EN
30.05.2022, 09:07 Wersja do druku

Białoruscy artyści o represjach na Dniach Sztuki Współczesnej

Jak opowiadać o dramacie torturowanych protestujących Białorusinów? Wprost? Przetwarzając artystycznie? Artyści sięgają po różne sposoby. Performer Igor Shugaleev identyfikuje się z zatrzymanymi poprzez symulację doświadczenia tortur, Jana Shostak krzyczy, używa satyry i konwencji czarnej komedii. Na Dniach Sztuki Współczesnej oboje mówili o białoruskiej rewolucji. A jeszcze inaczej opowie o niej projekt WEDA w reż. Iwana Wyrypajewa, który w niedzielę (29 maja) późnym wieczorem zakończy tegoroczne Dni Sztuki Współczesnej.


Organizatorzy kończącego się w Białymstoku festiwalu Dni Sztuki Współczesnej, w swoim rozbudowanym programie, wypełnionym projektami mówiącymi o końcu pewnego świata, sprzeciwie wobec niesprawiedliwości, przemocy, łamaniu praw człowieka po obu stronach granicy, wojnie – oddali głos artystom nie tylko polskim, ale też ukraińskim i białoruskim. Artyści o represjach, zaangażowaniu sztuki, bezprawiu podczas festiwalu opowiadali podczas spotkań autorskich, debat, ale przede wszystkim poprzez swoje projekty.

Jak różnie można opowiadać o dramatycznych doświadczeniach „rewolucji białoruskiej" – brutalnie zdławionych protestach przez reżim Łukaszenki – dowodzą m.in. projekty dwojga festiwalowych artystów: performera Igora Shugaleeva i Jany Shostak.

fot. mat. organizatora

Ciało na kolanach, ręce na plecach

Białoruski performer, który w Polsce przebywa od 2021 roku, postanowił opowiedzieć o tym wprost: odtworzyć na swój sposób doświadczenie jednej z bolesnych i upokarzających metod stosowanych przez reżimowe białoruskie służby. I zaprosić do współudziału w tym doświadczeniu wszystkich chętnych, którzy chcieliby w nim na różne sposoby, choćby symbolicznie, towarzyszyć.

W przyciemnionej sali III LO (skądinąd miejscu nieprzypadkowym, w którym w ponurych czasach UB również byli przesłuchiwani i torturowani ludzie) Shugaleev zaprosił widzów na swój performance. Głosem z offu (odczytywanym w języku polskim przez aktora Bernarda Bielenię) opowiedział w skrócie o białoruskiej rewolucji, o przemocy, o własnym poczuciu winy – towarzyszącym wielu Białorusinom, którzy uciekli ze swego kraju, o genezie swojego projektu, który wyrósł ze stanu sprzeciwu i gniewu wobec tego, czego doświadczają Białorusini.

A potem włączył zegar i ukląkł pod ścianą w pozycji, w której przetrzymywani są przez wiele godzin przez reżimowe służby zatrzymani protestujący: na kolanach, z głową opartą o podłogę, dłońmi skrzyżowanymi na plecach. Pozycja wyjątkowo upokarzająca i bardzo bolesna. Kto chciał, mógł do performera dołączyć, przyjąć podobną pozycję, usiąść z boku, porozmawiać. Albo po prostu towarzyszyć.

Pierwsza ruszyła Lia Dostlieva ukraińska artystka, również uczestnicząca w festiwalu, uklękła obok, w bolesnej pozycji obok Szuhalejewa dotrwała do samego końca. W różnym czasie dołączyło do nich jeszcze kilka osób. Dwie wybrały też inny sposób – usiadły z boku i wspierały klęczących rozmową.

Widzowie? Większość trwała zanurzona we własnych myślach, przyglądając się klęczącym, towarzysząc im samą obecnością. Część prowadziła, szepcząc, rozmowy. I o to m.in. performerowi chodziło. O wolność w wyborze gestu solidarności z ofiarami przemocy na Białorusi – ważne, by taki gest w ogóle był, może być nim w tej sytuacji nawet sama milcząca obecność i chęć poświęcenia swego czasu.

Shugaleev wyprowadził widzów ze strefy komfortu – w tym przedsięwzięciu nie było wyraźnego podziału jak w zwyczajnym spektaklu: widz – aktor. Tu wszyscy znajdują się we wspólnej przestrzeni identyfikacji z zatrzymanymi. Widz-uczestnik może nie zrobić nic. Może po prostu być. Może też przekazać finansowe wsparcie na rzecz ofiar przemocy i represji na Białorusi (więcej na stronie marinadashuk.art/body).

Performer zaprosił widzów do swoistej panichidy, czuwania, w którym każdy na różne sposoby mógł mierzyć się z czasem, cudzym doświadczeniem i cierpieniem. Tu wszystko jest jak na dłoni, podane wprost, niczego nie trzeba się domyślać.

Jeszcze przed rozpoczęciem Igor wyjaśnił tytuł swojego działania: „375 0908 2334. The body you are calling is currently not available". W cyfrach kryje się pewien sens: „375 – numer kierunkowy do Białorusi, 0908 – data wyborów prezydenckich, cynicznie sfałszowanych przez władze. Złość i niezadowolenie z powodu ich wyników wywołały rewolucyjne protesty, które trwają do dzisiaj; 2334 – numer artykułu Kodeksu postępowania administracyjnego Złamanie procedur przy organizacji wydarzeń masowych, na podstawie którego od sierpnia 2020 roku skazano ponad 40 tysięcy Białorusinów".

– Szukałem sposobu, by przedstawić horror wydarzeń, które nas dotknęły – tłumaczył Igor. – Jak mówić o odrętwieniu, strachu, a zarazem okazywać przemocy pogardę? Jak mówić o poczuciu winy z powodu masowej emigracji Białorusinów, w tym mnie? Jak popierać protest, będąc zwykłym aktorem? Ten performance jest odpowiedzią: to ważne, by pozostać w temacie, być aktywnym, świadomym, nieobojętnym i nie rozpaczać.

Krzykucha i dużo ironii

Być aktywnym – dokładnie to samo już od dawna robi Jana Shostak, znana białoruska artystka i aktywistka, od kilku lat mieszkająca w Polsce. Jej cel: ciągle przypominać o łamaniu praw człowieka przez reżim Łukaszenki, przypominać o ofiarach represji. Ale robi to inaczej – w swoich akcjach protestuje krzykiem, wyśmiewa reżim, „straszność" białoruskiego dramatu przełamuje żartem, by w ogóle móc egzystować i radzić sobie z tą sytuacją.

W swoim spektaklu stand-upie „Krzykucha", który zaprezentowała podczas Dni Sztuki Współczesnej, zmiksowała jak w jednym tyglu powagę, smutek, żart, białoruską rewolucję i polskie demony, swoje wcześniejsze aktywistyczne akcje i teraźniejszość. Stworzyła coś na kształt improwizowanej czarnej komedii, w której używa humoru, by zdystansować się do trudnych tematów.

Sama mówi o tym tak:

– Trwająca od sierpnia 2020 roku białoruska rewolucja rzadko jest tematem żartów. Szczególnie represjonowanym uczestniczkom i uczestnikom nie jest do śmiechu. Sama, będąc Białorusinką, która jedną nogą wdepnęła w antyłukaszeńskie protesty, a drugą w organizacje pomocy humanitarnej dla prześladowanych, częściej mam łzy w oczach niż uśmiech na ustach. Wewnętrzna perspektywa powoduje jednak, że używam satyry i czarnego humoru, aby się zdystansować i ulżyć sobie i towarzyszkom w tej surrealistycznej sytuacji. Przy okazji móc przybliżyć i opisać w szczegółach nieznaną codzienność aktywistki. Z perspektywy pełnej sprzeczności, jak mój kraj; feministyczno-konserwatywnej, chrześcijańsko-antykościelnej, lewacko-solidarnościowej. W swojej artystycznej naiwności wymyśliłam, że dla upchania tego kulturowego eklektyzmu w wydarzeniu performatywnym najlepszy będzie stand-up.

fot. mat. organizatora

Część z tych wcześniejszych performance'ów Jana przypomina też w „Krzykusze", po prostu opowiadając o tym, co robi, kim jest i dlaczego to robi. Obśmiewa białoruskie aberracje (polskie też), opowiada o swoich projektach, tłumaczy skąd pomysł, by zastąpić słowo „uchodźca" słowem „nowak", „nowaczka". Opowiada o swojej wcieleniówce w wyborach „Miss Polonia", wykazuje w przewrotny sposób, jak ci, którzy myślą o sobie, że są tolerancyjni, niekoniecznie tacy są. Kpi z tych, którzy skupili się na jej braku stanika podczas „Krzyku dla Białorusi", kpi z siebie i tego, że stała się memem; wylicza nazwiska represjonowanych, wyśmiewa Putina…

Jak to wszystko się klei w jednym spektaklu? Otóż się klei, i to ciekawie. Shostak znalazła sposób, by ironicznie opowiadać o sobie i o tych, o których się dopominać trzeba i bezustannie o nich przypominać. Jednocześnie wyłuskuje polskie i białoruskie absurdy, uciera nosa i tym z wyższych szczebli, i tym z niższych.

– Jeśli udało się użyć dekoltu jako miejsca na protest, i to taniej, ekonomiczniej, to tym lepiej – mówi Jana. I w spektaklu, i już po, w rozmowie z Aliną Wawrzeniuk, powie: – Będę dalej wszystkim, czym tylko się da, będę nawet misiem z Krupówek, byleby tylko budzić w was solidarność.

WEDA i 1,8 M

A jeszcze dziś (29 maja), na finał festiwalu – jeszcze jeden projekt mówiący o ofiarach białoruskiego reżimu. To spektakl „1,8 M" kolektywnego projektu: WEDA/Fundacja Sztuki Kreatywna Przestrzeń i Nowego Teatru w reż. Iwana Wyrypajewa. Spektakl WEDY grany będzie w trzech językach, polskim, białoruskim i rosyjskim, większość występujących w nim artystów pochodzi z Białorusi, ale też kilkoro jest polskich, m.in. pochodzący z Białegostoku Bernard Bielenia.

Tytuł spektaklu „1.8 M" jest tu kluczem: 1,8 metra – tyle miejsca jest przeznaczone dla osoby w przepełnionych białoruskich więzieniach. Aktualnie w Białorusi jest ponad 1000 więźniów politycznych i ta liczba powiększa się codziennie. Projekt wspiera więźniów politycznych przeciwstawiających się reżimowi Łukaszenki.

Spektakl pierwotnie miał być pokazany w plenerze, ostatecznie oglądać go można w sali wydziału architektury Politechniki Białostockiej przy ul. Oskara Sosnowskiego. Początek – godz. 21.30, wstęp wolny.

Tytuł oryginalny

Performance i symulacja tortur, stand-up i ironia. Białoruscy artyści o represjach na Dniach Sztuki Współczesnej

Źródło:

„Gazeta Wyborcza - Białystok” online

Link do źródła

Wszystkie teksty Gazety Wyborczej od 1998 roku są dostępne w internetowym Archiwum Gazety Wyborczej - największej bazie tekstów w języku polskim w sieci. Skorzystaj z prenumeraty Gazety Wyborczej.

Autor:

Monika Żmijewska

Data publikacji oryginału:

29.05.2022