EN
04.06.2022, 10:25 Wersja do druku

Walczę, więc jestem. O „Zamku”, premierze warszawskiego Teatru Dramatycznego, rozmawiają Skrzydelski z Morozem

Skrzydelski: Nie pierwszy raz mamy okazję pogadać o tytule, który niedawno już na scenie widzieliśmy. Młody reżyser Franciszek Szumiński, który do tej pory wystawił tylko kilka spektakli, wziął w Teatrze Dramatycznym na warsztat „Zamek” Kafki. Wyższa szkoła jazdy. Pomijam już to, że mnie nigdy nie udało się przebić do końca tej lektury.

Moroz: Każdy, kto zna „Proces”, ma raczej problem z „Zamkiem”. Tropy są bowiem podobne. Wspomniałeś o wersji Pawła Miśkiewicza, którą obejrzeliśmy w listopadzie zeszłego roku w Teatrze Narodowym. Zostawmy jednak Miśkiewicza i wróćmy do Franciszka Szumińskiego.

Skrzydelski: Z przyjemnością przyjąłem jego „Śmierć Iwana Iljicza” (2020) wg Tołstoja, którą zrealizował w Teatrze Wybrzeże, skromną rzecz, w której udało się skumulować niezwykle dojmującą atmosferę. I to, co najistotniejsze, rozgrywało się tam między słowami. Zapamiętałem Krzysztofa Matuszewskiego jako Iwana. I niestety jest to – żałuję – moje jedyne doświadczenie z tym reżyserem. Jednak słyszałem też sporo dobrego o jego „Dzikiej kaczce” (2019) Ibsena z kieleckiego Teatru Żeromskiego. Co interesujące, Szumiński zaczynał jako aktor. No i informacja dla ciebie fundamentalna: miał szansę asystowania Miśkiewiczowi.

Moroz: Jednak Szumiński robi teatr zupełnie inny. 


Całość rozmowy - w Magazynie e-teatru

Źródło:

Materiał własny