Logo
Aktualności

Brwinów. Performatywna „Madame Butterfly”

15.06.2026, 13:33 Wersja do druku

Zbiegły się w brwinowskim kalendarzu letnim dwa wydarzenia sceniczne prezentowane w nietypowych miejscach i w oryginalny sposób. Były to: czytanie sceniczne „Ulissesa” Jamesa Joyce’a w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie (13 VI 2026) i plenerowa prezentacja „Madame Butterfly” Giacomo Pucciniego w Otwartym Ogrodzie Wernerów w Brwinowie (14 VI 2026).

fot. Dominika Szewczyk-Franczak

W pierwszym wypadku – dla określenia formy prezentacji - stosujemy anglojęzyczną nazwę „performatywna”. Aktorzy w kostiumach, z testem w ręku, poruszają się w symbolicznie tylko zagospodarowanej przestrzeni scenicznej. 

Oglądając (a przede wszystkim słuchając) brwinowskiej prezentacji „Madame Butterfly” przez ukostiumowanych artystów Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, którzy śpiewają w równie skromnie zaznaczonej dekoracji, mając przed sobą pulpity z zapisem nutowym, bez orkiestry i chóru, jedynie z akompaniamentem fortepianu, chciałoby się użyć tego samego określenia -„prezentacja performatywna”. Jest to specyficzna dla widza forma sceniczna, pozwalająca jeszcze bardziej skupić się na samej muzyce i śpiewie. Wykonawcami byli: Anna Terlecka – Madame Butterfly, Maciej Musiał – Pinkerton, Dominika Szewczyk-Franczak – Suzuki, Paweł Urban – Sharpless, Przemysław Cierzniewski – Goro, Lidia Kitlińska – Kate, Jacek Kostoń – Komisarz. I było to wykonanie doskonałe – chciałoby się powiedzieć: głos w głos, partia wokalna w partię. Akompaniament: Małgorzata Piszek.

Ani plenerowe warunki (z powracającym lekkim deszczem), ani skromny muzyczny aparat wykonawczy (jedynie fortepian), nie dały znakomitym wykonawcom żadnej taryfy ulgowej. Każdy z artystów dał z siebie to, co najlepsze! Chapeau bas! Dodatkowym walorem i smakiem tej duchowej uczty był taniec Klaudii Szmytki, która najsubtelniej wcielała się w emocje targające sercem tytułowej bohaterki. Szczególny podziw, uznanie i wzruszenie budził zwłaszcza śpiew wykonawczyni partii tytułowej – Anny Terleckiej. W finałowej scenie w oczach zebranej publiczności zakręciły się, a nawet popłynęły łzy. Przyczynił się do tego także bliski kontakt widzów z artystami, zwykle oddzielonych – w warunkach sali teatru operowego – kanałem orkiestrowym. W ogrodzie państwa Wernerów nie było tego dystansu i dramat Cio-Cio-San dotykał nas bezpośrednio – był na wyciągnięcie ręki. To jeden z niepowtarzalnych walorów takiej bliskiej, niemal intymnej, prezentacji artystycznej w ogrodzie muzycznym.

Słowa uznania należą się także publiczności, która bardzo licznie przybyła, mimo ulewnego deszczu poprzedzającego to muzyczne święto. To zapewne efekt dwudziestu poprzednich muzycznych prezentacji podczas Otwartych Ogrodów pod tym adresem – pani Maria Werner Mickiewicz pozyskała sobie serca brwinowskich melomanów, oferując za każdym razem produkt artystyczny najwyższej jakości. Pani Maria pozyskała sobie przede wszystkim zaufanie artystów najwyższej próby (wszak to członkowie zespołu Opery Narodowej!), którzy już po raz kolejny zjeżdżają do jej ogrodu. 

Nie zrażona pogodowymi ekscesami aury wierna od lat publiczność dotarła, zmoczone deszczem krzesełka na widowni osuszyła i pełna najwspanialszych oczekiwań zasiadła – bo miała przeczucie (jakże uzasadnione!), że czeka ją uczta duchowa na miarę tych z Mozartem, czy Verdim z lat poprzednich. Będzie to zapewne jeden z najwznioślejszych akordów tegorocznych Otwartych Ogrodów w Gminie Brwinów.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także