11.06.2021, 11:38 Wersja do druku

Bliskość taka jedyna, najważniejsza, a niecodzienna

"Dance Mom" wg koncepcji i w chor. Wojciecha Grudzińskiego, koprodukcja Nowego Teatru w Warszawie i Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Pisze Paweł Kluszczyński z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Bartek Zalewski

„Dance Mom”, spektakl według koncepcji i choreografii Wojciecha Grudzińskiego, to pełne czułości studium relacji matka–dziecko. Jest to też sceniczny eksperyment, w którym tancerz po raz pierwszy w swym artystycznym życiu spotkał się na scenie z mamą. Ewa Grudzińska, dołączając do obsady, wniosła do przedstawienia dużą dawkę autentycznych emocji za sprawą naturalnych, nie zawsze technicznie idealnych ruchów. Jej obecność pomaga zanurzyć się w subtelnościach rodzicielskich relacji.

Odwaga to słowo, które definiować może pomysł Grudzińskiego. Z rodzicami jest w końcu tak, że cenimy ich, czasem pytamy o zdanie, ale jeśli już coś robimy, to samodzielnie, licząc na ich uznanie. W tym przypadku jest inaczej. Mama Wojciecha Grudzińskiego jest pełnoprawną członkinią zespołu, a pokazanie więzi z synem jest nie tyle poruszające, co intymne. Przyglądając się im, odczuwa się, że darzą się pełnią zaufania, także temat dotyku mają bardzo dobrze przepracowany.

Dramaturgowie, Joanna Ostrowska i Paweł Soszyński, wykorzystali zapiski rodziców i syna Ewy Grudzińskiej, a także jej samej. Stworzyli emocjonalną opowieść o rodzinnych związkach, wiążąc teraźniejszości z życiem przodków, ale i o tolerancji. Szczególnie porusza apel wygłoszony przez mamę choreografa, w którym mówi o pełnej akceptacji homoseksualności syna. Ten dowód miłości w dzisiejszej Polsce brzmi bardzo wymownie.

„Dance Moms” to amerykański program telewizyjny, okropny reality show, w którym oglądamy dziewczynki uczęszczające do popularnej szkoły tańca. Rywalizują między sobą, ale prawdziwa rozgrywka toczy się pomiędzy ich matkami. Jakże daleki to obraz od tego, co można zobaczyć na scenie warszawskiego Nowego Teatru. Co prawda tutaj też występuje coś w rodzaju tanecznej walki, ale nie ma to nic wspólnego z pełną agresji kłótnią. 

Opowieść prowadzi kontratenor Michał Sławecki, wykonuje arie skomponowane przez Wojtka Blecharza, performerzy poruszają się w rytm jego nieprzeciętnego, czułego głosu. Początkowo kostium zakrywa całe jego ciało, nie wiadomo wiec, czy śpiewa na żywo, czy dźwięki są puszczone z off-u. 

W pierwszych scenach wykonawcy ubrani są w przedziwne kostiumy wykonane ze skrawków tkanin. Ewa Grudzińska niczym bogini króluje podwieszona nad tańczącymi Wojciechem Grudzińskim i Ewą Dziarnowska, w finale odgania monstrualnych rozmiarów potwora z dziecięcych koszmarów. 

Dobrze się ogląda tańczoną opowieść o miłości rodzicielskiej, której nie przekreślają wybory dziecka. Oby w przestrzeni publicznej znalazło się więcej tak otwartych głosów, które akceptują inność, nie krytykują i nie wypierają prawdy, zasłaniając się normami społecznymi. 

***

Paweł Kluszczyński – rzemieślnik kultury, z wykształcenia technolog chemik, z pasji autor recenzji, felietonów, dramatów, poezji, bajek, bloga ijestemspelniony.pl; zawodowo od zawsze związany z teatrem, finalista VII Edycji Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego dla młodych krytyków teatralnych.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne