Logo
Recenzje

Błyskotki

13.01.2026, 12:21 Wersja do druku

„Niewiarygodna historia Małej S.” Miry Mańki w reż. autorki w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie i „jaśniej! gwiazda, która nie chciała być pierwsza” Mariusza Gołosza w reż. Roberta Drobniucha w Teatrze Guliwer w Warszawie. Pisze Adrianna Wolińska, członkini Komisji Artystycznej 32 Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. 

fot. Bartłomiej Smolak

To będzie tekst o dwóch spektaklach, które korespondują ze sobą w płaszczyźnie wertykalnej: jeden z nich dzieje się w oceanie, drugi na niebie. Oba kierowane są do młodego widza, choć łączy je chyba coś więcej. Wrażliwość autorów, ich twórcza dyskusja ze współczesną kulturą i zbliżona estetycznie warstwa wizualna. Mowa o Niewiarygodnej historii Małej S. z tekstem i w reżyserii Miry Mańki w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie i spektaklu jaśniej! gwiazda, która nie chciała być pierwsza autorstwa Mariusza Gołosza w reżyserii Roberta Drobniucha w Teatrze Guliwer w Warszawie. 

Mańka inspiruje się zarówno baśnią o Małej Syrence autorstwa Hansa Christiana Andersena, jak i przepisaną na jej kanwie animacją ze studia Disneya. Podwodny świat jest w lubelskim spektaklu dynamiczny, mieniący się cekinami i pełen rybiego humoru. Klimatem i humorem przypomina raczej ten z Rybek z ferajny, animowanej bajki z 2004 roku wytwórni DreamWorks. W strukturze dramaturgicznej nawet wprost się do niej odwołuje – tu także, podobnie jak w filmie, opowiadane zdarzenia śledzi (nomen omen) rybia telewizja. W historii Małej S. serwis informacyjny Dno i wodorosty prowadzi Edyta Kreweta (Beata Passini), która „mówi jak jest”. 

Ale do brzegu. Syrena (Kamila Janik), podobnie jak w pierwowzorze, ratuje życie tonącemu chłopakowi, tu Fiszowi Pomade (Michał Czyż), a następnie wychodzi na ląd, by go odszukać. Ma jednak inne niż u Andersena motywacje. Zdaje sobie sprawę, że tonący chłopak był bardzo smutny, a to może oznaczać, że ugryzła go ludzka niewidzialna odmiana Strasznej Ryby Głębinowej, która odbiera radość i chęć życia – występująca tu jako metafora depresji. Syrena dobrze zna smutek z własnego domu. Jej ojciec, Król Mórz (Paweł Ferens), również udał się na emigrację wewnętrzną, najprawdopodobniej po zaginięciu matki bohaterki. Współczesne podejście terapeutyczne, tak powszechne w teatrze, nakazywałoby podejrzewać Małą S. o posiadanie syndromu ratownika czy odtwarzanie w relacjach schematu związku z ojcem – jesteśmy jednak w bajce dla dzieci powyżej ósmego roku życia, zatem przypisujemy bohaterce po prostu dobre intencje. 

Na szczęście ma ona także przyjaciół: Złotą Rybkę (Magdalena Zabel), która nie spełnia życzeń, zakochanego w tejże Gupika (Wojciech Rusin), wspomnianą wcześniej reporterkę Edkę Krewetkę, a także Gurami (Jowita Stępniak) i Doradę (Jolanta Rychłowska), która chętnie służy radą. Aby zdobyć nogi Mała S. wyrusza na poszukiwania wiedźmy, która zgodnie z bajkową wersją okazuje się starszą, bezdzietną rybą, ale wcale nie ma złych intencji i nie chce odebrać Syrenie głosu czy duszy. A już na pewno nie chce jej ukraść chłopaka. Okazuje się, że to jej dobra znajoma – Dorada, która chętnie udziela pomocy i częstuje herbatą. Mańka odczarowuje w ten sposób zakodowane w starych baśniach i bajkach motywy – starszy mężczyzna, singiel, z długą brodą to przecież zwykle mądry i bogaty w doświadczenie czarodziej, który pomaga bohaterom w drodze do celu (np. Merlin, Dumbledore czy Gandalf), a starsza kobieta bez rodziny to zła i zawistna – o urodę, mężczyznę – wiedźma (np. Zła Królowa ze Śnieżki, Diabolina ze Śpiącej Królewny, Czarownica z Roszpunki). 

Mała Syrenka Disneya to dziwna love story, w której kilka randek Księcia z milczącą Syrenką – której głos odebrała Urszula – prowadzi wprost do ołtarzaLubelskie przedstawienie na szczęście nie kończy się ślubem, ale w zamian otrzymujemy kilka ważnych lekcji o relacjach romantycznych. Jeśli nie zapytamy – nie dowiemy się; odrzucenie jest trudne, ale powszechne, no i: „w sumie jest jeden gorszy scenariusz: nie powiedzieć nic i urwać kontakt, ale jeśli ktoś tak robi to znaczy, że lepiej wcale go nie znać, bo nie ma serca”.  Jeśli ghostujesz, to ty powinieneś się wstydzić – podpowiada młodym Mańka. 

Najładniejsze, najbardziej teatralne i magiczne, są w tym spektaklu sceny, w których wykorzystywana jest zapadnia – jak wtedy, kiedy w umieszczonej na niej ramie telewizora pojawia się głowa reporterki z mikrofonem, relacjonującej najnowsze wydarzenia. Zapadnia służy także przemianie Syreny w człowieka. Kiedy z niej wychodzi – widzimy jej nogi. Zmiana pokazana jest symbolicznie, odpięciem suwaków u spodni, bo kostiumy autorstwa Katarzyny Sobolewskiej dalekie są od realizmu. Wizualne nawiązania do świata ryb są subtelne. Przejawiają się w kolorach, strukturach i kształtach. To, co zostaje z przedstawienia w pamięci po zamknięciu oczu to: mieniące się frędzle, odblaskowe kurtki, połyskujące srebrne kowbojki, lśniący tiul, cekiny i falbany. A to wszystko w palecie operującej fioletem, turkusem, zielenią, srebrem, złotem i niekiedy neonowymi akcentami. Scenografie stanowią podświetlone, metaliczne konstrukcje różnej wielkości przypominające wodorosty i morską roślinność – na ciemnym tle świecą chłodnym blaskiem. Wśród tych wielobarwnych i fikuśnych kostiumów, skromnie wypada strój Syreny, ubranej w biały crop top i długie, rozszerzane spodnie z wystającym po bokach tiulem, imitującym ogon. 

Newiarygodna historia Małej S. to spektakl dość miły dla oka, rzadziej niestety dla ucha, bo nie wszystkie piosenki przechodzą próbę sceny. Okazuje się też, że jednak nie każdy może być raperem – i trochę nie wiadomo, kogo za to winić – dźwiękowca za kiepskie nagłośnienie czy aktorów za słabą dykcję? Mimo paru niedociągnięć i kilku niepotrzebnych dłużyzn, spektakl pozostawia dobre wspomnienie. Najważniejsze jednak, że korzystając ze współczesnej perspektywy przepisuje stare opowieści – tak, aby nie służyły do wychowywania dzieci w mitach kształcących szkodliwe przekonania o świecie. 

Bardzo podobne wrażenie pozostawia przedstawienie jaśniej! gwiazda, która nie chciała być pierwsza w warszawskim GuliwerzeTekst Mariusza Gołosza opowiada o świecie, w którym co rok, w ramach konkursu wybierana jest pierwsza gwiazdka – świecąca w wigilijny wieczór. To dzięki niej rodziny na Ziemi będą mogły rozpocząć kolację. Tegoroczną zwyciężczynię, która będzie główną bohaterką opowieści (Julia Rotter), wizja bycia Pierwszą wcale nie cieszy, a wręcz napawa lękiem. Za zaszczytem idą obowiązki: czekają ją przymiarki stroju, próby wystąpienia, które napisze jej kto inny, ćwiczenia ze świecenia, a także spotkanie z Pierwszą Damą (Katarzyna Brzozowska). Zachwyceni za to są oczywiście jej rodzice (Tomasz Kowol i Izabella Kurażyńska), którzy radosną wieścią dzielą się z całą dumną rodziną. Teraz na Pierwszą liczy już cała galaktyka. Jeśli nie zaświeci – ludzie nie będą mogli rozpocząć wieczerzy. A tymczasem… gwiazda się wypala. Dosłownie. Nie jest w stanie już świecić swoim dawnym, potężnym blaskiem. I choć wielokrotnie dawała znać, że nie chce być pierwszą, dopiero całkowite wypalenie, uświadamia jej otoczeniu, że nie będzie w stanie zrobić tego, czego od niej oczekują. 

fot. Marek Zimakiewicz

Jedynymi kompanami, wśród których odnajduje zrozumienie okazują się Świetliki (Elżbieta Pejko i Damian Kamiński), przed którymi ostrzegali ją rodzice. Świetliki nie świecą po to, żeby być w tym jak najlepsi, ale po to, „żeby się nie zgubić. Żaden świetlik nie widzi swojego światła, dlatego potrzebuje mieć kogoś obok siebie”. Ostatecznie tak właśnie zakończy się historia – wszyscy bohaterowie połączą siły we wspólnym blasku. 

Opowieść Gołosza jest piękna, bo jej symbolika jest prosta. Twórcy przekonują dzieci, że nie muszą być we wszystkim najlepsze. A nawet – że nie muszą chcieć być najlepsze. Że czasem dobrze jest być średniakiem, że nie ma obowiązku stawania do tych wszystkich konkursów, które wymyślają rodzice. Dosłownie i w przenośni. 

Teatr informuje, że bajka kierowana jest do dzieci od piątego roku życia. Uważam, że właściwiej byłoby przesunąć tę cezurę o dwa, trzy lata w górę, kiedy dzieci wchodzą w etap szkolny i zaczynają się prawdziwe zawody. Wierzę, że już na wczesnym etapie szkoły mogą doświadczać symptomów wypalenia – część z nich się zbuntuje i oświadczy rodzicom, że nie będzie już więcej chodziło na treningi piłki nożnej, a część ze łzami w oczach będzie godzinami stać ze skrzypcami pod brodą, dopóki nie odbierze dyplomu w klasie maturalnej i nie rzuci instrumentu w kąt. To ważne, żeby dzieci wiedziały, że świat się nie skończy, jeśli coś odpuszczą. Żeby spotkały na swej drodze symboliczne świetliki, które powiedzą im, że to w porządku. Mam nadzieję, że w grudniu przyszłego roku więcej teatrów sięgnie po ten antykapitalistyczny tekst Gołosza, odkładając na chwilę Królową śniegu czy Opowieść wigilijną

W inscenizacji Roberta Drobniucha gwiazdy świecą poprzez duże, białe bryły, przypominające lekko zaokrąglone tuby, do których zaglądają aktorzy i aktorki. Poza tym, warstwa wizualna (scenografia i kostiumy autorstwa Aleksandry Starzyńskiej) estetycznie jest bardzo zbliżona do tej z Niewiarygodnej historii Małej S. Tam ryby i glony świeciły pośród ciemności głębin, tu w czarnej przestrzeni kosmicznej świecą gwiazdy, planety i im podobne. Co jakiś czas wypuszczane są też kolejne opary dymu, a z tyłu sceny stoją srebrne meteroidy.  W pewnym momencie zjeżdża także atrakcyjna kurtyna, święcąca jak złotko, na której widnieją kształty gwiazd. Postaci ubrane są wielokolorowo. Nie brakuje tiulu, odblasków i cekinów. Gwiazdy noszą jednak na głowach odstające elementy – kokardy, czapki z czułkami, kolorowe kominy. W tle sceny ustawiony jest także zespół grający na żywo (muzyka Radek Łukasiewicz). Grają w nim aktorzy i aktorki występujący w przedstawieniu: Katarzyna Brzozowska, Honorata Królikiewicz, Tomasz Kawol oraz Adam Wnuczko. Muzyka znacząco uatrakcyjnia widowisko, siedzący za mną chłopiec za każdym razem, kiedy pojawiały się piosenki, mówił: „w końcu, najlepsze”. 

Dlaczego obydwa przedstawienia mówią podobnym językiem wizualnym? Mówiąc dziś do najmłodszych o rzeczach ważnych, trzeba podawać je w jak najbardziej atrakcyjnej formie. Łapać zaciekawienie i skupienie dzieci, niczym najdroższy towar. Rzucać reflektorem pośród kompletnej ciemności, przyciągać błyskotkami. W końcu nie ścigamy się już z książką, czy sunącymi po niebie chmurami, tylko milionem bodźców w telefonie. W tym duchu, postulowałabym również skrócenie obu przedstawień. Wyszłoby to na dobre i dzieciakom, i scenariuszom.  

***

Mira Mańka NIEWIARYGODNA HISTORIA MAŁEJ S. Reżyseria: Mira Mańka, scenografia, kostiumy: Katarzyna Sobolewska, choreografia: Dominik Więcek, muzyka: Zuzanna Michalczyk (susk), Weronika Rodziewicz (slotkakotka123). Prapremiera w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie 5 kwietnia 2025.

Mariusz Gołosz JAŚNIEJ! GWIAZDA, KTÓRA NIE CHCIAŁA BYĆ PIERWSZA. Reżysera: Robert Drobniuch, scenografia, kostiumy: Aleksandra Starzyńska, muzyka: Radek Łukasiewicz, ruch sceniczny: Błażej Twarowski, multimedia: Magdalena Łazarczyk, Łukasz Sosiński, reżyseria światła: Prot Januszkiewicz. Prapremiera 6 grudnia 2025.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne

Sprawdź także