksponującą alienację poruszających się na nich postaci. Istotną rolę pełnią w spektaklu także nieliczne rekwizyty. Dychotomia miedzy prostolinijną autentycznością a światem niebezpiecznej ułudy uwidacznia się w zestawieniu wody, którą pije Krzysztof, z butelką whisky, którą w nadmiarze raczy się Ulla. Ekran oświetleniowy, którym operuje Michael, uświadamia z kolei, że niezależnie od stopnia pozornego ekshibicjonizmu emocjonalnego Ulli, uczestniczymy wciąż w sytuacji zaaranżowanej, w świecie na pokaz. Pod koniec spektaklu pojawią się także dwie wizualizacje. Pierwsza w falujących pasach czerni i bieli, niczym z opartowskich obrazów Bridget Riley, unaoczniać może względność granic między prawdą a fikcją i budować pejzaż wewnętrzny dużej dziewczynki, która wciąż „spada wzwyż”. Druga, wspomniana już powyżej, ukazuje twarz Doroty Kolak podczas finalnego monologu. Wówczas do głosu dochodzi też wzmacniająca emocjonalny ton sceny muzyka (Filip Kaniecki).

fot. Dominik Werner

Wiśniewski z dużym szacunkiem podszedł do tekstu Wyrypajewa, pozwolił mu wybrzmieć niemal w czystej formie. Dzięki temu spektakl w mistrzowski sposób ukazuje sieć uwikłań nie tyle nawet w skomplikowane relacje społeczne, co w ciemne wnętrze duszy, swoją niekochaną krew, przed którymi jedyną ucieczką okazuje się literatura. Talent nie jest tu gwarancją heroizmu etycznego, wręcz przeciwnie, wymaga prawdziwych ofiar. Zarówno Wyrypajew jak i Wiśniewski dotykają zatem samej istoty twórczości i ceny, jaką bywa ona okupiona.


1 Warto dodać, że znakomity tekst Radosława Paczochy o dramacie Wyrypajewa zawarty został w programie spektaklu.

Tytuł oryginalny

Cena słowa

Źródło:

www.teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Wojciech Jerzy Kieler

Data:

29.07.2021