31.05.2021, 13:56 Wersja do druku

Białystok. Historie o opresji na Dniach Sztuki Współczesnej

W pokoju nauczycielskim, w klasie, w biurze, w sali teatralnej. W słowach na pozór gładkich i w słowach strasznych. Przemoc jest wszędzie, przenika wszystkie sfery życia społecznego. O opresji, przekraczaniu granic godności drugiego człowieka opowiadają spektakle, które rozpoczęły w Białymstoku Dni Sztuki Współczesnej. W niedzielę (30 maja) zaplanowano też dyskusję o przemocy (Fama, godz. 17).

Od piątku (28 maja) w Białymstoku trwa festiwal, na który miłośnicy teatru współczesnego i wierni wielbiciele jednej z najbardziej sztandarowych imprez Białostockiego Ośrodka Kultury musieli czekać dwa lata. Pandemia wymusiła decyzję o odwołaniu edycji w 2020 r. W tym roku już udało się ją zorganizować – choć przy dużym stresie organizatorów i konieczności ekwilibrystycznych zabiegów (trudno było ułożyć harmonogram z wyprzedzeniem, długi czas nie było wiadomo, kiedy teatry zostaną otwarte).

Festiwal potrwa do środy (2 czerwca). Jego program tworzy siedem spektakli, dwa pokazy filmowe, wystawa, rozmowy. Organizatorom udało się zaprosić nagradzane spektakle m.in. warszawskich ekip takich jak Teatr Studio, Teatr Ochoty, Komuna/Warszawa, feministyczna grupa Teraz Poliż czy lubelski Teatr im. Osterwy. Festiwalowym kluczem (i dotyczy on większości spektakli) jest teatralna próba opowieści o przemocy.

fot. Natalia Kabanow

Inspiracja belgijska

Tegoroczny program DSW rezonuje z tym, o czym przez ostatnie miesiące było głośno – temat przemocy i mobbingu pojawiał się choćby w kontekście polskich uczelni artystycznych i teatrów. Coraz więcej osób decydowało się opowiedzieć publicznie o swoich traumach wyniesionych z czasów studiów czy pracy przy poszczególnych spektaklach i z poszczególnymi reżyserami. Opowieści były wstrząsające, a to pewnie tylko wierzchołek góry lodowej.

Spektakl Wrocławskiego Teatru Współczesnego i Komuny/Warszawa "NOSEXNOSOLO" w reżyserii Agnieszki Jakimiak znakomicie wpisuje się w tę narrację, choć trzeba pamiętać, że powstał dużo wcześniej przed tym, jak upublicznienie tematu przemocy w teatrze zatrzęsło polskim środowiskiem, bo w 2019 r. I że dotyczy – w warstwie fabularnej – wydarzeń, do których dochodziło podczas tworzenia spektakl belgijskiego twórcy Jana Fabre’a. Wedle jego współpracowników zasadę pracy z nim określało hasło: "No sex no solo". Inspiracją stała się więc historia belgijska, ale spektakl o mechanizmach mobbingu i wieloletniej przemocy opowiada szerzej. Bo to się dzieje wszędzie – upadlania, wykorzystywania pozycji doświadczano też w znanych polskich teatrach i na uczelniach. A także w najróżniejszych innych miejscach, choćby w szkole – to wręcz "neverending story", o czym opowiadał w sobotę spektakl Teatru im. Osterwy w Lublinie "Kowboje" w reżyserii Anny Smolar.

Morświn w balecie

Spektakl Wrocławskiego Teatru Współczesnego i Komuny/Warszawa oraz spektakl lubelskiego teatru to dwa różne przedstawienia, sięgające po różne środki aktorskie i techniki, ale łączy je temat: opresja.

"NOSEXNOSOLO" korzysta z wizualizacji, projekcji, bawi się formą, momentami wręcz jest jej w spektaklu aż nadmiar, co sprawia, że spektakl jest bardzo nierówny. Ale to jednocześnie spektakl dobrze zagrany, mocny, odważnie sięgający po temat, który dla wielu reżyserów był przez lata tematem tabu. Przemoc w teatrze była tajemnicą poliszynela. By potraktować ją autotematycznie i częściej o przemocy w teatrze opowiadać już w teatrze, musiało minąć trochę czasu, przez świat musiała się przetoczyć fala #MeToo. Koprodukcja Wrocławskiego Teatru Współczesnego i Komuny/Warszawa opowiada o wizjonerze, który uznał, że pod pozorem tworzenia sztuki może przekraczać wszystkie granice, że w jego teatrze w procesie tworzenia wszystko jest dozwolone, nawet kosztem godności drugiego człowieka. Że budować spektakl należy, szydząc z aktora/ aktorki, uzależniać możliwość pracy na scenie od usługi seksualnej (zasada: "no sex, no solo") i tak dalej, i tak dalej, wyliczać można długo.

Spektakl Agnieszki Jakimiak opowiada o tym w przewrotny sposób – za pomocą dwojga aktorów na scenie wystylizowanych na nagie barokowe figury (świetna gra aktorska Jana Sobolewskiego i Małgorzaty Gorol), wizualizacji, muzyki, która brzmiąc, lekko paradoksalnie "podbija" koszmarne teksty autorstwa Fabre’a. Aktorzy co chwila wcielają się w coraz to inne postaci – gnębionych pracowników Fabre’a, w jego makiaweliczną postać (głos z offu), gadające eksperckie głowy. Autentyczne teksty wzięte żywcem z relacji świadków ("toczysz się jak morświn po moich baletowych podłogach, niezgrabne masz cielsko, a to dlatego, że parzysz się nie z tymi, co trzeba") zderzane są z próbą relatywizacji działań ("nie ma doświadczenia bez krztyny przemocy") i innymi argumentami zwolenników Fabre’a.

Szkoła jak pojedynek

"Kowboje" Teatru im. Osterwy w Lublinie to próba uchwycenia przemocy w zamkniętym środowisku – w tym przypadku w szkole i pokoju nauczycielskim. Twórcy – reżyserka Anna Smolar (znana z tego, że próbuje zgłębiać temat na różne sposoby i buduje spektakl wieloetapowo) oraz dramaturg Michał Buszewicz – nim przygotowali spektakl, rozmawiali sporo z lubelskimi nauczycielami na warsztatach. Ci opowiadali o tym, co czują, czego nie znoszą, co ich irytuje – o frustracjach, poczuciu misji w stopniu większym bądź już żadnym, codziennych bolączkach.

I tę próbę wysłuchania widać w spektaklu, który jest i oskarżeniem niszczącego i przestarzałego systemu szkolnego, i wielowymiarową opowieścią o tym, że nauczycielom też towarzyszy strach. Spektakl ma po trosze liryczny, po trosze prześmiewczy charakter i w udany, metaforyczny, czasem humorystyczny sposób opowiada o szkole jak o pojedynku. Między uczniami i nauczycielami, a także między nauczycielami a nauczycielami. Reżyserka w sprytny i atrakcyjny sposób przenosi pokój nauczycielski w świat Dzikiego Zachodu, nauczycieli tytułuje kowbojami, scenę organizuje za pomocą kowbojskich i indiańskich emblematów: są więc liny, pistolety, a nawet drzwi jak z westernu i wigwam. Brzmi kuriozalnie? Tylko brzmi – kowbojski sznyt jest tu jak najbardziej zasadny i nieoczekiwanie wiarygodny, wielu widzów po zobaczeniu tej wizji reżyserskiej już tylko z Dzikim Zachodem utożsamiać może polską szkołę.

Nauczycielka terroryzuje uczennicę, dyrektor terroryzuje nauczyciela, kurator terroryzuje dyrektora – koło słownego mobbingu, wytwarzania atmosfery strachu nakręca się nieustannie. Ale tu nic nie jest czarne i białe. Nauczyciele też przeżywają swoje frustracje i niepowodzenia, też są zastraszeni, wśród nich są prawdziwi pasjonaci i cyniczne "betony", którym z pasji nie zostało już nic i którzy nic nie chcą zmieniać. Pokój nauczycielski ukazany jest jak specyficzne stadko osób silnych i szarych myszy, kulących się przed spojrzeniem tych silniejszych. Jest tu hierarchia, są niezmienne zasady, którym jedni się podporządkowują, inni nie chcą.

To spektakl świetnie zagrany aktorsko. Praktycznie każda z ról to małe perełki – czy kostyczna nauczycielka z gatunku "Helga", każdy chyba taką pamięta ze szkoły, czy delikatna pani pedagog, co ma jeszcze wiarę w proces nauczania rozmowy, czy zastraszony geograf, czy dziecinny i rozedrgany dyrektor, czy wreszcie nieporadny, ale czuły ojciec, który walczy o swoją córkę. To spektakl, po którym można zostać z wieloma pytaniami, choćby z tym – jak przystało na westernowską konwencję: kto tu kogo podbija i kolonizuje?

Dyskusja

Reżyserka spektaklu "Kowboje" Anna Smolar wyreżyserowała także inne przedstawienie, które zobaczymy na festiwalu – "Koniec z Eddym" (wystawione w Teatrze Studio), które również nawiązuje do przemocy, choć w nieco innym wymiarze.

Smolar będzie gościem dyskusji poświęconej temu tematowi – już w niedzielę (30 maja) o godz. 17 w Famie. Dyskusja nosi tytuł "Teatr i przemoc. Przed nami rewolucja?". Uczestnicy porozmawiają m.in. o tym, czy po ostatnich nagłośnionych wydarzeniach czeka nas rewolucja w świecie sztuki. Zastanowią się też, czy czeka nas rewolucja w życiu społecznym. Panel poprowadzi Witold Mrozek, dziennikarz "Dwutygodnika" i "Gazety Wyborczej", który najintensywniej opisywał choćby sprawę Gardzienic czy teatru Bagatela. W dyskusji weźmie też udział Monika Jarosińska [studentka Wydziału Teatru Tańca Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie z siedzibą w Bytomiu; miała zastąpić inną studentkę w spektaklu dyplomowym reżyserowanym przez Pawła Passiniego. Z roli zrezygnowała, gdy dowiedziała się o nadużyciach reżysera, który miał zmuszać studentki do wielogodzinnego tańczenia przed nim nago, nagrywać jedną z nich bez jej zgody, a inną przekonywać, by zdjęła ubranie – red.].

Co jeszcze na festiwalu?

30 maja, niedziela

godz. 17 – "Teatr i przemoc. Przed nami rewolucja?" – dyskusja z udziałem Anny Smolar, Moniki Jarosińskiej, prowadzenie: Witold Mrozek (klub Fama, ul. Legionowa 5, wstęp wolny)

godz. 20 – Teatr Ochoty im. Haliny i Jana Machulskich: "Solaris. Wspomnienie z przyszłości", reż. Klaudia Hartung-Wójciak – spektakl (sala Forum, ul. Legionowa 5, bilety: 25 zł)

31 maja, poniedziałek

godz. 18 – Grupa Artystyczna "Teraz Poliż": "Apetyt w dzień egzekucji", reż. Barbara Wiśniewska – spektakl (sala Forum, ul. Legionowa 5, bilety: 25 zł)

godz. 19.30 – STUDIO teatrgaleria: "Koniec z Eddym", reż. Anna Smolar – spektakl (aula Wydziału Nauk o Edukacji UwB, ul. Świerkowa 20, bilety: 50 zł)

wtorek, 1 czerwca

godz. 18 – Tomasz Tyndyk: "Lęg" – wernisaż wystawy i spotkanie (foyer Forum, ul. Legionowa 5, wstęp wolny)

godz. 19.30 – Komuna/Warszawa: "Manat. Romans podwodny", reż. Klaudia Hartung-Wójciak – spektakl (Uniwersyteckie Centrum Kultury, ul. Ciołkowskiego 1n, bilety: 25 zł)

2 czerwca

godz. 19 – Komuna/Warszawa: "RODOS", reż. Wojciech Grudziński – spektakl (Uniwersyteckie Centrum Kultury, ul. Ciołkowskiego 1n, bilety: 25 zł)

godz. 20.30 – "DAU. Natasza", Rosja/ Niemcy /Ukraina/ Wielka Brytania 2020, reż. Ilya Khrzhanovsky, Jekaterina Oertel – pokaz filmu z prelekcją Bartosza Żurawieckiego (kino Forum, ul. Legionowa 5, bilety: 20 zł).

Tytuł oryginalny

Przemoc jest wszędzie. Historie o opresji rozpoczęły Dni Sztuki Współczesnej

Źródło:


Link do źródła

Autor:

Monika Żmijewska

Data:

30.05.2021