07.06.2021, 12:36 Wersja do druku

Biedne dziecię

"Kaspar Hauser" wg  Jakuba Wassermanna w reż. Jakuba Skrzywanka z Teatru Współczesnego w Szczecinie na XXV MFT Kontakt w Toruniu. Pisze Bartłomiej Siwiec w portalu Teatrologia.pl.

fot. Piotr Nykowski

Jak miło po prawie roku wrócić do teatru! Zwłaszcza do takiego jakim jest Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu, który od lat i z powodzeniem organizuje festiwal „Kontakt”. A w tym roku nie bagatela, to już 25 edycja. W sobotę 29 maja grane były dwa przedstawienia: Der Szturem. Cwiszyn / Burza. Pomiędzy Teatru Żydowskiego w Warszawie oraz Kaspar Hauser w wykonaniu zespołu Teatru Współczesnego w Szczecinie. O postaci Kaspara Hausera było głośno w XIX-wiecznej Europie. Oto 26 maja 1828 r. na Unschlittplatz w Norymberdze pojawił się tajemniczy chłopak, który zachowywał się dziwnie. Wzbudził sensację. Niebawem w całej Europie mówiono o otępiałym chłopcu, o którym jednak bardzo niewiele wiedziano. Z anonimowych listów, które miał przy sobie, wynikało, że nazywa się Kaspar Hauser, a w 1812 r. jako niemowlę został podrzucony nieznanej bliżej osobie. Ustalono, że przez te prawie 17 lat chłopak znajdował się w podziemnym pomieszczeniu, odizolowanym od reszty świata. Jego opiekun przynosił mu żywność i wodę, sprzątał, ewentualnie obcinał chłopcu paznokcie i włosy. Pewnego dnia po raz pierwszy wyszedł z nim na dwór, zaprowadził do miasta, opatrzył listami, z których niewiele wynikało i tam go pozostawił, więc chłopak nie przyswoił sobie żadnych norm społecznych. Nie wie, czym jest wychowanie, relacje międzyludzkie, społeczeństwo. Zachowuje się tak, jakby był kimś całkowicie nieprzystosowanym; ma to związek z jego wieloletnim przymusowym odosobnieniem i brakiem socjalizacji.

Jedna z pierwszych scen sztuki od razu tworzy odpowiedni klimat, gdy wszyscy bohaterowie rzucają się na mięso, rozszarpują ciało, a potem biegają cali zakrwawieni. W tej scenie właśnie doskonale widać, jakim mrocznym stworzeniem jest człowiek, jak chętnie rzuca się na ochłapy i je rozszarpuje.

Reżyser Jakub Skrzywanek oraz scenarzysta i dramaturg Grzegorz Niziołek zrobili przedstawienie wstrząsające i niebanalne. Wyciągnęli z historii Kaspara Hausera to, co najciekawsze (posiłkowali się powieścią Jakuba Wassermanna). Nam, ludziom współczesnym, którzy zanegowaliśmy Boga, tak niewiele już pozostało tajemnicy. Pojawienie się dziwacznego przybysza wyzwala ciekawość, niektórzy próbują mu pomóc, inni odnoszą się z podejrzliwością, ale najwięcej jest wokół niego plotek. Kaspar Hauser staje się tematem nieustających pomówień i domysłów. Bohaterowie dramatu nieraz powtarzają, że „czas jest iluzją, rozkład jest iluzją, świat jest iluzją”, a „wszystko to wielkie oszustwo”. Zagadka Hausera prowokuje do zadawania źródłowych pytań dotyczących natury człowieka i jego duchowej kondycji. Bo ta historia ma taki potencjał – który w pełni został wykorzystany. Jest ona pretekstem do przyjrzenia się, co w niej może być istotne dla nas, jak negatywnie reagujemy na odmienność, jak bardzo interesuje nas życie innych, jaki sens mają wieczne pogaduchy, z których przeważnie nie wynika nic dobrego. Bo ludzie chętniej znajdują w człowieku złe strony, szczególnie wtedy, gdy ten „inny” jest bezbronny, jakby był „z innej planety”. Hauser był traktowany jak imbecyl, mimo że nikomu nie zagrażał, był dostarczycielem plotek, tematem dla prasy. Gdy jednak wchodzi w świat relacji społecznych, niektórym zaczyna to przeszkadzać. Kaspar zostaje zamordowany. Kto go zabił, komu zagrażał, a może sam skutecznie targnął się na swoje życie?

Kaspara Hausera pochowano na cmentarzu w Ansbach, gdzie do dziś stoi nagrobek z takim epitafium: „Tu spoczywa Kaspar Hauser, zagadka swoich czasów. Narodził się w nieznanych okolicznościach, jego śmierć owiana jest tajemnicą”.

W przedstawieniu mamy do czynienia z dramatem chłopca, ale z czasem, gdy umierają kolejni bohaterowie tej sztuki, możemy mówić o thrillerze: tak jakby każde zetknięcie się z nieznajomym wróżyło nieszczęście, było zwiastunem śmierci. Obcość i inność budzi lęk. A to zmusza nas do pytania: „Ile człowiek potrafi dać bliźniemu?”. Przeważnie nic, jedynie plotki i pomówienia. To go nic nie kosztuje. To znane, ale powtórzmy: człowiek więc bardziej jest skłonny do tego, aby zaszkodzić bliźniemu niż żeby pomóc. Jak można przeczytać w programie przedstawienia Hauser „większego cierpienia doznawał nie wtedy, gdy żył w ciemnym lochu, ale wówczas, gdy «narodził się» na nowo na placu. W swojej autobiografii napisał podobno, że wolałby umrzeć, niż ponownie przejść przez piekło, jakie zgotowali mu ludzie, próbując na siłę zabić w nim «innego». Kiedy faktycznie umierał – jego dusza tak naprawdę już była martwa”.

Na niedzielnym spacerze w parku zaobserwowałem scenę, gdy dziewczynka kilkukrotnie dopytywała mamę o nazwę kwiatów. Matka była zajęta rozmową przez telefon. Ignorowała dziecko. To oczywiście drobne spostrzeżenie, ale czy w społeczeństwie tak zdominowanym przez technikę, gdy nawet najważniejsze więzi ulegają erozji, czy my poprzez brak uwagi, koncentracji, konsekwencji nie wychowujemy pokolenia Kasparów Hauserów, biednych dzieci, które często są pozostawione same sobie lub na pastwę tych urządzeń, którym już trochę zaprzedaliśmy swoje dusze? Czy tsunami zaburzeń (choćby najbardziej znane jako zespół Aspergera), które od wielu już lat wzbiera, teraz, gdy byliśmy zmuszeni do przymusowej izolacji, jeszcze nie nasili się?

Szczeciński teatr przyjechał do Torunia ze znakomitym, świeżym przedstawieniem, bardzo dobrze zagranym, pełnym kulturowych kontekstów i odniesień. Historia ta jest wciąż aktualna, ba, podejrzewam, że w przyszłości też będzie aktualna, zawsze może być odczytywana na nowo, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że wiek XXI jest wiekiem samotności, która nie wróży zagubionemu człowiekowi niczego dobrego.

Tytuł oryginalny

BIEDNE DZIECIĘ. Pokaz na MFT „KONTAKT”.

Źródło:

Teatrologia.pl

Link do źródła

Autor:

Bartłomiej Siwiec

Data:

03.06.2021