12.06.2021, 12:19 Wersja do druku

Tuląc nieobecnych. O „Odysei. Historii dla Hollywoodu” Krzysztofa Warlikowskiego rozmawiają Skrzydelski z Morozem

Moroz: To dziś zaczynamy konkretnie. Jesteśmy po premierze oczekiwanej przez wielu z nadzieją i ekscytacją. „Odyseja. Historia dla Hollywoodu” – spektakl Krzysztofa Warlikowskiego – to miało być wydarzenie sezonu. Czy rzeczywiście nim jest?

Skrzydelski: Chyba słusznie za takie uchodzi. Próby ruszyły w lutym 2020 r., a w sierpniu przedstawienie miało gościć na Epidauros Festival. Wszystko wówczas zostało jednak zawieszone, a w końcu odwołane. Ale się doczekaliśmy. A sama „Odyseja” to dla Warlikowskiego temat zasadniczy. Zresztą wielokrotnie z fenomenalnym skutkiem zajmował się antykiem, dość wspomnieć „Elektrę” (1997), „Peryklesa” (1998) czy „Bachantki” (2001). Jednak epos Homera ma w sobie potencjał wyjątkowy, uniwersalny; jako topos skupia wokół siebie bieżące sprawy świata. A dziś nabiera jeszcze szczególnej intensywności.

Moroz: Ale to nie jest „Odyseja” pandemiczna, mimo że mogła być, i to również byłoby ujęcie ciekawe. Warlikowski odwołuje się do Homera m.in. po to, by raz jeszcze zmierzyć się z Zagładą i jej współczesnymi echami. I kolejny raz sięga po reportaże Hanny Krall.


Całość rozmowy - w "Raptularzu e-teatru"

Źródło:

Materiał własny